Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Duda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Duda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 stycznia 2024

Tydzień 1 - 7.01.2024: Różności #18

Jeszcze spokojnie. Wiadomo, początek roku. Zawsze tak jest, a potem nie wiadomo kiedy zaczyna pędzić jak szalony. Na LU też jeszcze spokojnie, parę grudniowych i tak zostało przełożone już na nowy rok. Pojawią się w niedługim czasie. Póki co jeszcze spokojnie, bo na wszystko przyjdzie czas. Liczę też na utrzymanie jakiejś sensownej częstotliwości pojawiania się tekstów, niezależnie od ich objętości; nie robić zbyt długich przerw, choć oczywiście jak będzie potrzeba to będą się pojawiać. Tymczasem pierwszy tydzień stycznia 2024 roku za nami. Nowy jest także banerek "tygodniowy" - kolorystycznie i stylistycznie, mam nadzieję też, że czytelniejszy. Praca wre na kilku frontach, ale o wszystkim już po kolei i na bieżąco. Co się działo na blogu w minionym tygodniu?

sobota, 30 grudnia 2023

Podsumowanie roku 2023 według naczelnego Część II: Płyty Polskie

 

Jak co roku trzeba zrobić jakieś podsumowanie roku. Jak co roku mam też mnóstwo przemyśleń na ten temat, tym bardziej jak trzeba wybrać te najlepsze - oczywiście naszym, czy też raczej w tym wypadku moim zdaniem, najciekawsze i najbardziej intrygujące. W tym roku, dla wygody, rozdzielę zagranicę i Polskę.W drugiej odsłonie będzie o płytach polskich, których nie będzie wiele, bo tak się składa, że wielu nie słuchałem. Nie uwzględniam też tutaj albumów patronackich.

poniedziałek, 2 stycznia 2023

Tydzień 26 - 31.12.2022: Różności #4


 

Ostatni tydzień i ostatni zbiorczy w ramach nowej formuły w roku 2022. W przyszłym roku ta świeża jeszcze forma, którą zapoczątkowałem w październiku będzie kontynuowana i na pewno nie zabraknie ciekawych tematów - do kilku płyt i książek z poprzedniego roku w tej, krótszej odsłonie będę jeszcze wracał, a tymczasem jeszcze dwa ostatnie teksty i wszystkie linki z minionego tygodnia. Ponadto, już teraz zapowiadam pełen lutowy numer Wilka Kulturalnego, w którym przeczytacie także o dwóch pierwszych filmach obejrzanych w ramach autorskiego wyzwania filmowego Oglądamy Filmy z Muzyką Tangerine Dream, do którego serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych, gdyż wciąż można zgłaszać swój udział, a na samo wzywanie mamy aż dwa lata! Nie uprzedzajmy jednak faktów!

środa, 27 lipca 2022

Wilk Kulturalny Numer 12 Lipiec 2022


 

W końcu! Miał być w czerwcu, ale musiałem sobie dać nieco więcej czasu na dokończenie kolejnego, tym razem pełnego numeru, Wilka Kulturalnego czyli magazynowego spin-offa LU prawie na papierze. Oto Lipcowy, choć pojawiający się na końcu tego miesiąca, więc w pewnym sensie już sierpniowy w którym znalazło się miejsce dla aż czterech tematów! O czym przeczytacie tym razem w Wilku Kulturalnym?

czwartek, 28 stycznia 2021

Lunatic Soul - Through Shaded Woods (2020)


Mariusz Duda zdecydowanie w tym roku nie pożałował swoim wielbicielom nowej muzyki: dwie solowe piosenki, spontaniczny lockdownowy solowy album i wreszcie nowy Lunatic Soul. Siódmy, ale trzeci w kolejności chronologii, którą ułożył sobie Mariusz Duda, album Lunatic Soul jest jakby muzycznym odzwierciedleniem wyobrażeń, które mogliście mieć jako dzieci - ja lubiłem bowiem sobie wyobrażać, że w lesie, gdy nikt nie patrzy leśne duchy, driady i fauny tańczą wokół ognisk rozpalanych na polanach. Okraszony elementami słowiańskimi, które świetnie łączą się z muzycznymi fascynacjami i światami Mariusza jest kolejną przepiękną płytą w jego dyskografii, ale także jak może się wydawać stanowiącą coś w rodzaju pomostu między wszystkimi muzycznymi odsłonami Dudy. Co tym razem fascynuje w leśnym, zielonym i odpowiednio przymglonym albumie?

czwartek, 24 grudnia 2020

Podsumowanie roku 2020 według redaktora naczelnego Część I: Polska


 

Koniec tego okropnego dla nas wszystkich roku wreszcie nadszedł. Nie było koncertów, a przynajmniej nie takie jakie byśmy chcieli, żeby były. Wiele z nich przeszło nam koło nosa, choć może jeszcze odbędą się w przyszłym roku. Mijający właśnie pandemiczny rok nie okazał się jednak wcale taki zły jeśli chodzi o ilość płyt i dobrej muzyki. Czas na podsumowanie, choć pojawienie się tego wcale nie oznacza, że w nowym roku nie będzie płyt z 2020 - kupka wstydu bynajmniej się nie zmniejszyła, a pośród niej wciąż czekają ciekawe płyty o których napiszemy. 

Moje podsumowanie postanowiłem rozbić na dwie odsłony - część pierwsza będzie obejmowała najlepsze płyty polskie, a część druga najlepsze zagraniczne i nadzieje na przyszły rok, którego tym razem nie będziemy nazywać. Upragnione zmiany w tym, który wkrótce będziemy mieli za sobą nie nadeszły lub zakończyły się w przedbiegach. Co zaś się tyczy muzyki to w tej polskiej było sporo zaskoczeń, powrotów i fantastycznych dźwięków do których z całą pewnością będę wracał. 

poniedziałek, 2 listopada 2020

Maciej Meller - Zenith (2020)

 

Kiedy Maciej Meller dołączał do Riverside jako koncertowe wsparcie stwierdziłem, że za jakiś czas dołączy na stałe. Jeszcze podczas wydawania siódmego albumu Riverside zatytułowanego "Wasteland" na płycie był gościem specjalnym, ale już na początku tego roku ogłoszono, a krótko przed pandemią, że oficjalnie został nowym gitarzystą grupy. Na to jak studyjnie zastąpi Piotra Grudzińskiego już jako oficjalny gitarzysta przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale pewne wskazówki może dać jego debiutancki, solowy album, który pojawił się w międzyczasie, bo 18 września tego okropnego roku. Quidamowe i Riversidowe reminiscencje są tutaj bowiem jak najbardziej słyszalne, choć jednocześnie Maciej Meller wyraźnie wypracowuje tutaj osobny, indywidualny styl. Wreszcie, podobnie jak Maciej Gołyźniak ze swoją płytą "The Orchid", idealnie wpisuje się w jesienny czas. Sprawdźmy dlaczego...

niedziela, 23 sierpnia 2020

Mariusz Duda - The Song of a Dying Memory/Are You Ready for the Sun (2020)


W czasie pandemicznym Mariusz Duda zdecydowanie nie skąpił nam muzycznych łakoci i jak już zapewne wiecie to jeszcze nie koniec jego muzycznych światów w tym roku. Na jesieni swoją premierę będzie miał podwójny zielony, leśny i słowiański Lunatic Soul, niedawno zaś pojawił się spontaniczny album wydany pod nazwiskiem "Lockdown Spaces". Nie można jednak zapominać o głównym nurcie muzyki pojawiającej się pod nazwiskiem basisty i wokalisty Riverside, czyli "piosenkach podskórnych", jak sam muzyk je określił. W marcu poznaliśmy pierwszą z nich, a dosłownie przed kilkoma dniami, na koniec lata i gorącego sierpnia, tę drugą. Dziś nadszedł z kolei moment, by się im przyjrzeć, przysłuchać i nacieszyć...

czwartek, 13 sierpnia 2020

Mariusz Duda - Lockdown Spaces (2020)


Lada moment, bo już jesienią ukaże się kolejny - tym razem zielony, słowiański i do tego podwójny - Lunatic Soul oraz drugi utwór piosenkowy, a tymczasem Mariusz Duda w czasie pandemii zdążył nagrać jeszcze jeden album, którego nikt się nie spodziewał. Ów spontaniczny album to "Lockdown Spaces" osnuty wokół przestrzeni, izolacji, niepewności i elektroniki rodem ze starych komputerów i gier, które dzisiaj mogą przyprawiać o dreszcze ilością pikseli, co bardziej zatwardziałych graczy. Sprawdźmy zatem, jak przedstawia się kolejny, intrygujący wizerunek, wszechstronnego muzyka, jakim bez cienia wątpliwości jest basista i wokalista Riverside...

piątek, 6 grudnia 2019

Riverside - Accoustic Session EP (2019)


Podczas spotkań promujących siódmy album grupy w Empikach, Mariusz Duda i Michał Łapaj grali krótkie koncerty akustyczne, które spotkały się z na tyle dużym zainteresowaniem, że nie powinno nikogo dziwić, że krótko po ich zakończeniu panowie ogłosili, iż zamierzają nagrać akustyczne wersje studyjne. Owocem tej sesji jest epka, którą dołączono do limitowanego wydania "Wasteland" z dźwiękiem w technologii 5.1, które miało swoją premierę 29 listopada tego roku. Jak wypadają akustyczne numery, które znalazły się na trwającej niespełna trzydzieści minut epce?

piątek, 1 czerwca 2018

Lunatic Soul - Under the Fragmented Sky (2018)


Tego albumu właściwie miało nie być i do tego miał być znacznie krótszy. Podobnie jednak jak po dwóch pierwszych Lunatikowych podróżach pojawiło się uzupełnienie zatytułowane "Impressions", tak samo stało się bezpośrednio po zeszłorocznym znakomitym "Fractured". Szósty krążek Lunatic Soul pojawia się niemal dokładnie w dziesięć lat od pojawienia się debiutanckiego materiału, czyli tak zwanego "Białego albumu", po raz pierwszy wiosną, a nie jak dotychczas jesienią. Stanowiąc rozszerzenie do swojego poprzednika, jednocześnie jest suplementem do wcześniejszego "Walking on Flashlight Beam" spinając oba albumy klamrą na podobnej zasadzie jak robiło to wspomniane "Impressions". Co udało się Mariuszowi Dudzie wyłuskać z numerów, które zostały po sesji nagraniowej ostatniego albumu i czy udało się utrzymać się jego znakomitą atmosferę?
 
 

To, co z początku miało być maksisinglem, potem mini-albumem, a następnie epką, stało się właściwie pełnowymiarową płytą o łącznym czasie nieco ponad trzydziestu sześciu minut muzyki stanowiącej pomost pomiędzy dwoma ostatnimi albumami Lunatic Soul. Nie jest to jednak bezpośrednia kontynuacja „Fracutred”, bo choć dopełnia ona historię straty i rozdarcia, a sam tytuł albumu i jednego z utworów, wywodzi się przecież z numeru A Thousands Shards of Heaven, to niektóre z kompozycji zdają się zaglądać w filmowy wymiar „Walking on a Flashlight Beam”, a nawet łączyć z elektroniczną odsłoną Riverside, macierzystej formacji Mariusza Dudy, którą podsumował „Eye of the Soundscape”. Jednocześnie w subtelny sposób płyta zazębia się też z „Impressions”, choć formuła obu dość istotnie się przecież różni. Zaczyna niesamowity He av en, który przywodzić może na myśl mroczne horrory giallo czy też twórczość włoskiej formacji Goblin, specjalizującej się w muzyce do obrazów Daria Argento czy George’a A. Romero. Sam motyw, choć jednostajny i rozciągnięty w czasie na cztery minuty, został pięknie rozwinięty nie tylko narastającą atmosferą, ale i wokalnymi ozdobnikami Mariusza. Mistyczny nastrój zostaje podtrzymany w genialnym Trials, który oplata się wokół nas duszną, zimmerowską elektroniką i niepokojącym pykaniem uzupełnionym gitarą i wreszcie pełnym bólu wokalem, na który złożyło się właściwie jedno zdanie. Z tego numeru bije nie tylko głęboki smutek i poczucie bezradności, która mogłaby się wiązać z motywem samobójstwa ze „Spaceru po promieniach latarki”, ale też piękno, które fantastycznie zostało podkreślone kapitalnym finałem, w którym następuje podniosłe perkusyjno-chóralne rozwinięcie współgrające z narastającą elektroniką. Po nim przychodzi czas na wyciszającą, akustyczną miniaturkę zatytułowaną Sorrows, cudnie uzupełnioną wokalizą Mariusza. Ta zaś płynnie przechodzi w fantastyczny i zarazem bardzo riverside’owy numer tytułowy. Bujający klimat budowany przez akustyczną gitarą i przejmujący wokal Dudy zdaje się w jakiś sposób odnosić do szóstego albumu macierzystego zespołu, czyli „Love, Fear and the Time Machine”. Elektroniczny dodatek, który wchodzi mniej więcej w połowie zdaje się zaznaczać fascynacje Mariusza grupą Tangerine Dream, a całość przecudnie unosi się w przestrzeni razem z nami. Końcowa partia wokalna zbudowana wokół wielogłosu połączona z uzupełniającymi ją dźwiękami fortepianu wydaje się z kolei nieco oderwana od reszty, ale znakomicie ją uzupełnia. 


Drugą połowę płyty zaczyna kolejny majstersztyk, czyli utwór Shadows, gdzie ponownie odzywają się mroczne, filmowe brzmienia rodem z horrorów giallo czy eksperymentów Vangelisa, które szybko ustępują znakomitemu rozwinięciu poprzez ocieplenie ciemnych motywów w tle zarówno akustyczną gitarą, jak i orientalnymi zagrywkami, jakby od niechcenie przywołującymi Indukti, w którego twórczość swego czasu Mariusz Duda był gościnnie zaangażowany i które odzywały się także na dwóch pierwszych płytach Lunatic Soul. Równie niepokojący i tajemniczy, choć także w swoim wyrazie nieco cieplejszy jest kawałek noszący tytuł Rinsing The Night, który zdaje się znów zacierać granice między Riverside, a LS. To taki utwór, który z powodzeniem mógłby się znaleźć na „Eye of the Soundscape”. Pokłady piękna i dźwiękowe sugerowanie, że bohater liryczny mimo przeciwności, smutku i goryczy, podnosi głowę i idzie dalej przed siebie, wypadają w nim niezwykle przekonująco. Z elektroniczną odsłoną Riverside bodaj najbardziej może kojarzyć się absolutnie porywający The Art Of Repairing, który świetnie zazębia się z numerem poprzednim, ale także ze „Spacerem po promieniu latarki”, ponownie przywołując mroczne filmowe tony i dopiero gdzieś na samym końcu przecudnie łącząc się z „Fractured”. Nie ma tu ani jednego zbędnego dźwięku, ani jednej zbędnej ekspresji czy rozwinięcia. Podobnie jak na końcu „Fractured” swoistą codą całej płyty był utwór Moving On, tak tutaj taką codą i perełką został równie cudny i bodaj najbardziej piosenkowy na całym krążku Untamed. W nim także można doszukać się Riverside’owego echa, ale bardziej wiąże się to z obecnością samego Mariusza Dudy niż chęci nawiązywania. Ciepłe, przejmujące, akustyczne brzmienie, cudowne uzupełnione klawiszami i sunącą majestatycznie perkusją zdaje się podkreślać moment przebudzenia, ponownego podniesienia kurtyny, gdzie stanie samotny artysta, który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, bo jeśli sparafrazować słowa, które śpiewa w nim Duda: najlepsza historia w życiu dopiero przed Tobą; w przepiękny sposób zdają się odnosić do konceptu nie tylko odchodzenia, przemijania, ale również do znamiennych słów wypowiadanych przez Kapitana Haka do podstarzałego Piotrusia Pana w filmie „Hook” Stevena Spielberga. Sam utwór zresztą zdaje się być też takim przedłużeniem Moving On – wspomnijcie sceny teledysku, w którym Mariusz Duda chodzi po korytarzach Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku. Tu wręcz ma się wrażenie, że ta wędrówka jest kontynuowana, ale wyjście z labiryntu jest już coraz bliższe i wyraźniejsze.

„Under the Fragmented Sky”, trochę jak „Impressions”, to bardziej zbiór wariacji i impresji na temat dwóch wcześniejszych albumów (w tym wypadku „Walking on Flashlight Beam” i „Fractured”), aniżeli spójny koncept, wreszcie popis swobody twórczej, która tworzy jednolitą całość jako album i jednocześnie misternie łączy się z każdym z wcześniejszych albumów LS, a nawet ostatnimi płytami Riverside. Jeszcze bardziej też niż „Fractured” jest to album nastawiony na nastrój, na próżno więc szukać tutaj energicznych rozbudowań poszczególnych kompozycji, choć przecież i tych w kilku miejscach, naturalnie już w nie takim stopniu, nie brakuje. O ile jednak „Fractured” był historią zmagań z utratą i cierpieniem związanym ze śmiercią bliskich osób, o tyle „Under The Fragmented Sky” jest opowieścią o podnoszeniu głowy, zbieraniem odłamków lustra i składaniem ich w nową całość, co doskonale zresztą podkreślają znakomite grafiki, tym razem wykonane przez Jarka Kubickiego, który bardzo zgrabnie pociągnął wcześniejszy koncept wypracowany przez Travisa Smitha i nadał mu zupełnie nowego, własnego charakteru. Podobnie też jak zeszłoroczny album LS jest to album oczyszczający, pełen smutku i goryczy, ale jednocześnie bije z niego nietuzinkowa dla projektu Mariusza Dudy nadzieja. Nie mam też wątpliwości, że będę do tej płyty wracał, a dla wielu będzie ona tą najbardziej ulubioną, bo co należy podkreślić nie są to żadne odrzuty wydane na fali, a całkowicie pełnoprawne i przemyślane numery, które przepięknie uzupełniają i rozwijają dotychczasową dyskografię Lunatic Soul i po prostu warto po nią sięgnąć i zatopić się w Mariuszowych dźwiękach i przemyśleniach. 



Recenzja powstała w ramach współpracy 
z Laboratorium Muzycznych Fuzji i pierwotnie w całości ukazała
 się na łamach tego portalu.

środa, 18 października 2017

LMF: Lunatic Soul - Fractured (2017)


Na początku był czarno-biały dyptyk, do którego dołączył szary dodatek pod wspólnym tytułem „Impressions”. Szybko jednak się okazało, że Mariusz Duda nie zamierza porzucać swojego solowego projektu, jakże innego od macierzystej formacji, czyli Riverside. Niebieski „Walking On A Flashlight Beam” udowodnił, że Lunatic Soul, podobnie jak Riverside, to projekt, który nieustannie ewoluuje, zmienia się i zawiera muzykę niełatwą, niezwykłą i bardzo emocjonalną. Wydarzenia z 2016 roku odbiły się z kolei na koncepcie kolejnej płyty, która podobnie jak poprzednie mierzy się z tematem śmierci, lecz tym razem z punktu widzenia ludzi żywych; tych, którzy muszą żyć dalej po stracie bliskiej osoby.
 

środa, 11 października 2017

R13/155: Spotkanie z Mariuszem Dudą (Riverside, Lunatic Soul) (10.10.2017, Empik Galeria Bałtycka, Gdańsk)



Z okazji premiery najnowszej, piątej już płyty Lunatic Soul zatytułwoanej "Fractured" została zorganizowana seria spotkań  w kilku Empikach. Wtorkowe spotkanie miało miejsce w gdańskiej Galerii Bałtyckiej, gdzie gościem również był Michał Mierzejewski, znany między innymi ze swojej Sinfionietta Consonus i który napisał kilka orkiestrowych partii na nową płytę solowego projektu lidera Riverside.

wtorek, 20 grudnia 2016

LMF: Wywiad w wysokiej rozdzielczości Część II: Mariusz Duda

fot. Oskar Szramka
Z okazji premiery biografii Riverside "Sen w wysokiej rozdzielczości" mieliśmy możliwość przeprowadzenia wywiadów z autorem książki, Maurycym Nowakowskim oraz liderem warszawskiej grupy Mariuszem Dudą. W części drugiej zapraszamy do rozmowy z liderem, basistą i wokalistą Riverside, który opowiada o trudach mijającego roku, najnowszej płycie macierzystej formacji "Eye of the Soundscape", nadchodzących koncertach grupy, płycie "Breaking Habits" tria Meller Gołyźniak, nowym Lunatic Soul oraz oczywiście, o biografii "Sen w wysokiej rozdzielczości" Nowakowskiego. 

poniedziałek, 19 grudnia 2016

LMF: Wywiad w wysokiej rozdzielczości Część I - Maurycy Nowakowski

(fot. Monika Faron)

Z okazji premiery biografii Riverside "Sen w wysokiej rozdzielczości" miałem możliwość przeprowadzenia wywiadów z autorem książki, Maurycym Nowakowskim oraz liderem warszawskiej grupy Mariuszem Dudą. W części pierwszej zapraszamy do rozmowy z pisarzem, który opowiada o swojej fascynacji zespołem, o pracach nad książką i o tym dlaczego biografia Riverside jest inna od większości książek biograficznych czy monografii poświęconych muzykom.

niedziela, 20 listopada 2016

Meller Gołyźniak Duda - Breaking Habits (2016)


Kończący  się już rok szczodry zdecydowanie nie był dobry dla Mariusza Dudy z Riverside i dla jego kolegów z  zespołu z powodów osobistych, których nikomu chyba już nie trzeba przedstawiać. Nieco wcześniej, bo od listopada 2014 roku wraz z Maciejem Mellerem (znanym z Quidam) i Michałem Gołyźniakiem (znanym z Sorry Boys czy współpracy z Natalią Nykiel) nagrywał wspólną płytę, którą dopiero na jesień tego roku ukończyli. Efekt? Niesamowity i jakże inny od macierzystych formacji wszystkich trzech muzyków.