Gdyby miał nastąpić ostateczny koniec świata, to debiutancka płyta tej formacji mogłaby być soundtrackiem idealnym do totalnej zagłady.
Gdyby miał nastąpić ostateczny koniec świata, to debiutancka płyta tej formacji mogłaby być soundtrackiem idealnym do totalnej zagłady.
Jest czas, w którym nadchodzi krytyczna chwila, i krytyczna chwila, w której czasu jest mało. Korpus Hipokratejski, Zalecenia 1*
Wygrzebywanie się z tak zwanej kupki wstydu to żmudny proces. Wszyscy to wiemy i znamy. Nadszedł więc czas, by wrócił cykl W NiewieLU Słowach, a wraz z nim podróże po całym świecie z kilkoma grupami w ramach jednego tekstu. Odwiedzimy Francję i tamtejszy Hint, który w zeszłym roku wydał kompilację rarytasów, następnie udamy się do Londynu i poznamy debiutanta Brudiniego, a na koniec wybierzemy się do Niemiec i również sprawdzimy debiutantów z grupy Gong Wah. W naszych liniach lotniczych nie musicie mieć maseczek, wystarczy zabrać ze sobą dobry humor i dobre słuchawki. Możemy zaczynać?
Czasami niewiele trzeba, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie. Takie z całą pewnością robi świetna, bardzo minimalistyczna okładka trzeciej płyty Szwedów z grupy Automatism, która podobnie jak mi, może nie być Wam znana. Ciemnozłota barwa okładki*, duże białe litery z nazwą grupy, poniżej ledwo widoczny złotawy tłoczony tytuł płyty. Dodatkowo malutkimi literkami powtórzenie u góry i u dołu. Nic więcej nie trzeba. A jak przedstawia się muzyka?
W kolejnych W NiewieLU Słowach (jak się okazuje bardziej wielu, niż niewielu) będzie ponownie zbiorczo i eksperymentalnie, ale zarazem różnorodnie, bo kosmicznie, krautowo, ale i doomowo oraz mistycznie, wreszcie dość awangardowo. Sprawdzimy tym razem najnowsze wydawnictwo Jacka Ellistera z Niemiec, a następnie wybierzemy się w szaloną podróż w czasie i przestrzeni z Queen Elephantine z Ameryki. Zapraszamy na pokład naszego wilczego samolotu, zaraz podajemy kawę, zapinamy pasy i lecimy. Maseczki nie są potrzebne!