środa, 12 listopada 2014

R20/95: Republika - Nowe Sytuacje (7.11.2014, B90, Gdańsk)



Napisał: Marcin Wójcik


Siódmego listopada, w gdańskim klubie B90 odbył się koncert „Nowe Sytuacje”. O przebiegu wydarzenia oraz idei „NS” kilka słów poniżej.



Zespołu Republika chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. „Nowe Sytuacje” to pierwszy, długogrający album tej grupy, wydany w 1983 roku. Całkiem niedawno, w dwa tysiące trzeszczącym, minęło trzydzieści lat od premiery płyty. W związku z tym wszyscy muzycy podjęli decyzję o zorganizowaniu trasy koncertowej, gdzie podczas występów, chronologicznie, zagrają wszystkie utworu z albumu. Nieobecność zmarłego w 2001 roku lidera Grzegorza Ciechowskiego wypełniło aż czterech muzyków: Tymon Tymański, Piotr Rogucki (jako wokaliści), Jacek „Budyń” Szymkiewicz (w roli wokalisty i flecisty) oraz Bartłomiej Gasiul na fortepianie. Jednym z przystanków trasy „Nowe Sytuacje” był popularny festiwal „Męskie Granie”.

Początek koncertu zapowiedziany był na godzinę 20:00. Klub został otwarty już o godzinie 18:00, natomiast o 19:00 miał wystąpić support – grupa Drekoty. W towarzystwie dziewczyny dotarłem na miejsce pociągiem SKM. Niedługą podróż zaplanowaliśmy tak, aby dotrzeć w sam raz. Gdy dotarliśmy, szybko okazało się, że jakikolwiek pośpiech byłby zbędny – przed klubem i na pustawej jeszcze sali krzątały się gromadki ludzi, a scena (choć pięknie oświetlona) wciąż była pusta. Drekoty pojawiły się na niej dopiero około dwudziestej…

O Drekotach słyszałem to i owo, choć nigdy nie byłem zainteresowany ich muzyką. Przed koncertem postanowiłem, że nie nadrobię zaległości i poznam tę grupę dopiero na żywo. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, wypadła blado. Konferansjerka leżała, dziewczęta wydusiły z siebie zaledwie klika słów, w których między innnymi usprawiedliwiały się długą podróżą. Dłuższe przerwy między piosenkami (podyktowane sprawami technicznymi) nie były niczym wypełnione. Publiczność stała, na scenie tylko jakieś szmery…  Muzycznie, bez wątpienia, jest to dość ciekawy i świeży zespół, choć nie kupuję tego totalnie. Szkoda. 


Po występie supportu minęło jakieś piętnaście minut i na scenę weszła gwiazda wieczoru. Niestety, pierwsze sekundy tytułowych „Nowych Sytuacji” zastały mnie akurat w kolejce po napój… Na szczęście nie trwało to długo i szybko znalazłem się we właściwym miejscu, z wiśniową colą w dłoni. Swoją obecnością nie zaszczycił publiczności Piotr Rogucki. Na zmianę śpiewali Tymański oraz Szymkiewicz. Już w pierwszych chwilach zrozumiałem, że są to właściwe osoby na właściwych miejscach. Tymon to prawdziwy wulkan energii, który mimo swych lat wciąż nie gaśnie. W ekspresji i charyzmie nie ustępuje mu jednak „Budyń”, mniej skoczny, choć bardzo ruchliwy i energiczny.

Pierwsza piosenka idealnie zwiastowała całość – aranż bez żadnych zmian, piękne brzmienie tych samych instrumentów, ponadto spod palców tych samych, choć już nieco starszych muzyków. Nie ujmując przy tym znakomitym gościom, którzy doskonale wypełnili swoje zadanie. Sposób artykulacji wszystkich słów śpiewanych niegdyś przez Ciechowskiego, dźwięki wydobywane z instrumentów na których grał (flet, fortepian) były do złudzenia podobne. Niewątpliwie jednak osobowości wykonawców dodawały delikatnego smaczku do przepięknie brzmiącej całości. 

Podczas „Prądu” (numer trzy), wszedłem za bramki, by móc zrobić kilka zdjęć z lepszej perspektywy. Był to ostatni dzwonek dla fotografujących, więc należało się spieszyć. Pod koniec wykonania, gdy Tymański wyśpiewał już swoje partie… niczym porażony prądem padł jak długi. I leżał tak chwilę. Harcom muzyka nie było jednak końca – zbliżał się do publiczności z mikrofonem, zeskakiwał ze sceny. Któryś z kolei skok zakończył się niefortunnym upadkiem, który wokalista szybko zamaskował i szybko wrócił na scenę.

Moją szczególną uwagę zwrócił na siebie także gitarzysta Republiki – Zbigniew Krzywański. Choć na płytach jego partie nie są zbyt zjawiskowe, w sytuacjach live wygląda to jednak inaczej. Muzyk, wykonując nawet szybsze i trudniejsze partie, „biega” palcami po gryfie z lekkością i finezją. Można by rzecz, że praca jego rąk, gdybym nie słyszał dźwięku, nie pasuje do charakteru wykonywanych piosenek. Technika jego gry łączy w sobie lekkość i moc, te legendarne składniki, o których (sam będąc gitarzystą) sporo się nasłuchałem. Ponadto chylę czoła za genialne solówki. Mało i treściwie z dozą improwizacji i energii. Ten koncert zmienił mój sposób postrzegania tego muzyka. Bardzo mnie to cieszy.

„My, lunatycy” , jako ostatni utwór na płycie, naturalnie zamknął także występ. Leszek Biolik, basista, powiedział wówczas do publiczności: „Ludzie pytają mnie po co to robimy. Odpowiedź brzmi: Po to!” i wtedy wskazał ręką na zgromadzonych pod sceną.  Następnie muzycy ukłonili się i zeszli ze sceny. Długie oklaski i salwy „Re-pu-bli-ka!” spowodowały, że zespół pojawił się ponownie. Na deser grupa zagrała „Kombinat” – dobrze mi znaną piosenkę z płyty „82 – 85”, którą posiadam i „tyram” wyjątkowo często.  Po „Kombinacie”, chórem, cały skład wykonał również „Moją Krew” – jeden z tekstowych majstersztyków Grzegorza Ciechowskiego. Scena została wówczas skąpana w czerwonym świetle.

Bez wątpienia był to najlepszy koncert w tym roku, na którym byłem. Republika jest dla mnie jednym z „zespołów numer jeden”, które odcisnęły na mnie silne piętno. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem usłyszeć ich na żywo, choć bez mistrza Grzegorza. Myślę, że Wielki Nieobecny jest dumny ze swoich kolegów, którzy w taki sposób pielęgnują jego pamięć oraz ich wspólne, przecież, dokonania. 


Appendix:
Mieszkam w Gdańsku od miesiąca, w klubie B90 byłem po raz pierwszy. Dlatego, jako „świeżak”, chciałem podzielić się swoimi wrażeniami, jakie wywarło na mnie to miejsce. Przede wszystkim – lokalizacja. Tereny stoczniowe i te wiekowe hale to idealne miejsce na klub muzyczny. Niestety, po zmroku meandry okolic tej hali nie robią zbyt przyjemnego wrażenia. Kilka dni przed koncertem szukałem klubu, żeby wiedzieć, jak tam trafić. Oczywiście wszedłem nie tam, gdzie trzeba, zgubiłem się i nie było zbyt kolorowo. Słowem – można się naprawdę przestraszyć. Ciekawostką jest fakt, że hala, w której znajduje się B90 była częścią wydziału elektrycznego, którego pracownikiem był Lech Wałęsa. Na jednym z budynków wisi nawet stosowna tablica. 

Druga rzecz – brawa za wystrój. Jest czysto, ładnie i z pomysłem. Nareszcie znalazł ktoś sensowne wykorzystanie plastikowych siedzeń z SKM (na szczęście już nie ma ich w żadnej jednostce). W pociągu były horrorem o każdej porze roku, tutaj są fajnymi i całkiem wygodnymi ławkami. Oto jak mądrze można wykorzystać czerwony śmieć z laminatu, budzący niegdyś tylko wstręt i zażenowanie.

Zdjęcia autorstwa Agnieszki Marczewskiej. Cała galeria na naszym facebooku.

1 komentarz:

  1. Bez Grzegorza to już nie to samo... jak Dżem bez Ryśka...

    OdpowiedzUsuń