wtorek, 6 marca 2018

R3/163: Sepultura, Obscura, Goatwhore, Fit For An Autopsy (4.03.2017, B90, Gdańsk)




















Zima nie odpuszcza, jest zimno i będzie jeszcze zimno przez co najmniej dwa tygodnie gdy w kalendarzach zagości wiosna. Ta już zawitała do gdańskiego klubu B90 i nie poskąpiła gorących promieni, które ogrzały niejednego wielbiciela ekstremalnych brzmień, a tych w niedzielny wieczór bynajmniej nie brakowało. Amerykę reprezentował jeden z obecnie najlepiej rokujących deathcore'owych zespołów Fit For An Autopsy oraz nieznany mi wcześniej blackened thrash/death metalowy Goatwhore. Z Niemiec przyjechała Obscura grająca techniczny death metal, a prosto z Brazylii przyjechała promująca swoją najnowszą wydaną w zeszłym roku "Machine Messiah" legendarna grupa Sepultura, bez której nie byłoby stylów jakie pojawiły się tego wieczora. Jaka atmosfera panowała zatem w kultowym już klubie w gdańskiej Stoczni?

Fit For An Autopsy
Goatwhore
Gorąca i to od samego początku. Jako pierwsza zaprezentowała się formacja Fit For An Autopsy, która w zeszłym roku wydała znakomity album "The Great Collapse". To właśnie z niego pochodziło najwięcej utworów podczas ich krótkiego, bo zaledwie trzydziestominutowego, ale i intensywnego setu. Pośród nich nie zabrakło świetnego i porywającego, a zarazem mocnego pod względem przekazu "Black Mammoth", do którego społeczno-polityczny teledysk warto obejrzeć ze zrozumieniem i poważnie się nad nim zastanowić jak również równie udanego "Heads Will Hang". Licznie już zebrana pod sceną publiczność reagowała zaś żywo, a nieliczni próbowali nawet urządzać mosh pity, do czego zachęcał ich wokalista grupy. Po przerwie technicznej na scenie B90 pojawili się kolejni amerykanie, czyli Goatwhore. Przed samym koncertem nie miałem okazji zetknąć się z twórczością tej formacji i muszę zauważyć, że studyjne, włączając w to najnowszy również zeszłoroczny album "Vengeful Ascension", całkowicie mnie nie porwały. Surowe, tępe i potwornie nudne granie było równie nie zaskakujące na żywo. Złota zasada koncertów - zespół nieznany zaskakuje na żywo - tym razem się bowiem całkowicie nie sprawdziła. Po całym występie zostało w mojej głowie tylko jedno: szacunek dla wokalisty grupy Louisa Benjamina Falgousta, który zaśpiewał cały koncert siedząc sobie na skrzynce albo wzmacniaczu z racji lewej nogi znajdującej się w gipsie. To się nazywa szacunek do fanów i do tych, którzy przyszli na koncert, kochani! A tłum w gdańskim klubie gęstniał z minuty na minutę. 

Obscura
Obscura
Trzeci zespół, czyli niemiecka Obscura, przyniósł całkowitą zmianę klimatu. Niestrudzenie dowodzona przez Steffena Kummerera tech death metalowa formacja w większości zaprezentowała materiał z wydanego w 2016 roku krążka "Akróasis", ale jestem też przekonany, że zabrzmiały także numery z wcześniejszych albumów w które był jeszcze zaangażowany Christian Muenzner. Podobnie jak dwa poprzednie zespoły, Obscura miała dość ograniczony czas i koncert zdecydowanie nie należał do długich, ale z całą pewnością był bardzo dobry intensywny. Odniosłem wręcz wrażenie, że gdyby grali choćby nawet dziesięć minut dłużej wyszedłbym z siebie i zaczął stawać obok niczym John Hammond w pierwszym "Parku Jurajskim" po rozpoczęciu klonowania samego siebie, gdy Pan DNA opowiadał o tym jak podjęto się odtworzenia dinozaurów. Zazwyczaj używa się tego stwierdzenia, gdy nas coś bardzo denerwuje, ale w tym wypadku dobrze oddaje całkowite zmiecenie mojej osoby z powierzchni ziemi. Nie spodziewałem się bowiem tak dobrego koncertu po tej grupie, którą znam i bardzo lubię oraz doceniam ich zamiłowanie do tego, co na dwóch ostatnich płytach grupy Death zaproponował nieodżałowany Chuck Schuldiner. Gdybym chciał użyć tego stwierdzenia w kontekście negatywnym użyłbym go w stosunku do Goatwhore, którego większość występu spędziłem na drugim końcu klubu obserwując zmasowaną migrację zniesmaczonego ludu, bynajmniej nie zmierzającego do ubikacji czy po kolejnego browara.

Wisienką była oczywiście Sepultura, która kazała na siebie czekać nieco dłużej niż poprzednie rozgrzewające publiczność zespoły, a następnie dała oszałamiający trwający nieco ponad półtorej godziny popis formy i ogromnej pasji jaką wkładają w swoją muzykę, który dosłownie zwalał z nóg. Choć Sepultura promuje na obecnej trasie ostatnią płytę "Machine Messiah" panowie zagrali tylko sześć numerów, co stanowi zaledwie połowę nowego materiału. Na samym początku można było usłyszeć "I Am The Enemy" oraz "Phantom Self", później jeszcze zabrzmiały "Sworn Oath", Resistant Parasites", "Machine Messiah" oraz instrumentalny "Iceberg Dances". Dominowały utwory ze starszych płyt, z czego najświeższym był "Kairos" z płyty pod tym samym tytułem, wydanej w 2011 roku. Resztę stanowił wybór z najbardziej znanych i cenionych płyt brazylijskiej Godzilli. Z "Against", pierwszej na której zaśpiewał Derrick Green świętujący obecnie swoje dwudziestolecie w Sepulturze, zagrali utwór tytułowy, "Choke" oraz "Boycott", z albumu "Chaos A.D" który niedawno doczekał się reedycji postawiono na "Territory", "Refuse/Resist" oraz na "Slave New World" stanowiący początek bisów.

Eloy Casagrande (Sepultura)
Z albumu "Arise" wybrano "Desperate Cry"oraz utwór... a jakże! tytułowy. Obchodzący w tym roku dwudziestą dziewiątą rocznicę wydania "Beneath The Remains" reprezentował "Inner Self", a podczas bisów nie zabrakło "Ratamahatta" oraz z "Roots Bloody Roots" z płyty pod tym samym tytułem. Nie ukrywam, że nie obraziłbym się gdyby Sepultura zagrała więcej nowszego materiału, na przykład kilku wałków z udanych, choć bardzo niedocenianych krążków "Dante XXI" czy "A-Lex" czy coś z "Mediatora.." bo repertuar grupa ma na tyle bogaty, że może już swobodnie układać sety z nowszych płyt nie oglądając się zbytnio w przeszłość, okraszając obowiązkowym "Roots Bloody Roots" czy "Refuse/Resist" bez których trudno chyba sobie wyobrazić koncert tej zasłużonej formacji. Wszyscy panowie znajdowali się w znakomitej formie, ale największe wrażenie zrobił na mnie będący w zespole już niemal osiem lat dwudziestosiedmioletni perkusista Eloy Casagrande, który jest słusznie uznawany za jednego z najlepszych perkusistów świata. Co ten chłopak wyprawia za bębnami to po nie tylko trzeba usłyszeć, ale i zobaczyć na żywo. Jest po prostu absolutnie fenomenalny i utwierdziłem się w przekonaniu, że to najlepsza rzecz jaka przytrafiła się Sepie od czasu przyjęcia na stanowisko wokalisty Derricka Greena. Obecna Sepultura to silna, dobrze naoliwiona maszyna, której mam nadzieję długo jeszcze nic nie zatrzyma.

Derrick Green (Sepultura)

Rzadko się zdarza żeby cały koncert zazębiał się ze sobą stylistycznie, nawet jeśli każdy zespół grał zupełnie inny gatunek i styl, nawet jeśli wynikający historycznie z siebie. Na cztery zespoły aż trzy zmiotły mnie z powierzchni ziemi, przetrzepały i sprawiły ogromną przyjemność. Fit For An Autopsy dał czadu, choć nagłośnienie było trochę zbyt mocno podkręcone przez co dźwięki zdawały się ze sobą nieco zlewać, Obscura doprowadziła niemal do rozdwojenia, żeby nie powiedzieć orgazmu, a Sepultura po wszystkim jeszcze posprzątała - na dzień po koncercie jeszcze czułem ten łomot i energię, pulsacje we łbie. Zdecydowanie moim zdaniem odstawał Goatwhore, który po prostu nie przypadł i do gustu, ani studyjnie, ani na żywo. Grupa ta nie do końca mi pasowała do reszty ze względu na toporny, nudny styl grania ograniczający się do kopiowania Slayera i wczesnej Metalliki, ale w dużo lepszej odsłonie technicznej. Nie ulega wątpliwości, że był to bardzo udany wieczór, który na długo pozostanie w pamięci tych którzy tłumnie przybyli do B90, który tym razem zebrał ponad dziewięćset osobową publiczność. To robi wrażenie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę krytykę jaką zbiera Sepultura od czasu braku braci Cavalera, którzy w moim przekonaniu są obecnie daleko za swoim macierzystym zespołem.

Zdjęcia własne. Więcej zdjęć na naszym facebooku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz