Czasami wystarczy jedynie spojrzenie na okładkę, żeby wiedzieć, że ma się do czynienia z prawdziwą perełką. Minimalistyczna grafika, operująca jedynie różnymi odcieniami niebieskiego wpadającymi w szarości i czerń robi po prostu genialne wrażenie, a do tego znakomicie oddaje niepokojący, pozornie nieprzystępny charakter płyty. Wiem, że właśnie przecieracie oczy ze zdumienia i chcecie powiedzieć, że nie znacie tej grupy. Witamy w Australii - kraju, który słynie nie tylko z kangurów i AC/DC...