środa, 22 października 2014

Mistrzowie Gitary Część III: Tom Morello


Napisał: Łukasz "Babirs" Babski

Fascynują i sprawiają, że gitara staje się czymś więcej niż zwykłym instrumentem. Zachwycają uszy i duszę magią dźwięków, jakie wydobywają za pomocą palców lub kostek grając na strunach swoich instrumentów, wyróżniając się tym samym spośród pozostałych muzyków, a często sprawiając, że na zawsze stają się częścią historii muzyki, nie tylko rockowej, ale także jazzowej i bluesowej.

W trzeciej odsłonie redaktor Babski opowie o Tomie Morello... 


Uznawany za ojca chrzestnego rap-core’u. Jeden z najlepszych gitarzystów na świecie, który swoim niepodrabialnym stylem wyznaczył jakość cięższej odmiany funku jak i rocka alternatywnego. Panie i Panowie: Tom Morello.


1. Notka biograficzna

Thomas Baptiste Morello urodził się 30 maja 1964 roku w Nowojorskiej dzielnicy Harlem. Jest synem nauczycielki Mary Morello oraz rdzennego Kenijczyka Ngethe Njoroge partyzanta armii Mau Mau, którzy poznali się gdy Mary pracowała jako nauczycielka dla wojska. Mary samotnie wychowywała ciemnoskórego syna w Illinois gdzie przez wiele lat oboje niejednokrotnie spotkali się z przejawami rasizmu. Nastoletni Tom zasłuchiwał się w kapelach takich jak KISS czy Led Zeppelin jednak punktem przełomowym w jego życiu było odsłuchanie albumu grupy Sex Pistols. Siła bijąca z muzyki utwierdziła go w przekonaniu, że chce grać na gitarze. Słuchający rocka 19-letni Tom podczas wyprawy do Europy zachłysnął się rapem i jazzem. To właśnie w tym czasie zaczął eksperymenty z brzmieniem swojej gitary, z których słynie po dziś dzień. 

W 1982 roku dostał się na uniwersytet Harvarda gdzie w roku 1986 z wyróżnieniem obronił pracę magisterską dotyczącą anty-apartheidowego ruchu młodzieżowego w Afryce Południowej. Po tym wydarzeniu zaczął poszukiwania idealnego zespołu. Pierwszą ważną grupą była Lock Up, która jednak po 3 latach i wydaniu debiutanckiego materiału się rozpadła. Praktycznie od razu w po rozpadku Lock Up Tom zaprosił do współpracy Zacha de la Rocha, który zaprosił swojego przyjaciela Tima Commerforda. Niedługo potem dołączył do nich Brad Wilk, a Rage Against Machine zaczęło regularnie grywać przed Tool’em. O szybkiej karierze tego legendarnego zespołu nie trzeba wiele pisać, historia współczesna nigdy nie zapomni jego wkładu w rozwój muzyki. Po odejściu w 2000 roku Zacha z RATM, muzycy rozpoczęli współpracę z byłym wokalistą grupy Soundgarden Chrisem Cornellem i wspólnie nagrali trzy albumy pod szyldem Audioslave. Nieoczekiwanie po rozpadzie Audioslave muzycy reaktywowali w oryginalnym składzie Rage Against The Machine, które funkcjonuje do dzisiaj.

Oprócz wyżej wymienionych projektów, Tom udziela się solowo pod szyldem The NightWatchman, pod którym nagrał trzy albumy. Są to w znacznej mierze akustyczne produkcje mające wydźwięk polityczny. Lewicowe poglądy polityczne oraz jego zaangażowanie w świat polityki mają też swój wydźwięk w tworzonej razem z Serjim Tankianą organizacją Axis of Justice, której celem jest pogłębienie współpracy muzyków, fanów muzyki oraz organizacji politycznych w walce o sprawiedliwość społeczną. Jednak nie o polityce, a muzyce będziemy mówić. Ponad wyżej wymienione należy dodać wiele projektów muzycznych z innymi muzykami oraz czynny udział w tworzeniu muzyki filmowej (między innymi: "Pacific Rim").


      2. Refleksja

Pierwszym moim zetknięciem z muzyką Toma było odsłuchanie  ścieżki dźwiękowej do „Matrixa” z utworem Wake Up grupy Rage Against The Machine. Wtedy pamiętam był to jeden z niewielu utworów, które mnie zainteresowały ze względu na swój raperski charakter. Jednak szybko to zainteresowanie przeminęło, bo miałem wtedy ciągoty do prężnie rozwijającej się sceny polskiego rapu i hip-hopu. Sporo w moim guście się od tamtej pory zmieniło, ale jestem świadomy, że wielokrotnie słyszałem fragmenty muzyki RATM w filmach czy grach komputerowych. Prawdziwym olśnieniem była dla mnie szkoła średnia, gdzie odkrywałem nowe kapele i gatunki muzyczne. Właśnie w tym okresie dostałem od kolegi starą, zniszczoną (i nie wiadomo, dlaczego jeszcze grającą) płytę z wypalonym albumem Rage Against The Machine – The Battle Of Los Angeles. Po pierwszym odsłuchaniu wiedziałem, że mam styczność z czymś wielkim, to uczucie narastało z każdym następnym powtórzeniem płyty, byłem zakochany po uszy w muzyce RATM. Dla mnie jest to muzyka-łącznik między tym, czego kiedyś słuchałem, a tym co w tej chwili mnie fascynuje. Jeszcze większy szok przeżyłem jak przeczytałem już na własnym oryginalnym egzemplarzu notkę: All sounds made by guitar, bass, drums and vocals. Jako jeszcze młody gitarzysta, godzinami przesiadywałem na youtube i przypatrywałem się jak Tom gra charakterystyczne dla siebie i nie podobne do niczego innego solówki. Eksperymenty z brzmieniem gitary oraz różne metody ich wydobycia, niespotykane połączenia efektów gitarowych czy sam styl gry zafascynował mnie i do tej pory fascynuje. Jeżeli gdzieś Tom Morello zagra na gitarze to nie można go z nikim innym pomylić. Styl, który wypracował jest marką samą w sobie i zostanie niepodrabialny jeszcze przez bardzo długi okres czasu.

      3. Rage Against The Machine – Rage Against The Machine (1992)



Każdy utwór jest inny, a jednak naznaczony tym samym charakterystycznym stylem. Całość jest brutalna, agresywna i ciężka. Uderza w słuchacza jak rozpędzony buldożer. Nawet okładka przedstawiająca akt samospalenia zwiastuje rzecz mocną. Można powiedzieć, że jest ona jednym z najlepszych odzwierciedleń zawartości z jakim do tej pory miałem okazje się spotkać.

Pierwsze 25 sekund albumu nie zwiastuje tego, co ma nastąpić. Mało odkrywczy basowy szlaczek otwiera to jedno z najważniejszych wydawnictw początku lat 90tych. Bombtrack na szczęście jak na prawdziwą bombę przystaje eksploduje i zaczyna się prawdziwa uczta, której nic nie może przerwać. Trwa ona, aż do zapętlenia się krążka w odtwarzaczu. Album od samego początku jest prawdziwym objawieniem, w którym metalowe zapędy Toma spotykają się z raperskim stylem Zacha. Oboje niepodrabialni i charakterystyczni, aż do bólu. Teksty aż ociekają politycznym zabarwieniem, które jest jeszcze bardziej jaskrawe dzięki rozwścieczonej linii wokalnej. Sekcja rytmiczna od samego początku genialnie balansuje na granicy funku i metalu. Tom swoją obłąkańczą grą idealnie wszystko zgrywa. Jego gitara jednocześnie dominuje we wszystkich utworach jak i dopełnia je kuriozalną kanonadą trudnych do opisania dźwięków. Mistrzostwo.


Na albumie znajdziemy takie klasyki jak Killing in the name, Know Your Enemy czy chociażby wspomniane wcześniej Wake up. To te najbardziej znane, ale uwierzcie mi, wszystko na tej płycie jest obłędne. Brudna to muzyka i dla niektórych trudna w odbiorze. Jednak każdy szanujący się fan muzyki obowiązkowo powinien sięgnąć po te wydawnictwo tylko i wyłącznie po to, żeby dowiedzieć się jak tworzy się historię każdego z gatunków muzycznych.

Bezbłędnie nagrany album, genialny pod wieloma względami i ponadczasowy. Pomimo iż, tak naprawdę to trzeci album RATM odniósł spektakularny sukces komercyjny to moim skromnym zdaniem album zatytułowany po prostu Rage Against The Machine jest prawdziwą wizytówką grupy. Do tego krążka odwołują się i będą jeszcze przez długi czas odwoływać się różnorakie źródła kultury. Ten album wyznaczył standard. Ta płyta jest tą, która jeszcze przez bardzo długi okres czasu będzie nie do pobicia w swojej klasie.




1 komentarz:

  1. Ja też się na nich pierwszy raz natknełam przy okazji Matriksa :D

    OdpowiedzUsuń