Komu kawy?
Strony
- Strona główna
- Wstępniak
- O Nas
- Kontakt - dla zespołów
- WAFP! 2011 - 2014
- Heavy Metal Pages 2013 - 2015
- Rock3miasto.pl
- LMF 2016 - 2019
- Polisz Jor Inglisz
- Weekend Węgierski
- Weekend Chorwacki
- Wydział Filmowy
- LUpa czy Pod LUpą?
- Wilk z zakładką
- Muzyczna Biblioteka
- Wilk Kulturalny/Książki autorskie
- Oceny
- Patronat medialny LU
- Współpraca
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Bonamassa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Bonamassa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 marca 2018
sobota, 14 maja 2016
SMS - szybkie muzyczne skróty 1/2016
![]() |
| Ślemy muzyczne pocztówki - czy pośród nich znajdziecie coś dla siebie? |
O pewnych płytach pełnych recenzji pisać się nie chce i wręcz nie da, a nawet "W niewielu słowach" byłoby zbyt obszerne, z kolei czas nie zawsze pozwala, by napisać o nich czy o innych - stąd wraca forma smsów, czyli bardzo krótkich recenzji w kilku zdaniach, tak jakby się pisało wiadomość na telefonie do kogoś bliskiego i chciało coś zasugerować i polecić. Kiedyś już u nas zagościła przy okazji wspólnego opisywania kompilacji, więc nie jest to u nas nowość. Co zatem powiecie na taką właśnie formułę, ale o różnych gatunkowo płytach, które nie będą miały u nas swoich pełnych recenzji, a są warte uwagi lub po prostu wypada o nich wspomnieć? Oto odsłona pierwsza!
niedziela, 10 kwietnia 2016
Podsumowanie marca roku szczodrego - audycja
![]() |
| Takie chmury jak nad Budapesztem zebrały się nad LupusUnleashed, ale spokojnie nie zamierzamy zakończyć działalności! |
Podsumowanie marca roku szczodrego, a w nim o premierach marcowych i kwietniowych, o tym co będzie w najbliższym czasie na LupusUnleashed, jeszcze raz o pożegnaniu Marcina Wójcika, a także o akcji Share Week Andrzeja Tucholskiego i nowym spin-offie LU, czyli blogu filmowym LupusOnMovieReel.
środa, 23 grudnia 2015
WNS Niezdążony roku pięknistego CZĘŚĆ I
Podsumowania w tym roku nie będzie, a przynajmniej nie w takiej formie jak w zeszłych latach. Warto jednak napisać o płytach, na które nie starczyło czasu i miejsca na pełny tekst. Płyty niezdążone należą do różnych szuflad muzycznych, ale każdy znajdzie pośród nich coś dla siebie, zwłaszcza Ci, których spin-off "Djent Me" nie interesuje kompletnie! Zobaczmy: pracowity Joe Bonamassa, psychodeliczny rock od Turbowolf ode mnie i odgrzewane coverowe kotlety od Stone Sour według redaktora Chamery. Zaczynamy?
sobota, 27 września 2014
Joe Bonamassa - Different Shades of Blue (2014)
Bonamassa to tytan pracy. W ciągu czternastu lat wydał jedenaście (wliczając najnowszą) solowych płyt studyjnych, jedenaście płyt koncertowych (z czego aż pięć w tym roku), dwie płyty kolaboracyjne razem z Beth Hart oraz cztery płyty z nieistniejącym już Black Country Communion (w tym jedną koncertową), dziesięć filmów z koncertami, składankę oraz album studyjny i koncertowy z grupą Rock Candy Funk Party. Robi wrażenie. Warto się przyjrzeć i przysłuchać co maestro Bonamassa nagrał tym razem, na swoim jedenastym solowym albumie, który pod względem grafiki wyraźnie nawiązuje do "Driving Towards the Daylight" sprzed dwóch lat...
niedziela, 27 stycznia 2013
Black Country Communion - Afterglow (2012)
Tytani pracy. Czwarty album w ciągu trzech lat istnienia robi wrażenie, zwłaszcza jeśli w składzie jest utalentowany i równie mocno zapracowany gitarzysta, Joe Bonamassa. Nic dziwnego, że pojawiły się nawet pogłoski o rozpadzie tej supergrupy. Glenn Hughes je z kolei zdementował i zapowiedział tymczasową przerwę w istnieniu zespołu. Wydana 29 października trzecia płyta studyjna jest nie tylko mroczniejsza i cięższa od swoich poprzedniczek, ale także równie udana. Śmiało można wręcz powiedzieć, że to najlepsza płyta jaką nagrali...
wtorek, 5 czerwca 2012
Joe Bonamassa - Driving Towards The Daylight (2012)
W zeszłym roku wydał dziewiąty
solowy album “Dust Bowl”, drugą płytę supergrupy Black Country Communion i
koncertówkę tegoż oraz zrealizował projekt z Beth Hart, wyśmienitą płytę „Don’t
Explain”. W tym roku bynajmniej nie postanowił spocząć na laurach – najpierw
kompilacja „No Hits, No Hype, Just The Best”, następnie koncertówka „Beacon
Theatre Live From New York”, wreszcie dziesiąta solowa produkcja „Driving
Towards The Daylight”, a podobno na jesień tego roku planowana jest trzecia
płyta BCC – po prostu człowiek jest niemożliwy. A nowa płyta jest cudowna!
sobota, 19 listopada 2011
Black Country Communion – Live Over Europe (2011)
Z płytami koncertowymi jest spory problem. Słuchanie ich często nie daje tyle radości jak oglądanie i słuchanie koncertu na żywo (wersje filmowe stanowią chociaż namiastkę atmosfery i klimatu wydarzenia). Takich płyt nie słucha się dobrze, gdy nie zna się twórczości danego artysty czy zespołu, niektóre płyty koncertowe są jednak tak dobre, że słucha się ich z ogromną satysfakcją mimo braku uczestnictwa fizycznego, a jedynie duchowego. Często sama zarejestrowana fonia z powodzeniem wystarcza i można się obejść bez wizji lub spokojnie ją wyobrazić. Zwłaszcza gdy jest to koncertówka takiej grupy jaką jest niesamowite Black Country Communion…
poniedziałek, 17 października 2011
Joe Bonamassa & Beth Hart – Don’t Explain (2011)
Bonamassa – niezwykle utalentowany, młody gitarzysta nie należy do artystów, którzy obrali sobie za cel wydawanie płyt, co jakiś czas. Ten człowiek pracuje i tworzy nieustannie od 2000 roku począwszy. W ciągu zaledwie czterech lat wydał sześć płyt: w 2009 roku powstała „The Legend of John Henry”, następnie dwupłytowa koncertówka z Royal Albert Hall, pierwsza płyta Black Country Communion to rok 2010, mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się kolejna jego solowa płyta zatytułowana „Black Rock”. Rok następny, czyli 2011 przyniósł najpierw „Dust Blow” – następcę „Black Rock”, w kilka miesięcy później drugą płytę BCC i następnie duet z wokalistką bluesową i jazzową Beth Hart. Wszystkie z nich trzymają niezwykle wysoki poziom i dosłownie porażają wszechstronnością stylów w jakich Bonamassa się porusza. Najnowsza płyta nie stanowi większego zaskoczenia, dla tych którzy znają tez wczesne albumy tegoż gitarzysty, ale może zdumiewać po rozbuchanych ostatnich dokonaniach, zwłaszcza po dwóch BCC i tegorocznym kapitalnym „Dust Blow”. Beth Hart pojawia się zresztą na tym krążku w numerze „No love on the street”. A ich najnowsze wspólne i pełnometrażowe dzieło? Cóż, trza posłuchać:
Pierwszy numer to „Sinner’s Prayer” – wolny, spokojny ale niepokorny blues rozpisany na perkusję, pianino i fantastyczną gitarę Bonamassy. I do tego rzucający na kolana zadziorny, czarny głos Beth Hart, a przecież ona jest biała… niesamowite. Pachnie trochę Dead Weather? Tak, bo White mocno czerpał i czerpie z takich właśnie bluesów…Następny jest „Chocalate Jesus” – żartobliwy, bujający, kroczący i krótki (2’40). Skojarzenia z Niną Simone czy Billy Holiday a nawet Tiną Turner jak najbardziej wskazane. Trójka nosi tytuł „Your Heart Is As Black As Night” i została rozpięta na fortepianowym wstępie, wolnej perkusji i delikatnej gitarze i do tego orkiestracjach w tle. Przecudny utwór w bondowskim stylu gdzieś z okresu Johna Barry’ego. Zresztą na płycie Bonamassy „Dust Bowl” również znalazł się taki kawałek, tylko że znacznie szybszy. Dziwię się, że nikt mu nie jeszcze zaproponował, aby napisał utwór do kolejnej części przygód najsłynnijeszego brytyjskiego agenta. I jeszcze ta genialna Moore’owa solówka…
Cztery: „For My Friends” – jest znacznie szybsza, bardziej drapieżna, można nawet powiedzieć, że rockowa. Ostry riff gitary wsparty organami Hammonda w stylu Deep Purple (MKIII) czy Dead Weather właśnie i kapitalny wokal Beth Hart… Kolejny majstersztyk.
Piątka to numer tytułowy. Zwalniając tempo wracamy do sennych, smutnych bluesów rozpisanych na orkiestrę i perkusję. Dochodzą do kolekcji dźwięków dęciaki i jest oczywiścia gitara – czy nie pachnie Ellą Fitzgerald albo twórczością Jobima? Cudo… Szóstka to najdłuższy na płycie numer (bo aż ośmiominutowy) noszący tytuł „I’d Ratehr Go Blind”. Tu jest nieco szybciej, ale nadal wolno, sennie i naturalnie bluesowo (bardziej jednak soulowo) z orkiestracjami w tle. Kolejny wspaniały utwór, kolejna niesamowita, magiczna solówka Bonamassy… Niewiele krótszy, bo sześciominutowy jest numer siódmy – „Something’s Got A Hold On Me”. Kolejny utwór w którym pojawiają się Hammondy, a stylem przypominający rozbuchane koncertowe wykonania Niny Simone – słychać tu elementy gospel, jazzu, swingu i oczywiście bluesa – takiego trochę jak z filmu „Blues Brothers”. Niemal się widzi tańczące czarnoskóre tancerki i muzyków, którzy ruszają się w takt.
Numer ósmy to wydany jako singiel „I’ll Take Care Of You”. Smutny, fortepianowy wstęp, bujająca perkusja i drobne, rzewne akordy gitary, orkiestracje. Znów pachnie Gary’m Moore’em… czy to hołd dla zmarłego w lutym gitarzysty? Nie mam co do tego wątpliwości… Znów pachnie utworami ze starych części Bonda – czy w szybszym momencie nie śpiewa Beth Hart niczym Shirley Bassey? A i owszem… i jeszcze do tego wszystkiego kolejna oszałamiająca solówka… Dziewiąty jest utwór zatytułowany „Well, Well” – wspaniały duet z Bonamassą zahaczający stylem o Cream i Erica Claptona (riff gitarowy, klawisze), ale utrzymany w wolnych tempach i gospelowym rytmie. Przedostatni jest prawie siedmiominutowy „Ain’t No Way” – utwór, który zapachniał mi trochę bluesowymi eksperymentami Chrisa Rea a nawet utworami Celine Dion. Jest wolno, sennie i ewidentnie jest to utwór należących do tych przytulanych, co się tańczy z partnerką na parkiecie pod błyszczącą kulą – ale wcale nie ciągnący się jak guma i nie zalatujący cukrem i sztucznymi owocami. Na koniec otrzymujemy jeszcze skróconą, radiową, ale równie dobrą wersję „I’ll Take Care Of You”.
Na płycie nie ma miejsca na utwory złe, czy na wypełniacze. Jest pięknie, magicznie i jesiennie. To właśnie taka płyta na długie chłodne wieczory. To płyta niezwykła ze względu na niesamowity wokal Beth Hart i fantastyczna gitarę Joe Bonamassy, który po raz kolejny udowadnia swojej wszechstronności i genialnego talentu. Jestem pewien, że Gary Moore, od którego Bonamassa otrzymał kiedyś gitarę w prezencie, jest dumny. Siedzi sobie w niebie, obok innych tuz bluesa i muzyki rockowej i z uśmiechem na twarzy kiwa głową przeżywając każdy dźwięk, który stworzy jego następca, a takim Bonamassa jest bez wątpienia. Zastanawiający jest fakt, skąd ten człowiek bierze pomysły, energię i siłę, żeby każda, absolutnie każda jego płyta była różnorodna i niesamowita od pierwszego do ostatniego numeru, i to w dodatku bez ani jednego chybionego czy niepotrzebnego elementu. Absolutnie porażający i bez cienia wątpliwości jeden z najpiękniejszych, jeśli nie najważniejszych albumów tego roku – roku dwóch tysięcy jesieni. Ocena: 10/10
sobota, 11 czerwca 2011
Black Country Communion – 2 (2011)
Pierwsza, naprawdę rewelacyjna płyta grupy Black Country Communion, zatytułowana „Black Country” i wydana w 2010 roku, była miłym zaskoczeniem i bardzo niespodziewanym wydawnictwem. Już wówczas zadeklarowano, że będzie druga płyta, jednak nie przypuszczałem, że pojawi się ona tak szybko. Drugiej płyty tej supergrupy wyczekiwałem z ogromną niecierpliwością i wiadomość, że to już, odebrałem z równie wielkim entuzjazmem. Nawiązując do Zeppelinowskiej tradycji, płyta została zatytułowana nader skromnie – po prostu „2”. I nadal jest to fantastyczne granie, wyraźnie nawiązujące do tradycji hard rocka z lat 70 i bluesa w najlepszym wydaniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









