Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyvmine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyvmine. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018 według naczelnego CZĘŚĆ II Najlepsze i najgorsze płyty Świat

 
Jak każdy rok, tak i ten nieuchronnie zbliża się do końca. Z początku toczy się on powoli, nieśmiało, jakby leniwie, później przyspiesza, by na chwilę, tylko pozornie zwolnić latem, a wraz nadchodzeniem jesieni i następnie zimy maksymalnie zacząć pędzić do ostatniego dnia. Jak co roku, trzeba więc podsumować to, co działo się w muzyce i to, co działo się na blogu. Podobnie jak w zeszłym roku podsumowanie podzielimy na cztery sekcje: najlepsze płyty, najgorsze płyty, ważne wspomnienia i nadzieje na przyszły rok. W tym roku wyjątkowo swoje podsumowanie rozbijam na trzy osobne części - w drugiej zapraszam na zestawienie najlepszych i najgorszych płyt ze świata.

niedziela, 22 lipca 2018

Hyvmine - Fight Or Flight EP (2018)


Gitarzysta Al Joseph wraz ze swoją grupą Hyvmine kuje, jak to się mówi, żelazo póki gorące i w zaledwie kilka miesięcy od znakomitego pełnometrażowego debiutanckiego krążka "Earthquake" uderza z kolejnym wydawnictwem, tym razem będącą rozbudowaną trzy utworową epką.

czwartek, 8 lutego 2018

Hyvmine - Earthquake (2018)


O porywający debiut coraz trudniej, ale perełki się zdarzają. Amerykańska formacja Hyvmine to nowy projekt młodego, trzydziestojednoletniego obecnie bardzo utalentowanego gitarzysty Ala Josepha, który dotychczas wydał dwa albumy sygnowane własnym nazwiskiem oraz jeden album z zawieszoną od jakiegoś czasu formacją The Great Gamble. Najnowszy zespół Josepha zwraca uwagę już świetnym zdjęciem na okładce, ale to, co na niej wyprawia się od strony instrumentalnej i brzmieniowej przebija nawet ją. Stylistycznie panowie postawili bowiem na progresywny metal w stylistyce Dream Theater czy Animals As Leaders wymieszany z wczesnym Trivium i kapitalnym shredingiem w duchu Marca Sfogli, Joe'a Satriani, Steve'a Vai, Tony'ego MacAlpine'a, Paula Wardinghama czy Jeffa Loomisa...