Svantevit, czyli Światowid był uważany za boga najwyższego – pana niebios, wojny, płodności i urodzaju. Zespół Percival Schuttenbach zaś, niewątpliwie należący do najciekawszych (i nielicznych) grup parających się pagan/folk metalem w naszym kraju, postanowił zrealizować album oddający niejako hołd temu zapomnianemu już pogańskiemu bóstwu. O nim i o naszych słowiańskich korzeniach opowiada trzeci studyjny album, którego premiera odbyła się 21 września roku trzeszczącego...
Nie znać i nie lubić tej niesamowitej grupy w pewnych kręgach uchodzi za przestępstwo karane całkowitym wykluczeniem z takowej wspólnoty. Ich "Satanismus" jest wręcz kultowy, a stylistyka w jakiej się obracają wręcz unikatowa: z jednej strony jest to typowa folk metalowa kapela, ale ich muzyka łączy ze sobą także elementy pagan, a nawet thrash metalu. Z tej przyczyny, można też ich określić jako grupę wykonującą rock patriotyczny czy też narodowy, o którym u nas ciężko się mówi. Pomijając jednak wszelkie stylistyczne i gatunkowe szufladki, Percival Schuttenbach jest zespołem, który gwarantuje nie sztampowe podejście do nie tylko samej muzyki, ale także do słowiańskich podań i legend, historycznych realiów czy nawet do zwykłych jaj z wierzeń chrześcijańskich jak we wspomnianym wyżej legendarnym już kawałku. Trzecia płyta tegoż dowodzi też, że jest to zespół, który choć znany tylko nielicznym i nie da się ukryć, że wybranym, zasługuje na miano jednego z najciekawszych polskich zespołów.
Świętowit (połabskie: Svątevit; prawdop. ze "święty" – dawniej tyle co "potężny" i "wit" – "pan") – główne bóstwo czczone przez plemię Słowian połabskich – Ranów, zamieszkujące na wyspie Rugii w grodzie Arkona. Relacja duńskiego kronikarza Saxo Gramatyka zawarta w dziele Gesta Danorum
podaje, że w tamtejszej świątyni przedstawiać boga miał posąg
olbrzymiej, antropomorficznej istoty o czterech twarzach. Lewą ręką
wsparty był na boku, a w prawej trzymać miał róg, który kapłan podczas
świąt napełniał miodem w celu odprawienia wróżb. Atrybutem Świętowita był miecz, a świętym zwierzęciem biały koń, którym
posługiwano się przy wróżbach przed wyprawami wojennymi; ruch konia
lewą nogą miał oznaczać klęskę, prawą zaś zwycięstwo.
Płytę otwiera kapitalny, ciężki kawałek zatytułowany "Okrutna Pomsta", w którym zostało zawarte wszystko to, za co kocha się Percivala Schuttenbach: ostry riff, świetny tekst i niesamowity klimat. Po nim nie zwalnia się tempa w "Satanaelu", który zaskakująco zaczyna się niemieckojęzyczną wstawką z jakiegoś horroru, a następnie wchodzi kolejny znakomity ostry riff z mocną perkusją i niepokojącym smyczkowym tłem. Ponownie także mamy bardzo udany tekst, a jak dochodzimy do fragmentu z dziecięcym głosikiem... czujemy jak po plecach przechodzą ciary. Na trzeciej pozycji znalazł się utwór tytułowy opowiadający o Świętowicie. To jeden z tych numerów, którego nie zabraknie mam nadzieję na żadnym koncercie grupy: porywający riff, świetny tekst i fantastyczne tempo, a po plecach znów przelatują ciarki. Po nim równie mocny "Wodnik", w którym ciężki riff i potężna perkusja na przemian przeplata się ze smykami i fletami. Piątym numerem jest "Bitwa", w niej także nie ma zmiłuj. Pokładami energii jakie kryją się w numerach Percivala Schuttenbach na tej płycie można by obdarować setki nie tylko podobnych kapel, ale także z innych metalowych gatunków.
Świątynia Świętowita w Arkonie była pokryta płaskorzeźbami i malowidłami, posiadała też własny oddział 300 konnych. Wewnątrz znajdował się bogaty skarbiec. Dostęp do wnętrza świątyni i boskiego rumaka miał jedynie długowłosy kapłan, któremu nie wolno było skalać boskiej siedziby oddechem. Świątynia ta została spalona 12 czerwca 1168 roku z rozkazu duńskiego króla Waldemara I, który zagarnął jako łup wojenny skarbiec Świętowita składający się z ofiar wielu pokoleń wiernych. To sanktuarium było ostatnią pogańską świątynią Słowian. Pewne elementy posągu w Arkonie mają swoje ścisłe odpowiedniki w słynnym idolu zbruczańskim wydobytym z rzeki Zbrucz w 1848 r. we wsi Liczkowce na Podolu (obecnie Ukraina). „Światowid ze Zbrucza” aktualnie znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
Szósty utwór to spotkanie z upiorami, które trwa dziesięć minut. W "Upiorach" odrobinę zwalniamy, numer jest bardziej rozbudowany, ale nie traci przez to ze swojego mocnego tempa i przede wszystkim niesamowitego klimatu. Obok utworu tytułowego, to jedna z najlepszych kompozycji na płycie, w której nie brakuje nawet soczystej solówki gitarowej, po której następuje fletowy fragment z fantastycznymi perkusyjno-gitarowymi kontrastami i finalnym instrumentalnym rozpędzeniem. Po nim na pozycji siódmej pojawia się "Wiking", kolejny absolutny killer. A na finał, w utworze ósmym uczestniczymy w słowiańskim obrzędzie pogrzebowym przypominającym naszą stypę z tą różnicą, że poza wystawną ucztą i wspominaniem zmarłego urządzano również igrzyska na jego cześć, w skład których wchodziły gonitwy, zapasy i wesołe zabawy w maskach. Obrzęd miał zasięg ogólnosłowiański (wspomina o nim m.in. "Powieść minionych lat') miał na celu wprowadzenie duszy w zaświaty i uniemożliwienie jej powrotu pomiędzy żywych, jak również uwolnienie uczestników od zgubnych wpływów duchów zmarłych. "Tryzna" jest najwolniejszym utworem na płycie, utrzymanym w doomowym, pochodowym tempie, ale i w nim zostajemy wciągnięci w świetny klimat i potężne brzmienie. Szkoda tylko, że kończy się tak szybko, mało atrakcyjnym zejściem.
"Svantevit" to według mnie najlepsza i najbardziej spójna płyta Percivala Schuttenbach, ale także zdecydowanie jedna z najciekawszych polskich płyt roku trzeszczącego. Te (zaledwie) osiem numerów to materiał mocny i wciągający, w którym na próżno szukać nudnych, zbędnych czy niepotrzebnych dźwięków. Ci co, Percivala Schuttenbach już znają na pewno tę płytę będą męczyć bez końca, a Ci, którzy jakimś cudem jeszcze nie poznali tego zespołu i ich muzyki, po tym albumie na pewno sięgną po poprzednie. Trochę szkoda, że płyta jest dość krótka, te niecałe czterdzieści dziewięć minut przleatuje bowiem zbyt szybko, nie wiadomo kiedy. I choć cały album jest bardzo porządny i nie daje o sobie zapomnieć, to według mnie zabrakło też choćby jednego żartobliwego utworu, na miarę "Satanismusa", który to oprócz lekcji historii, zadumy i ciarek na plecach, przyniósł odrobinę uśmiechu.
Ponadto, z lubińskiej grupy Percival Schuttenbach można być dumnym, że w tak przekonujący sposób potrafią opowiedzieć o naszej pogańskiej duszy, dawno minionych czasach, kiedy mieszkając w lasach żyliśmy w harmonii z naturą i bogami. Kiedy naszą dumą było to, że jesteśmy Słowianami, bo choć nimi jesteśmy nadal, to chyba zdążyliśmy o tym już trochę zapomnieć. Każdy z nas bowiem nadal ma w sobie coś z poganina oddającego cześć Światowidowi. Ocena: 8,5/10
Opis dotyczący Świętowida, świątyni w Arkonie oraz wyjaśnienie pojęcia tryzny zostały zaczerpnięte z wikipedii.
Świątynia Świętowita w Arkonie była pokryta płaskorzeźbami i malowidłami, posiadała też własny oddział 300 konnych. Wewnątrz znajdował się bogaty skarbiec. Dostęp do wnętrza świątyni i boskiego rumaka miał jedynie długowłosy kapłan, któremu nie wolno było skalać boskiej siedziby oddechem. Świątynia ta została spalona 12 czerwca 1168 roku z rozkazu duńskiego króla Waldemara I, który zagarnął jako łup wojenny skarbiec Świętowita składający się z ofiar wielu pokoleń wiernych. To sanktuarium było ostatnią pogańską świątynią Słowian. Pewne elementy posągu w Arkonie mają swoje ścisłe odpowiedniki w słynnym idolu zbruczańskim wydobytym z rzeki Zbrucz w 1848 r. we wsi Liczkowce na Podolu (obecnie Ukraina). „Światowid ze Zbrucza” aktualnie znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
Szósty utwór to spotkanie z upiorami, które trwa dziesięć minut. W "Upiorach" odrobinę zwalniamy, numer jest bardziej rozbudowany, ale nie traci przez to ze swojego mocnego tempa i przede wszystkim niesamowitego klimatu. Obok utworu tytułowego, to jedna z najlepszych kompozycji na płycie, w której nie brakuje nawet soczystej solówki gitarowej, po której następuje fletowy fragment z fantastycznymi perkusyjno-gitarowymi kontrastami i finalnym instrumentalnym rozpędzeniem. Po nim na pozycji siódmej pojawia się "Wiking", kolejny absolutny killer. A na finał, w utworze ósmym uczestniczymy w słowiańskim obrzędzie pogrzebowym przypominającym naszą stypę z tą różnicą, że poza wystawną ucztą i wspominaniem zmarłego urządzano również igrzyska na jego cześć, w skład których wchodziły gonitwy, zapasy i wesołe zabawy w maskach. Obrzęd miał zasięg ogólnosłowiański (wspomina o nim m.in. "Powieść minionych lat') miał na celu wprowadzenie duszy w zaświaty i uniemożliwienie jej powrotu pomiędzy żywych, jak również uwolnienie uczestników od zgubnych wpływów duchów zmarłych. "Tryzna" jest najwolniejszym utworem na płycie, utrzymanym w doomowym, pochodowym tempie, ale i w nim zostajemy wciągnięci w świetny klimat i potężne brzmienie. Szkoda tylko, że kończy się tak szybko, mało atrakcyjnym zejściem.
"Svantevit" to według mnie najlepsza i najbardziej spójna płyta Percivala Schuttenbach, ale także zdecydowanie jedna z najciekawszych polskich płyt roku trzeszczącego. Te (zaledwie) osiem numerów to materiał mocny i wciągający, w którym na próżno szukać nudnych, zbędnych czy niepotrzebnych dźwięków. Ci co, Percivala Schuttenbach już znają na pewno tę płytę będą męczyć bez końca, a Ci, którzy jakimś cudem jeszcze nie poznali tego zespołu i ich muzyki, po tym albumie na pewno sięgną po poprzednie. Trochę szkoda, że płyta jest dość krótka, te niecałe czterdzieści dziewięć minut przleatuje bowiem zbyt szybko, nie wiadomo kiedy. I choć cały album jest bardzo porządny i nie daje o sobie zapomnieć, to według mnie zabrakło też choćby jednego żartobliwego utworu, na miarę "Satanismusa", który to oprócz lekcji historii, zadumy i ciarek na plecach, przyniósł odrobinę uśmiechu.
Ponadto, z lubińskiej grupy Percival Schuttenbach można być dumnym, że w tak przekonujący sposób potrafią opowiedzieć o naszej pogańskiej duszy, dawno minionych czasach, kiedy mieszkając w lasach żyliśmy w harmonii z naturą i bogami. Kiedy naszą dumą było to, że jesteśmy Słowianami, bo choć nimi jesteśmy nadal, to chyba zdążyliśmy o tym już trochę zapomnieć. Każdy z nas bowiem nadal ma w sobie coś z poganina oddającego cześć Światowidowi. Ocena: 8,5/10
Opis dotyczący Świętowida, świątyni w Arkonie oraz wyjaśnienie pojęcia tryzny zostały zaczerpnięte z wikipedii.