czwartek, 16 kwietnia 2015

Cerber - Mammothian EP (2012)


Tekst pierwotnie ukazał się na łamach WAFP.

Trzygłowy pies z Olsztyna jest jeszcze bardziej zły, gryzie i pluje gęstą jadowitą śliną.

Dopiero co opisywałem ich EP-kę "Mad At The Soul", tymczasem zdążyła przyjść jesień, a panowie z Cerbera postanowili wypuścić swój drugi album. Nie zmieniło się prawie nic, bo na tej płycie również otrzymujemy mieszankę hardcore’u ze stonerem i sludge metalem, nadal są na niej duże pokłady agresji i niebanalne teksty. "Mammothian" jest jednak mocniejszy, szybszy i zawiera tylko dwa polskojęzyczne kawałki.

Otwierający album "My Tribe" wita nas wolnym tempem, ostrym, ale i melodyjnym brzmieniem. Wydaje się być trochę za długi, zwłaszcza przy zestawieniu go z pozostałym, znacznie krótszymi utworami. Instrumentalna miniaturka "Pain Is Omnipresent" z kolei wydaje mi się na tym albumie zbędna, brzmi jak rozgrzewka muzyków i tylko niepotrzebnie zwalnia tempo. "No Kings" rozpoczyna melodyjna gitara, a gdy całość przyspiesza otrzymujemy bujający przebój w stylistyce Killswitch Engage. Będę się jednak upierał, że polskojęzyczne kawałki są najciekawszą częścią tej płyty. "Demon, który spaceruje z księżycem" ma świetne, wkręcające wejście i bardzo interesujący tekst, w tym refren wyjęty niczym z Pidżamy Porno (czy nie przypomina w tym miejscu trochę dawnego Grabaża?). Po prostu świetny kawałek. Zaraz po nim jeszcze lepsza "Krew na duszy", znacznie gęstsza i intensywniejsza.

Cerber nie zawiódł, choć ma się po tym wydawnictwie poczucie niedosytu. Cerber nie powinien według mnie rezygnować z rodzimego języka. Polskie teksty wypadają po prostu ciekawiej na tle anglojęzycznych, które brzmią jak wiele innych serwowanych przez bardziej doświadczone grupy grające w tych samych klimatach. Mam nadzieję, że przyszły rok przyniesie pełną płytę i że nie zabraknie na nich kawałków po polsku, bo to one stanowią o sile Cerbera. Ocena: 4/5

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza