wtorek, 30 czerwca 2020

Borowski/Miegoń/Kucharska - Puszcze Polski (2020)



Napisał: Marcin Wójcik

Borowski/Miegoń to jedyny w swoim rodzaju duet - muzycznie spotykają się tylko raz na jakiś czas, ale za każdym razem oddają się improwizacyjnej chwili. Na szczęście zostaje ona utrwalona w formie krótkiego albumu. Tak było i tym razem, choć zaszły znaczące zmiany. I tak powstały “Puszcze Polski”.

Najważniejszą zmianą jest to, że duet stał się trio: Borowski/Miegoń/Kucharska, za sprawą dołączenia do składu basistki Joanny Kucharskiej, znanej między innymi z Lonker See i Black Mynah (a wcześniej Kiev Office, Marla Cinger i 1926). Taki sygnał można było dostrzec już wcześniej, gdy w czasie premiery poprzedniej płyty “Moominland” muzycy zagrali koncert w gdyńskiej Cyganerii właśnie we trójkę. Z kronikarskiego obowiązku należy jednak wspomnieć, że Bartosz Borowski i Michał Miegoń do udziału w swoich poprzednich nagraniach zaprosili m.in. Piotra Przybyta (“Moominland” EP) i Joannę Szkudlarek (“Isolations” EP). Trzeba jednak przyznać, że stała obecność Kucharskiej w składzie wpłynęła na muzyków bardziej znacząco, niż wymienieni goście. Ale - jak mawiał klasyk - nie wyprzedzajmy faktów.

Puszcze Polski” to czwarty album tej formacji i jednocześnie pierwszy z polskojęzycznymi tytułami, zarówno płyty jak i utworów. Jednocześnie jest to swoisty powrót do estetyki z pierwszej epki “Jellyfishes Diary”, inspirowanej światem natury. Zapewne tytuły zostały nadane już po zarejestrowaniu wszystkich czterech tematów, ale wiadomo - liczy się spójność i koncepcja, bez której trudno byłoby odbierać tak luźno tworzoną muzykę. Każde z nagrań otrzymało tytuł zaczerpnięty z nazw dużych, polskich kompleksów leśnych. Mamy więc odpowiednio: Puszczę Karpacką, Bory Tucholskie, Bory Dolnośląskie i Puszczę Augustowską. Całość trwa mniej-więcej pół godziny, czyli w sam raz żeby cieszyć się intrygującymi dźwiękami bez poczucia znużenia i niepotrzebnego przeciągania poszczególnych motywów. Wszystkie kompozycje (jeśli można je tak określić), zostały oparte o główny, transowy temat, wokół którego muzycy oddają się improwizacji. Robią to świadomie, budując lub kanalizując napięcie. Dzięki temu każde osobne nagranie tworzy spójną, muzyczną narrację.

Leśną wędrówkę otwiera “Puszcza Karpacka”, a słuchacza wita tajemniczo brzmiąca gitara. Transowy temat pełen jest pogłosu, który nasuwa skojarzenia z efektami tape echo, czyli specyficznym reverbem z dodatkiem taśmowych szumów i zniekształceń. To już zapowiada, że będzie organicznie i analogowo. Stopniowo rośnie napięcie, z tyłu pojawiają się gitarowe piski, jęki i zgrzyty. Trochę jakby zaniepokojone ptaki, ukryte w leśnej gęstwinie. Dźwięki robią się bardziej kwaśne, a las wydaje się stary i mało przyjazny. Coraz bliżej już do Krainy Grzybów i filmowej serii przygód Pana Kleksa. To utwór z dreszczykiem, który z czasem ustępuje, bo rozrzedza się gęstość dźwięków (i puszczy), więc czuć już koniec tej części spaceru i przy tym - utworu.

Wchodzimy do “Borów Tucholskich”. To znany, polski kompleks leśny. Dźwięki tej kompozycji skradają się do słuchacza, stopniowo narasta poziom głośności oraz napięcie. Rozpędza się powoli, jak ciężka maszyna lub bardziej statek - duża przestrzeń, głębokie reverby i delaye nasuwają skojarzenia z podwodnym światem. Znanym choćby z tym z “Jellyfishes Diary”, czyli pierwszej płyty duetu Borowski/Miegoń. Metoda budowania napięcia i inne zabiegi muzyczne przypominają też zespół 1926 (niewielkie podobieństwo do utworu “We know, what you’ve seen”). Gitary wykonujące podstawowy temat również zostały przepuszczone przez przyjemnie brzmiące tape echo. Wyczuwalna jest też nuta orientu, gitara lub bardziej mandolina, nadaje taki właśnie kształt. W środku kompozycja bardziej szumi, a całość wydaje się chłodniejsza. Trochę jak wiosenny poranek w Nowym Porcie. Z czasem napięcie opada, aż do rozwiązania tematu.

Kolejny etap trasy wiedzie przez “Bory Dolnośląskie”. Choć położone są na południu Polski, to brzmią bardziej orientalnie niż można było się tego spodziewać. W głównym temacie gitary brzmią bardziej jak sitary. Słychać tutaj również mandolinę, na której gra Michał Miegoń. Utwór ma niską tonację, bardzo przyjemną dla ucha. Dokładane do głównego tematu dźwięki są bardziej szumiące, rzężące (który język opisze je trafniej, niż polski?!). Jakby do głosu dochodziły poszarpane jakimś wiatrem liście i gałęzie. Brudne dźwięki wydobywają się bardziej z tyłu. Dobry miks powoduje, że mimo piskliwości nie drażnią słuchacza - bardzo dobry zabieg. Narastający szum stopniowo się wycisza, a jego miejsce zajmują… smyczki. Nastrój zbliża się więc ku filmom, brzmi to jakoś dziwnie polsko. Może jest to sampel wyjęty z jakiegoś poważnego filmu? Może być to też odpowiednio spreparowana gitara. Zakończenie jest naprawdę zaskakujące i z takim uczuciem zostajemy już do początku następnego utworu.

Ostatni etap podróży wiedzie przez ”Puszczę Augustowską”, utrzymaną w tej samej tonacji, co “Bory Dolnośląskie”. Kompozycja rozbujana przez kwaczące gitary (Jimi Hendrix i Kirk Hammet mówią salut!). Brzmienie wydaje się bardziej duszne, więcej tu słodkowodnej wilgoci. Gitara znów jest brudna, bardziej oddalona i mało czytelna. Mamy nawet odrobinę dysonansu. Bas również brzmi trochę jak nieproszony gość, który chce popsuć imprezę lub sprowadzić ją na inne tory - nie trzyma się tonacji, a czasem się trzyma. Raz wchodzi, raz niespodziewanie znika. Molową strukturę zaburza nagle jakiś quasi-durowy motywik. Można odnieść wrażenie, że muzycy bawią się ze słuchaczem i badają jego emocje - ile dziwnych sytuacji zniesie, jak często będzie czuł zaskoczenie? Cała “Puszcza Augustowska” została zbudowana z niespodzianek - nawet zakończenie jest zaskakujące: to zgrzyt sfuzzowanej gitary, ucinający całość jakby nożem, z rezygnacją. To też najkrótsza kompozycja na płycie, nie przekraczająca znacząco czterech minut.

Puszcze Polski” to zdecydowanie płyta zakończeń i suspensu. W porównaniu do poprzednich albumów tej formacji, jest w niej dużo więcej intrygującej tajemnicy. Ta płyta brzmieniowo i koncepcyjnie ma najwięcej wspólnego z “Jellyfishes Diary”. Bardzo dobrze, ponieważ ten album Borowskiego i Miegonia do dziś cieszy się znakomitą opinią i został dobrze zapamiętany. Mimo, że “Puszcze” to transowy, improwizacyjny odjazd, to jednak łatwo zauważyć obecność pomysłu, którego efektem jest właśnie wspominany niejednokrotnie suspens, niespodzianki i przede wszystkim - zakończenia. Ponadto obecność Joanny Kucharskiej w składzie to również wartość dodana, która wprowadziła tę formację na inne wody, czy bardziej leśne ścieżki.


Tekst gościnny. Pogrubienia redaktora Marcina Wójcika. Bez oceny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza