Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dice. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Tydzień 1 - 9.06.2024 + Maj


 

Maj mi dosłownie przeleciał i nawet nie wiem kiedy zrobił się czerwiec. Tekstów w maju nie było niemal wcale, bo wskoczyło tylko parę ogłoszeń. Pisałem też kolejnego Wilka Kulturalnego, którego planowałem na maj, ale ostatecznie musiałem go przesunąć na czerwiec i mam nadzieję, że uda mi się ten numer jeszcze właśnie w czerwcu puścić, tym bardziej, że kolejny zamierzam jeszcze skończyć i wypuścić w lipcu, na chwilę przed nadchodzącą coraz szybszymi krokami tegoroczną edycją Ostrów Rock Festival. Z tego też powodu łapcie pierwszy tygodniowy zbiorczy z tegorocznego czerwca z dodatkiem majowym. W pierwszym tygodniu czerwca również były na razie tylko ogłoszenia, ale wskoczył też pierwszy odcinek Wilczej Jamy w nowym formacie wizualnym, do którego sprawdzenia gorąco zachęcam. Dodam jeszcze tylko, ze czasami bowiem tak bywa, że im bardziej się chce, tym mniej wychodzi, a im mniej się chce, tym wychodzi jeszcze mniej. 

wtorek, 9 kwietnia 2024

Tydzień 1 - 7.04.2024: Rózności #23

 

Ostatni tydzień marca nie obfitował w teksty, bo na sam koniec, przed świętami wskoczył tylko obiecany suplementarny marcowy numer Wilka Kulturalnego. W pierwszym tygodniu kwietnia zaś, już po świętach wskoczyła tylko jedna recenzja i fotorelacja z pierwszego tegorocznego kwietniowego Muzycznego Tartaku. Wszystkie, tradycyjnie, znajdziecie w rozwinięciu.

 

środa, 3 kwietnia 2024

sobota, 3 lutego 2024

Tydzień 22 - 31.01.2024: Różności #20


Końcówka stycznia przebiegła głównie pod znakiem ogłoszeń kolejnych patronatów medialnych i dwóch nadchodzących Muzycznych Tartaków, które odbędą się kolejno w lutym i w marcu. Wskoczyła także recenzja płyty Einara Solberga, która miała swoją premierę w zeszłym roku. W sumie niewiele, ale na częstotliwość tekstów, również obiecanych złożyły się różne czynniki. Jednym z nich był przeprowadzany niedawno wywiad z Void of Echoes, który pojawi się w niedługim czasie. Teksty z poprzedniego, dłuższego tygodnia, tradycyjnie znajdziecie w rozwinięciu.

środa, 24 stycznia 2024

Patronat medialny: Dice 77 Tour POST AKTUALIZOWANY


 

Dice promuje swój najnowszy album studyjny "77", który został objęty naszym patronatem medialnym. Recenzja płyty wkrótce, bo potrzebuję jeszcze trochę czasu. Tymczasem obok koncertów, które już się odbyły, pojawiają się kolejne daty, więc informacja jako artykuł leci z poślizgiem. Wszystkie koncerty promujące "77" zostały objęte naszym patronatem medialnym! Post aktualizowany!

poniedziałek, 13 listopada 2023

Tydzień 1 - 12.11.2023: Różności #14

Kolejny tydzień za nami, także i tym razem nieco dłuższy, bo wydłużony o krótszy pierwszy listopada. Dwa pierwsze tygodnie tegorocznego listopada minęły głównie pod znakiem ogłoszeń i niespodzianek oraz patronatów medialnych. Poznaliśmy kolejnych artystów którzy wystąpią na przyszłorocznej edycji Ostrów Rock Festival, zapowiedziałem dwie patronackie płyty, o których wkrótce przeczytacie na naszych łamach oraz razem z redaktorem Jarkiem Kosznikiem przyjrzeliśmy się nieoczekiwanemu powrotowi Mike'a Portnoya do Dream Theater w powracającym cyklu Pod LUpą. Linki do tekstów jak zwykle znajdziecie w rozwinięciu!

czwartek, 9 listopada 2023

Patronat medialny: Dice - 77 (2023)


Są takie grupy, które napisały do nas na początku swojej drogi i są z nami do dzisiaj. Pochodząca ze Stargardu Szczecińskiego formacja Dice zdecydowanie do takich należy. Gdzieś na początku tej naszej podróży i przygody z pisaniem trafił w nasze ręce ich debiutancki krążek "Stara Historia", a później mieliśmy przyjemność patronować ich kolejnym wydawnictwom, inicjatywom i koncertom. Już niedługo ukaże się ich czwarte studyjne wydawnictwo, a zarazem trzeci, któremu patronujemy. W rozwinięciu oddaję głos Mateuszowi Szeremecie, perkusiście Dice, który opowie czego można się spodziewać po "77", którego premierę przewidziano na 6 grudnia tego roku!

czwartek, 13 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018 według naczelnego CZĘŚĆ I: Najlepsze i najgorsze płyty Polska


Jak każdy rok, tak i ten nieuchronnie zbliża się do końca. Z początku toczy się on powoli, nieśmiało, jakby leniwie, później przyspiesza, by na chwilę, tylko pozornie zwolnić latem, a wraz z nadchodzeniem jesieni i następnie zimy maksymalnie zacząć pędzić do ostatniego dnia. Jak co roku, trzeba więc podsumować to, co działo się w muzyce i to, co działo się na blogu. Podobnie jak w zeszłym roku podsumowanie podzielimy na cztery sekcje: najlepsze płyty, najgorsze płyty, ważne wspomnienia i nadzieje na przyszły rok. W tym roku wyjątkowo swoje podsumowanie rozbijam na trzy osobne części - w tej, kilka słów ode mnie, czyli naczelnego i zestawienie najlepszych oraz najgorszych płyt polskich. Zapraszamy!

wtorek, 20 marca 2018

LUstro: Emu On The Road - Na liście płac jest Osiecka i Stachura (wywiad)


Struś Muzykant i uciekinier z warszawskiego Zoo wciąż nie zamierza tam wrócić, ale udało mi się go na chwilę zatrzymać i zadać kilka pytań. Z chłopakami z Emu On The Road rozmawiam o ich twórczości, fascynacjach i tekstach, a także o tym co sądzą o pisaniu w języku polskim oraz co mają wspólnego z Agnieszką Osiecką i Edwardem Stachurą...

poniedziałek, 12 marca 2018

LUstro: Dice - Gentlemani rock'n'rolla (wywiad)


Nowa płyta, w dodatku udana, to świetna okazja żeby porozmawiać z Dice, już po raz trzeci zresztą pojawiających się w tych okolicznościach na naszych łamach. Z Łukaszem Przybylskim oraz Bartoszem Izakiem rozmawiamy między innymi nie tylko o nowej płycie, ale także o planach na przyszłość, radiu i koncertach oraz o tym dlaczego Greta Van Fleet jest skazana na sukces...

czwartek, 22 lutego 2018

Dice - Nowy Świt (2018)


Niewiele jest takich zespołów z którymi w jakiś sposób związanym jest się od niemal samego początku, obserwuje jak się zmieniają, jak dojrzewają. Jednym z takich zespołów, które napisały do mnie na początku całej przygody z LupusUnleashed, a dokładniej gdzieś pod koniec roku nazwanego przez nas dwa tysiące dźwięcznym, była grupa Dice pochodząca ze Stargardu Szczecińskiego, która wówczas debiutowała albumem "Stara historia" Później przypomnieli o sobie w dwa tysiące pięknistym krążkiem "Paradice" i w końcu atakują po raz trzeci, najnowszym patronackim albumem zatytułowanym "Nowy Świt". Co słychać u chłopaków lubiącymi rzucać kostkami do gry?

środa, 6 grudnia 2017

Patronat medialny: Dice - Nowy Świt (2018)


W tym roku Święty Mikołaj przyszedł do naszej redakcji wcześniej i to od razu z prezentem na przyszły rok. Samej płyty jeszcze nie mamy, ale możemy z nieukrywaną przyjemnością ogłosić, że objęliśmy patronatem medialnym nadchodzącą trzecią płytę studyjną grupy Dice ze Stargardu Szczecińskiego, który na naszych łamach gościł już kilkukrotnie, także w ramach patronackiej trasy koncertowej promującej poprzedni album "Paradice" z 2015 roku. Najnowsza płyta ukaże się 23 lutego 2018 roku i będzie nosiła tytuł "Nowy Świt". Poniżej, w rozwinięciu zaś możecie zapoznać się z pełną notką prasową przygotowaną przez zespół:

środa, 1 lipca 2015

R15/114: Dice, SidKid, Landi & TTOB (20.06.2015, Motor Rock Pub, Słupsk) + wywiad


Napisał: Marcin Wójcik

Dwudziestego września roku pięknistego w słupskim Motor Rock Pubie odbył się koncert zespołu Dice. Był to jeden z przystanków trasy, którą objęliśmy patronatem. Stargardzka grupa przyjechała do Słupska promować swój drugi studyjny album „Paradice”. Przed występem, w letnim ogródku Motor Rock Pubu, zespół udzielił mi krótkiego wywiadu związanego z trasą oraz koncertem, który lada moment miał dojść do skutku...

środa, 10 czerwca 2015

Dice: Nigdy nie wiemy ile oczek wypadnie - wywiad




Dice ze Stargardu Szczecińskiego do znanych polskich zespołów może nie należy, ale swoim drugim albumem "Paradice" udowadniają, że warto zwrócić na nich uwagę. Co więcej, obiecujący był także ich debiutancki krążek "Stara Historia". O tym, o czym jest najnowszy album, co sądzą o kondycji polskich tekstów, swoich inspiracjach, planach i marzeniach oraz o aktualnej trasie koncertowej w obszernym wywiadzie rozmawia naczelny z całym zespołem. Zapraszamy!

niedziela, 22 marca 2015

Dice - Paradice (2015)


"Kości zostały rzucone" - miał rzec Juliusz Gajusz Cezar przekraczając Rubikon. Słowa te świetnie oddają sytuację zespołu ze Stargardu Szczecińskiego, który po trzech latach ciszy wydał swój drugi album studyjny. Tytuł najnowszego krążka to gra słowna z angielskim "paradise" czyli rajem, ale także z nazwą zespołu. Stare historie zawsze ustępują nowym - co tym razem mają do opowiedzenia panowie z Dice?

sobota, 15 grudnia 2012

Dice - Stara Historia (2012)


Na początku istnienia tego bloga już pisałem o grupie Dice, i to nawet dwukrotnie, z tą różnicą, że było to o nieistniejącym już szwedzkim zespole z lat 70 ubiegłego wieku. Nie dawno zaś otrzymałem płytę ze Stargardu Szczecińskiego od zespołu, który nazywa się... Dice i nie ma ze Szwedami nic wspólnego, oprócz nazwy. Polski Dice to ostre, nieco staromodne granie z polskimi tekstami...

wtorek, 1 marca 2011

Gdzie są zespoły z tamtych lat - suplement I

Gdzie są zespoły z tamtych lat (suplement I)
Recenzja: Dice – Dice (1978)    6/10

Napisano: „szukajcie, a znajdziecie”. I tak też się stało, po żmudnych poszukiwaniach znalazłem drugą płytę szwedzkiego progrockowego klasyka. Po wspaniałej debiutanckiej „The Four Horsemen of the Apocalypse” z 1977, której zarzucano kopiowanie King Crimson i słynnych języczków skowrończych w galaretce zespół Dice poszedł za ciosem i już w roku następnym wydał album, tym razem zatytułowany po prostu „Dice”. Niestety płyta rozczarowuje. I to z prozaicznego powodu: wszystko psuje nowy członek zespołu, czyli wokalista. Ale do rzeczy.
            Pierwszy kawałek „Alea Iacta Est” czyli „Kości zostały rzucone” zaczyna się od rzutu kostkami do gry. Potem następuje wirtuozerski popis umiejętności muzyków będący połączeniem stylistyki ówczesnego King Crimson i Weather Report z epickim rozmachem Ricka Wakemana z okresu „Six Wieves of Henry VIII”. Najmniej ciekawy jest wokal, wyjęty niczym z The Who, co mogło by być zaletą, gdyby nie fakt, że wokalista głosu kompletnie nie ma, a koszmarna musicalowa maniera po prostu drażni.
            Drugi jest „Annika”. Pod względem muzycznym nie można, podobnie jak w przypadku pierwszego kawałka, nic zarzucić. Ten numer stylem przypomina ELP połączone z wczesnym Jethro Tullem i brzmi to bardzo pięknie i potężnie. Instrumentalny i najkrótszy na płycie, raptem trzy minuty z sekundami, mistrzostwo świata.
            Trzeci „The Utopian Suntan” zaczyna się koszmarnie, nie dość, że od razu z wokalem to w dodatku przypomina to starocie z lat 30, potem robi się ciekawiej ze względu na rozwijającą się kawalkadę dźwięków będących połączeniem Queen, King Crimson, The Who i ELP. I do tego niepotrzebne chóry. Momenty instrumentalne, zwłaszcza ostatnie przyśpieszenie to majstersztyk (Weather Report się kłania ponownie).
            Czwórka to „The Venetian Bargain” to instrumentalne mistrzostwo świata z pełną gamą rozbudowanych form, od powolnych fortepianowych fragmentów, przez pochody wszystkich instrumentów po wirtuozerskie galopady. Znów skojarzenia z King Crimson, Rickiem Wakemanem, Yes i Weather Report. A w pewnym momencie przepięknie na pierwszy plan wysuwa się bas.
            Ostatnia na płycie jest trwająca dwadzieścia dwie minuty suita „Follies” pod wieloma względami wręcz wzorcowa dla gatunku. Mocno przypomina słynnego „Tarkusa” ELP a niemal orkiestrowe kończenie początkowych fragmentów przywodzi na myśl „A Change of Season” czy „Octavarium” Dream Theater. Znów całe piękno psuje wokal. Co chwila słychać jego oddech, a musicalowa stylistyka rodem z lat 30/40 przyprawia niemal o mdłości.
Momentami przypomina swoją barwą Toma Jonesa czy nawet Jima Morissona, co też mogłoby być zaletą, ale niestety nie pasuje do granej przez Dice muzykę.
            Kilka słów o składzie. Ten się nie zmienił. Na klawiszach Leif Larsson, Fredrik Vildo na basie, Orjan Strandberg na gitarze i Per Andersson na perkusji. Doszedł wokalista i saksofonista Robert Holmin. Pod względem aranżacyjnym naprawdę jest to mistrzostwo świata, słychać inspiracje i własny styl, rozwijający się w bardzo ciekawym kierunku. Na pierwszy plan na tej płycie wysuwają się klawisze i jeszcze bardziej rozbudowane frazy perkusji. Całe szczęście Holmin nie śpiewa przez cały czas i można jego koszmarny wokal puścić mimo uszu rozkoszując się pięknymi dźwiękami płynącymi z głośników.
            Dla wielbicieli progrocka z lat 70 i dla tych, którym spodobała się poprzednia płyta grupy jest to pozycja godna polecenia. W porównaniu jednak z debiutanckim wydawnictwem pozbawiona specyficznego klimatu i wspaniałego pozbawionego wokalu stylu wypada blado i nieciekawie. Podobnych płyt powstało dużo i ta jest tylko jedną z tych, którą można poznać, ale nie jest ona dziełem wielkim. Niestety, później słuch o Dice zaginął. Możliwe, że kolejna płyta zespołu byłaby jeszcze ciekawsza, a wokale by się poprawiły, ale nie ma co gdybać.
Pierwsza płyta to majstersztyk pod wieloma względami, a ta tylko we względach muzycznych. Reszta jest niestrawna i właśnie ze względu na wspaniałych instrumentalistów i fantastyczne struktury i pasaże dźwięków mocna szóstka, a szczerze mówiąc jeszcze bym miał dylemat czy nie zniżyć… ale myślę że, szóstka jest dla tego wydawnictwa reprezentatywna i niech tak zostanie...
             

czwartek, 20 stycznia 2011

Gdzie są zespoły z tamtych lat - część II

Gdzie są zespoły z tamtych lat – opowieść o niesłusznie zapomnianych (część II)

4. Flyte

Styl muzyczny zespołu określa się jako hybrydę Camel, King Crimson, ELP, Genesis i Yes z domieszką wpływów flamandzkich oraz dużej dawki tak zwanego neoprogrocka. Ciekawe, że już w tamtych czasach pojawiały się style określane jako neo?[i] Czy naprawdę Flyte był nowoczesny, inny niż pozostałe zespoły? Na pierwszy przysłuch – nie. Ale jednak jest coś, co zdecydowanie wyróżniało ten zespół i właśnie to, co różniło ten zespół od innych, zwłaszcza tych słynnych i znanych, paradoksalnie zgubiło ten niezwykły sekstet. Ale po kolei.
O Flyte można przeczytać (w języku angielskim na stronie progarchives.com, która profesjonalnie zajmuje się archiwizacją danych o muzyce z tamtych lat, również o zapomnianych zespołach i zjawiskach muzycznych), że: „największym problemem zespołu jest brak własnej tożsamości. (…) Klawisze są bujne, wręcz na pograniczu pompatyczności i nieoczekiwanie kolidują z liniami melodycznymi przypominającymi rock symfoniczny. Do tego dochodzi hard rockowa gitara, a wyjątkowo słabe wokale Lu Rousseau sprawiają wrażenie znajdujących się zupełnie gdzieś indziej, nie pasując do całości kompletnie. Aby uzyskać sukces z tak eklektycznie specyficznym stylem musieli być nadzwyczaj sprawnymi muzykami, a paradoksalnie takimi właśnie wirtuozami byli.”
                Na pewno nie jest tak, że zespół nie miał własnej tożsamości, wręcz przeciwnie, moim zdaniem ów pozorny brak własnego stylu, sprawiał, że byli wyjątkowo ciekawi. Fantastycznie kompilowali wszystkie wówczas istniejące gatunki i przetwarzali je przez swoją bujną muzyczną wyobraźnię i niezwykłą, unikatową ekspresję. Dokładnie tak samo jak dzisiaj robi to Dream Theater - Bogowie późniejszego o niecałe dwadzieścia lat metalu progresywnego...
Kompozycje rzeczywiście są skonstruowane bardzo misternie, choć utwory wcale nie są długie, rzeczywiście momentami brzmią pompatycznie, ale to nie jest wada, a szeroko słyszalne odniesienia do różnych stylów muzycznych tamtego okresu to raczej ukłon. Momentami bardzo przypominają klasyczną płytę Ricka Wakemana Six Wives Of Henry VIII z 1968 roku – zarzucić Wakemanowi pompatyczność? Zakrawałoby to wręcz o recydywę…
Nie mogę się też zgodzić, że wokale są słabe i znajdują się gdzieś indziej. Rousseau ma specyficzny głos i w taki też sposób śpiewa; to dziwne, ale momentami przypomina śpiewem stylistykę Danny’ego Elfmana – z filmu Tim Burtons Nightmare Before Christmas, który powstał przecież dwadzieścia cztery lata później… czyżby wybitny kompozytor filmowy znał tę płytę i na niej się wzorował? Nie można przecież wykluczyć, że jest to możliwe?
                Flyte powstał w 1972 roku w miejscowości Breda w południowej Holandii niedaleko granicy z Belgią, co ma tłumaczyć wpływy flamandzkie. Niestety nie jestem w stanie stwierdzić na czym miałyby one polegać, ponieważ słabo znam kulturę, a zwłaszcza tradycyjną muzykę flamandzką. Wtedy to grupa studentów zdecydowała się założyć zespół.
Niewiele wiadomo o historii grupy z okresu powstania i wykrystalizowania się ostatecznego składu. Podobno wcześniej nazywali się Focus i śpiewała w nim wokalistka Kitty Maanders.
W 1979 roku zespół zrealizował swoja jedyną płytę zatytułowaną Dawn Dancer. Zespół liczył wówczas sześciu muzyków: Lu Rousseau - perkusja i wokal, Ruud Worthman - gitara, Jack van Liesdonck - instrumenty klawiszowe,
Hans Marynissen - perkusja i instrumenty perkusyjne, Leon Cornelissens - organy Hammonda, wokal i instrumenty smyczkowe oraz Peter Dekeersmaeker – gitara basowa i wokal.
Wkrótce po wydaniu debiutanckiego materiału sekstet rozstał się. Prawdopodobnie wpłynęły na to konflikty między członkami i zbyt ambitne podejście artystów. Mieli świetny warsztat, rewelacyjne pomysły i konsekwentnie je realizowali.
Całości słucha się z przyjemnością, płyta ani przez moment się nie dłuży, ani nie nudzi. A jako ciekawostkę można podać dwa fakty: pierwszy to taki, iż Flyte to prawdopodobnie pierwszy zespół, który grał ska. Dokładnie tak, ska – nie zdradzę jednak w którym utworze, jeśli bowiem ktoś się zainteresuje twórczością zespołu, a zapewniam, że warto, na pewno również znajdzie wyraźne sygnały tego gatunku, tak przecież diametralnie różniącego się od muzyki progrockowej, a zaistniałego przecież w kulturze znacznie później, niż wspomniana grupa. Drugi z kolei to taki, że Takie Tango Budki Suflera to blada kopia, a nawet plagiat otwierającego płytę Woman. Utwór Flyte jest jednak ciekawszy i dużo świeższy od wielkiego przeboju Budki Suflera.

5. Dice

King Crimson zmienił nazwę? Dalszy ciąg Larks Tongues in Aspic? Nie, nic z tych rzeczy, choć trzeba przyznać, że muzyka zespołu Dice i płyta grupy The Four Horsemen Of The Apocalypse z 1977 roku przywodzi na myśl takie skojarzenia.
To jednak zupełnie inny zespół i znacznie różniący się od King Crimson. W kilku słowach wyjaśnię na czym polegają te różnice i podobieństwa, zwłaszcza w konfrontacji z wybitną i do dziś kontrowersyjną płytą grupy King Crimson.
Przybliżę też zespół, który podobnie jak wiele mu podobnych, został zapomniany, a odnaleziony po latach – poraża, dosłownie i w przenośni. Zacznijmy jednak od początku, czyli od przybliżenia historii zespołu…
                Zespół pochodził ze Szwecji, kraju bodaj najprężniej rozwijającego się muzycznie i stylistycznie na świecie aż po dzisiejszy dzień. Zespół Dice z kolei należał do czołówki symfoniczno progrockowych zespołów lat 70.
Charakteryzował się wirtuozerskimi i skomplikowanymi strukturami kompozycyjnymi, a pierwsza płyta wydana dopiero w 1977 to dzieło w całości instrumentalne oparte na biblijnej „Apokalipsie świętego Jana” oraz na obrazie Albrechta Durera pod tym samym tytułem. Na płycie znajdują się zaledwie cztery utwory, przy czym dwa z nich „War” oraz „Death” to rozdzielone na cztery części minisuity. Na pierwszy plan wysuwa się gitarzysta Orjan Strindberg, który gra z precyzją błyskawicy bardzo melodyjne, a jednocześnie bardzo skomplikowane riffy, wokół których budowana jest opowieść i klimat muzyki. Obok niego najważniejszą osobą w zespole był grający na klawiszach Leif Larsson. Pozostali muzycy, niczym nieustępujący wymienionym wcześniej to: Per Andersson na perkusji i instrumentach perkusyjnych oraz Fredrik Vildo na drugiej gitarze oraz basie. Dwie trwające osiem minut kompozycje umieszczone pomiędzy suitami są złożone rytmicznie i trochę chyba zbyt przebojowe jak na płytę opartą na takim temacie. Suity z kolei trwają około jedenastu minut i to one są najmocniejszą stroną albumu.
                Zespołowi zarzucano kopiowanie i powtarzanie całych struktur muzycznych z płyty Larks Tongues in Aspic wydanej dwa lata wcześniej, zwłaszcza z części drugiej tytułowego utworu grupy King Crimson. Faktycznie jest fragment brzmiący dokładnie tak samo, ale nie można tego, moim zdaniem, nazwać plagiatem, a raczej zbiegiem okoliczności.
W latach 70 przepływ muzyki funkcjonował znacznie wolniej niż w dzisiejszych czasach, więc nie trudno o stworzenie takich samych melodii, a nawet całych utworów zbudowanych zupełni inaczej. Jeśli zaś było to powtórzenie świadomie to funkcjonujące bardziej jako cytat niż plagiat, a nie można przecież wykluczyć, że muzycy po prostu wymyślili bardzo podobne fragmenty. Odstęp między płytami obu grup był na tyle niewielki, że przypadek, jest jak najbardziej prawdopodobny. Abstrahując od kontrowersyjnego dla wielu, a na pewno bardzo ciekawego akcentu, zwłaszcza w drugiej części suity „Death” zatytułowanej „Dance of the Devils” płyta zespołu Dice jest naprawdę świetnym albumem - jednym z kilku, zupełnie niesłusznie zapomnianych arcydzieł tamtych czasów, a zwłaszcza w gatunku rocka symfonicznego i progrockowego.
                Zespół zrealizował w roku następnym drugi album zatytułowany po prostu „Dice”, na którym znalazły się nawet wokale, ale wkrótce potem zespół w niejasnych okolicznościach przestał istnieć. Niestety nie jestem w stanie nic powiedzieć na temat drugiego wydawnictwa tego niesamowitego zespołu, ponieważ go nie posiadam, a większość płyt z tamtych lat, zwłaszcza tych niewznawianych, jest ekstremalnie trudna do zdobycia.
Opisaną płytę warto posłuchać choćby dla przyjemności usłyszenia „cytatu” ze skowronkowych języczków w galaretce i dla niesamowitych, przepięknych instrumentalnych pochodów... 
                                                                                                                                              c.d.n.


[i] W niedługim czasie tzw. muzyce neoprogresywnej poświęcę osobny tekst.