Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Me And That Man. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Me And That Man. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2018

Izzy and the Black Trees - Izzy and the Black Trees EP (2018)


Kiedy patrzy się na okładki takich wydawnictw jak ta, która zdobi debiutancką epkę poznańskiego Izzy and the Black Trees można by pomyśleć, że będziemy mieli do czynienia z jakimś ponurym post-rockiem albo black metalem. Nawet ledwo widoczne niebieskie i czerwone listki na sękatych konarach nie zmieniają tego wrażenia. Tymczasem, nie żebym miał coś przeciwko, dowodzona przez Izę Rekowską formacja zabiera nieoczekiwanie w nieco inne rejony, które delikatnie zahaczają o to, co wykombinował Nergal na swoim Me And That Man...

niedziela, 1 października 2017

R11/153: Me And That Man, Fertile Hump, Sasha Boole (30.09.2017, Teatr Szekspirowski, Gdańsk)




Napisał: Jarek Kosznik

30 września bieżącego roku, w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku odbył się kolejny na trasie koncert zespołu Me and That Man czyli elektryzującego duetu John Porter-Adam „Nergal” Darski. Lokalizacja koncertu była bardzo nietypowa jak na taki gatunek muzyki, ponadto w przeciwieństwie do innych przedstawień czy wydarzeń kulturowych w tym obiekcie, dało się zauważyć wielu fanów muzyki metalowej, teoretycznie odległej od klimatu teatralnego. Sala dosłownie pękała w szwach, trzeba było czekać nawet 30 minut w kolejce do wejścia. Nie ukrywam, że styl muzyki MATM jest dość odległy od moich zainteresowań muzycznych, ale postanowiłem wybrać się z ciekawości. Powyższy projekt grał w ostatnim czasie całkiem sporo koncertów w różnych miejscach Polski. Jak na ich tle wypadł Gdańsk?

wtorek, 26 września 2017

LMF: Me And That Man - Songs Of Love And Death (2017)


Są takie płyty na które czeka się z niecierpliwością mimo, że nic o nich się nie wie. Kiedy Adam "Nergal" Darski, bardziej znany jako lider black/death metalowej formacji Behemoth, ujawnił że zamierza nagrać płytę z muzyką bluesową jedni z całą pewnością wstrzymali oddech, inni pukali się w głowę, a inni niewątpliwie stwierdzili, że wreszcie zdecydował się na coś normalnego, albo że będzie eksperymentalnie, na pewno inaczej. Ja byłem kupiony od pierwszej chwili gdy o tym usłyszałem, zwłaszcza że spodziewałem się czegoś na miarę fenomenalnego Tau Cross. Karty były systematycznie odsłaniane, a kiedy okazało się, że płyta będzie z Johnem Porterem oczekiwanie nie tylko wzrosło, ale przeniosło się w nieco inny rejon oczekiwania. Co przygotowali panowie i jak w bluesach czuje się, używając określenia środowisk katolickich "pierwszy heretyk Rzeczypospolitej"?