Naczelny, czyli niżej podpisany, nie spędził dnia niepodległości naszego kraju na marszu, a udał się na koncert do gdańskiego B90. Dla mnie tak naprawdę była to podróż sentymentalna i niemal dosłownie w czasie, bo zagrała w nim łódzka Coma na którą wybrałem się dopiero trzeci raz w życiu. Ostatnim razem, podobnie jak za pierwszym ponad jedenaście lat temu, widziałem ich w Uchu - pod koniec stycznia 2013 roku. Cztery lata, dwa albumy studyjne i jedną koncertówkę później postanowiłem znów sprawdzić jak Coma radzi sobie na żywo w miejscu, które w niemal każdym zespole wywołuje nieposkromione pokłady energii...
Strony
- Strona główna
- Wstępniak
- O Nas
- Kontakt - dla zespołów
- WAFP! 2011 - 2014
- Heavy Metal Pages 2013 - 2015
- Rock3miasto.pl
- LMF 2016 - 2019
- Polisz Jor Inglisz
- Weekend Węgierski
- Weekend Chorwacki
- Wydział Filmowy
- LUpa czy Pod LUpą?
- Wilk z zakładką
- Muzyczna Biblioteka
- Wilk Kulturalny/Książki autorskie
- Oceny
- Patronat medialny LU
- Współpraca
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Rogucki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Rogucki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 listopada 2017
czwartek, 9 listopada 2017
Coma - Metal Ballads vol. I (2017)
Mówi się, że z pewnych zespołów się wyrasta, a z pewnymi zostaje się na zawsze. Z tymi którymi zostajemy bywa jednak różnie: czasami jest to miłość na zawsze, a czasami tylko i wyłącznie sentyment, który każe sprawdzić co tym razem nagrali. Przyznaje się bez bicia - mam tak z Comą, choć nigdy nie należał do moich szczególnie ulubionych zespołów, słuchało się bo wszyscy słuchali, a nie można też zaprzeczyć, że jest to jeden z najważniejszych współczesnych polskich zespołów, a i jakiś sentyment mimo wszystko do niej mam. Poprzedniego albumu "2005 YU55" praktycznie nie ruszyłem, jeden odsłuch mi wystarczył i nie chciałem już doń wracać. Najnowszy, wydany w zaledwie rok po mocno eksperymentalnym poprzedniku, znów wodzi za nos tytułem, stylistyką i w założeniu ma łączyć nową i starą Comę...
piątek, 5 lutego 2016
Piotr Rogucki - J.P Śliwa (2015)
Napisała: Milena "Lady Stoner" Barysz
"J.P. Śliwa" to trzeci solowy album Piotra Roguckiego, frontmana zespołu Coma, artysty wywołującego skrajne emocje u odbiorców. Ostatnio, coraz częściej mam wrażenie, że Roguca albo się kocha, albo się go nienawidzi. Oczywiście mowa o tych, którzy znają twórczość artysty.
Etykiety:
2015,
avant-garde,
Coma,
indie pop,
indie rock,
książka,
Milena Barysz,
muzyka eksperymentalna,
Piotr Rogucki,
rock alternatywny,
soundtrack,
synthpop
środa, 12 listopada 2014
R20/95: Republika - Nowe Sytuacje (7.11.2014, B90, Gdańsk)
Napisał: Marcin Wójcik
Siódmego
listopada, w gdańskim klubie B90 odbył się koncert „Nowe Sytuacje”. O przebiegu
wydarzenia oraz idei „NS” kilka słów poniżej.
Etykiety:
B90,
Bartłomiej Gasiul,
Drekoty,
Jacek Szymkiewicz,
Marcin Wójcik,
Nowe Sytuacje,
Piotr Rogucki,
relacja,
Republika,
Tymon Tymański
niedziela, 30 marca 2014
Frontside - Sprawa Jest Osobista (2014)
Za nim przystąpiłem do własnego tekstu o tej płycie, trochę o nim poczytałem na innych portalach. Kubły pomyj, "hejty" i wielkie obrażenie na Frontside'a, że pozwolił sobie nagrać coś takiego przeważały, choć zdarzały się w nich głosy pozytywne. Nie ulega wątpliwości, że ten album jest szokiem, ale w moim odczuciu muszę przyznać, że właśnie jak najbardziej pozytywnym. Zaczniemy jednak od liceum...
piątek, 1 lutego 2013
R3/55: Coma (31.01.2013, Ucho, Gdynia)
| Nawet Rogucki chciał sobie polatać! I zrobił to, ku uciesze fanów... |
To ich bodajże piąty występ w
Trójmieście w przeciągu ostatnich trzech miesięcy i pierwszy na jaki udało mi
się dotrzeć. A także drugi na jakim dane mi było być. Pierwszy był 12
października 2006 roku, czyli jakby nie patrzeć szmat czasu temu. Coma od tamtego
czasu zdążyła wydać cztery kolejne płyty studyjne i dwie koncertówki. Najnowszy
album studyjny, właśnie ów „czwarty”, czyli anglojęzyczna wersja zeszłorocznego
„Czerwonego”, zatytułowany „Don’t set your dogs on me” będzie miał premierę 8
lutego. Tymczasem koncert, który w czwartek dali w Uchu, był niesamowity. I to
dosłownie.
środa, 14 listopada 2012
Piotr Rogucki - 95-2003 (2012)
Tekst pierwotnie pojawił się na Uwolnij Muzykę.
Rogucki idzie za ciosem, szkoda tylko, że album złożony z
jego starych kawałków to niewypał. Utwory, które wokalista Piotr Rogucki, znany przede
wszystkim z Comy, postanowił nagrać na tę płytę nie są żadnymi nowościami. Są
to kawałki zapewne doskonale znane wielbicielom głosu i tekstów Roguca i od
dawna krążące po internecie jako bootlegi. Nagrane na nowo nie zachwycają.
piątek, 21 października 2011
Coma – Czerwony Album (2011)
Liceum. To okres nie tylko otrzymywania świadectwa dojrzałości, zawierania nowych znajomości, często przyjaźni na całe życie, ale także czas poszukiwań muzycznych, poznawania za sprawą kolegów i koleżanek nowych zespołów i stylów. To właśnie wtedy w 2005 roku, czyli w pierwszej klasie mój przyjaciel Drzewiec puścił mi utwór „Zbyszek” z „Pierwszego wyjścia z mroku” – debiutu fonograficznego Comy. Nastał rok 2006 – na dniach miała pojawić się druga płyta Comy pod zatrważająco długim tytule: „Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków”. 12 października tegoż roku wybraliśmy się razem na koncert promujący nowe wydawnictwo do gdyńskiego Ucha. Pierwszy koncert w życiu, pierwszy raz zdarte gardło od śpiewania razem z Roguckim. Spełnione znacznie później marzenie, żeby zostać wokalistą…
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Recenzja: Piotr Rogucki – Loki. Wizja dźwięku
Recenzja:
Piotr Rogucki – Loki. Wizja dźwięku (2011) 10/10
Tak naprawdę nie jest to żaden debiut. Piotr Rogucki debiutantem przecież nie jest. Charyzmatyczny wokalista i lider łódzkiej formacji Coma wydał swój pierwszy w karierze solowy album. Najciekawsze na tej płycie jest to, że Rogucki nie tylko pokazuje w pełni swoje możliwości wokalne, ale również wraca do dawnej formy, którą pamięta się z pierwszej płyty Comy „Pierwsze wyjście z mroku”. Chodzi o zarówno warstwę tekstową, jak i wokalizy oraz kształtowanie głosu. Nie da się nie zauważyć i zaprzeczyć, że na „Hipertrofii”, a zwłaszcza na kolejnych płytach Comy – „Live”, „Symfonicznie” i „Excess” wokal przeszedł drastyczne zmiany. Nie będę roztrząsał czy na lepsze czy na gorsze, bo nie oto chodzi i jest to też kwestia gustu, ale na solowym albumie znów mamy zwykłego Roguckiego, niesilącego się na efekty, niepróbującego growlów i niegenerującego zbędnych dźwięków, jęków i innych odgłosów.
Uwagę zwraca już sam tytuł. Loki to według mitologii nordyckiej bożek chaosu, zniszczenia oraz żartu i dowcipu. I taka właśnie jest ta płyta, pod pozornym chaosem, kryje się niezwykle dowcipna historia, zagubionego młodego człowieka imieniem (czy też raczej ukrywającego się pod ksywką?) – Loki. Drugi człon odnosi się jak sądzę do samego Roguckiego. Sugeruje on własne odczytanie muzyki, zupełnie odrębne w stosunku do tej tworzonej z macierzystą grupą, jest transkrypcją tego, co wyśmienity wokalista i tekściarz czuje i widzi we własnej głowie, a teraz dzieli się z nami, słuchaczami, swoim prawdziwym ja. Niepohamowanym dowcipem i zwariowanym, niepowstrzymanym i rozszalałym ego.
Sama wizja dźwięku, jest trzeba przyznać dość oryginalna i pomysłowa. Różni się ona w każdym razie od tej dotychczasowej, tworzonej wraz z Comą i to znacznie. Tu nie ma miejsca na długie utwory, na ciężkie riffy czy rozwijające się, progresywne pasaże. Całość zasadza się raczej na generowaniu dźwięków służących za tło, aniżeli budujących dosłowne melodie, z szumów i dość minimalistycznego podejścia. Nie oznacza to jednak, że płyta jest nudna czy mdła. Ten właśnie specyficzny styl i pozorny minimalizm tworzy kapitalną mieszankę i naprawdę wciągającą opowieść. Reklamowane jako „soundtrack do filmu, który nigdy nie powstał” wydawnictwo jest bowiem koncept albumem. A przynajmniej takim w założeniu ma być.
Co mamy zaś na płycie? Komplet różnorodnych stylistycznie utworów od rocka mocno osadzonego w stylistyce lat 60 i 70 po stylistykę elektro i minimalistyczny eksperyment. Wprawne ucho wyłapie skojarzenia choćby z The Who, ale również (w pewnym sensie) z Dead Weather… a na pewno wielu uśmiechnie się z niezwykłych, dowcipnych tekstów (ja na przykład wybuchnąłem głośnym śmiechem, ku przerażeniu babci siedzącej naprzeciwko, słysząc piosenkę o konkursie w Sopocie, wjeżdżając akurat skmką na peron w Sopocie). Intrygująco wypada też deklamacja zapewne specjalnie „epickiego i grafomańskiego” tekstu w jednym z kawałków. Nie będę jednak rozpisywać się o każdym utworze z osobna, bo tak naprawdę trzeba to usłyszeć samemu.
Podsumowując zaskoczyła mnie ta płyta, przyznam się, że nie spodziewałem się arcydzieła, i arcydzieło to nie jest, ale mogło być znacznie gorzej. Tymczasem płyta naprawdę jest dobra, dopracowana pod niemal każdym względem, ukazująca nieco inne oblicze Roguca. To niezwykle świeży materiał i w moim odtwarzaczu płytka przejechała calutka już… właściwie to nie wiem który raz, ale mogę się założyć, że przekroczyło setkę przesłuchań. A to oznacza, że jest to jedna z płyt do której się wraca po wielokroć z nieukrywaną przyjemnością.
Nie wiem jak innym fanom Comy, czy nawet po prostu Roguca, ale mi ten album bardzo przypadł do gustu i z niecierpliwością wypatruję kolejnych płyt solowych Piotra, a podobno ma już nawet pomysły na kolejne. Każdy chętny może posłuchać nowego materiału na koncertach, ja niestety z braku funduszy nie wybiorę się 6 kwietnia do gdyńskiego Ucha, ale przy następnej okazji nie omieszkam nadrobić strat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






