Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Octopussy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Octopussy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2020

R3/193: Neon Haze - Nightrun87, Octopussy, Favorit89 (15.02.2020, Drizzly Grizzly, Gdańsk)


Napisał: Jarek Kosznik
 
15 lutego roku dwóch tysięcy zmian w gdańskim klubie Drizzly Grizzly odbył się ostatni na trasie koncert z serii Neon Haze. Powyższy projekt muzyczny składa się z trójki wykonawców to jest William Malcolm/Nightrun87, Octopussy i Favorit89. Muzycy z powyższych grup prezentują całkowicie odmienne podejście do muzyki, różnią się też diametralnie gatunkami. Wszystkie sety wyżej wspomnianych artystów miały przechodzić płynnie z jednego do drugiego - bez przerw - co jest nietypowe jak na koncert. Neon Haze miał łączyć kompletnie inne światy i perspektywy, wspólnie tworząc intrygująca całość.

czwartek, 19 września 2013

R17/69: Octopussy, Captain Crimson (16.09.2013, Gdynia, Desdemona)



„Come, come, come to the sabbath, across the ruined bridge” – śpiewał King Diamond na drugiej płycie Mercyful Fate „Don’t Break the Oath”. W Desdemonie odbył się drugi sabat tej jesieni. W dodatku szczególny, bo w dwa dni przed najmocniejszą pełnią w roku. Tego wieczora po raz drugi pojawił się u nas znakomity szwedzki Captain Crimson oraz po raz ostatni w tym roku, gdyński zespół Octopussy. 

środa, 24 lipca 2013

Octopussy - Octopussy (2013)


W tej pralce piorą się same dobre rzeczy. Żadne tam brudy, ale świeżynki, takie dopiero co kupione, znaczy nagrane. Są to kawałki znane, ale zupełnie nowe. Absolutnie czysty stoner bez domieszek, brzmiący przy tym znakomicie i... właśnie tak świeżo, mimo, że te karty rozdano już po wielokroć. Gdyńskie Octopussy wreszcie (a właściwie pod koniec maja) wydało swój debiutancki album...

czwartek, 10 listopada 2011

RXXV: Call the Fire Brigade, Ninja, Octopussy (8 XI 2011, Pokład, Gdynia)

Pierwsza trasa koncertowa po Polsce gdyńskiej grupy Call the Fire Brigade zakończyła się pomyślnie. W Gdyni. Finał trasy musiał nastąpić w mieście rodzinnym, jednak tym razem nie odbył się w Uchu. Wybór padł na klub Pokład, charakteryzujący się ekscentrycznym pirackim wystrojem, który średnio chyba pasuje do klimatów postmetalowych i hardcore’owych.
Jeden zespół bardzo mnie zainteresował (Ninja), CTFB dało koncert zaledwie dobry, ale skoro byli zmęczeni po prawie dwóch tygodniach grania w kraju, można im to wybaczyć, a trzeci, chyba jednak przereklamowane OśmioCipki, czyli Octopussy nie podobały mi się wcale jakoś specjalnie.

Jako pierwsi wystąpili chłopacy z zespołu Ninja. To jeden z kilku zespołów w których udziela się Max Krzywkowski i równie ciekawy jak Timmy And the Drugs czy akustyczne projekty. Obracający się też w zupełnie innych rejonach stylistycznych. Chłopaki zaserwowali energetyczną mieszankę punk rocka zmieszanego z hard/metalcore’em i wypadli nader interesująco.

Nie obwijając w bawełnę zaczęli z grubej rury pędzącym riffem, trzaskiem perkusji, melodią i mocnym wokalem. Niektóre kawałki przywodziły nawet na myśl ostrzej potraktowane eksperymenty Jacka White’a – osobiście bardzo lubię takie właśnie granie, które nie ogranicza się do konkretnego stylu, ale odlatuje w coraz to inne rejony idealnie się ze sobą spasowując i kolidując. Nastawione na zabawę granie czasami mogło się wydać mało oryginalne, ale w tym wypadku chodziło, oto żeby dobrze się wkręcić, dobrze się bawić.

Zespół ten swoje ciosy rozdawał z zaskakującą precyzją i siłą – zabrakło mi tylko momentów „bullet time”. Czasami kojarzyło mi się granie chłopaków z jakimś gore’owym filmem o zombie, które rzuciwszy się na ofiarę, wyrywają ogromny ociekający krwią kawał mięsa. Pierwszorzędne granie, do którego z chęcią się wróci – a podobno nagrywać będą materiał studyjny. Trzymam(y) zatem kciuki!

CTFB po debiucie 8 grudnia 2010 roku w sopockim Starym Rowerze i pierwszej epce „Dockyard Session” konsekwentnie zaczęło rosnąć w siłę. Każdy kolejny koncert był coraz lepszy i ciekawszy, druga płytka „2EP” dziwiła nieco łagodniejszym obliczem, a świeżutki teledysk, który pojawił się w zeszłym miesiącu, do utworu „Alex Broke My Shoulder” pokazał z kolei, że z chłopaków to niezłe łobuzy. Kto to bowiem widział demolować samochód…?

Wreszcie trasa koncertowa. Nie wiem jak pozostałe koncerty na trasie, ale gdyński, finalny występ CTFB był, jak już powiedziałem, zaledwie dobry. Zespół, który nie wątpliwie rośnie w siłę, zaprezentował mocny set złożony z kawałków z obu wydawnictw i z tego co wiem, najprawdopodobniej również jakiś nowości. Co zawiodło? Mniej ruchliwy niż zazwyczaj wokalista. Postawił na nieco spokojniejsze i mniej zadziorne śpiewanie, które średnio zaczyna pasować do stylu grupy – niestety słychać tendencje regresywne u Marka. CTFB również zagrało nieco łagodniej i bardziej jeszcze przestrzennie niż poprzednio, gdy ich słyszałem w Uchu. Wszystko wskazuje na to, że chłopaki z CTFB szukają i idą w dobrą stronę. I tak trzymać!

Octopussy to zespół, który wziął nazwę od trzynastego odcinka przygód brytyjskiego agenta Jamesa Bonda 007. Łącząc południowo amerykański rock i pustynny stoner z rock’n’rollem postawili na dobrą zabawę, która wielu zachwyciła. Ile ja dobrego słyszałem o tym zespole – ale niestety wcale mnie nie zachwycili.

Brak świeżości, polotu, czegoś oryginalnego w tym graniu, jest zbyt sucho i nudno. Intrygował jedynie fantastyczny perkusista, który nadawał całości tempa i przestrzeni. Wszystko inne jakoś stało z boku – gitary burczały, brakowało płynących zejść i zabaw z przestrzenią po których winien nastąpić ekstatyczny wybuch, klawiszy, skoro już są, było ewidentnie za mało, a wokal jest według mnie mało stonerowy.

Technicznie jest świetnie, ale jak dla mnie bez szału. Na dłuższą metę są strasznie męczący, a tego typu granie nie powinno męczyć. Zespół dobił się zagranym na bis coverem Zepellinów. Szkoda. Zawiodłem się.

Dwa zespoły mają przyszłość, trzeci – Octopussy pewnie ją też ma, ale nie będę o niej mówił, bo zwyczajnie jej nie widzę. Podobnego grania słyszałem już trochę i były to rzeczy znacznie ciekawsze, nie wspominając już o Black River, które mam nadzieję jeszcze wróci do grania. Jak na razie o stanie zdrowia Taffa – cisza. I też szkoda. Może gdyby Octopussy zagrali z nimi? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami. Albo po prostu zadajcie je sobie – retorycznie.