środa, 16 maja 2018

Godsmack - When Legends Rise (2018)


Nie będę ukrywał, że był to najbardziej wyczekiwany przeze mnie album tego roku. I choć wiedziałem, że bostońska formacja zmierza bardziej ku radiowemu brzmieniu to nie oczekiwałem tego co dostałem...

"When Legends Rise" to już 7 krążek w dyskografii Godsmack. Po powrocie do klasycznego brzmienia na poprzedniku, czyli "1000hp" z 2014 roku zespół zdecydował się obrać zupełnie nową dla siebie drogę. Muzycy powierzyli pisanie muzyki swojemu liderowi - Sully Ernie - który z doświadczeniem nabytym przy swoich dwóch solowych albumach ("Avalon" z 2010 i "Hometown Life" z 2016) podszedł do muzyki macierzystej formacji w zupełnie inny sposób. Już po premierze pierwszego singla "Bulletproof" fani formacji podzielili się. Część razem z Godsmack udała się w nowe, nieznane muzycznie rejony, inni twierdzili że grupa się sprzedała i utraciła swoje unikalne brzmienie. Sam byłem nieco rozdarty, bo z jednej strony utwór był dobry, melodyjny i chwytliwy, z drugiej jednak daleki był od Godsmack jaki znałem. Jak zatem wypadł cały album formacji? Niezwykle dobrze, ale po kolei.

Album jest szalenie melodyjny. Każdy utwór ma melodie, którą od razu chwytamy i nucimy pod nosem na długo po zakończeniu płyty. Jeśli przyjrzeć się strukturze utworów to większość z nich zbudowana jest na prostym schemacie zwrotka-refren-zwrotka-refren-mostek-refren. Nie znajdziemy tu znacznych udziwnień i eksperymentów (oprócz jednego wyjątku o czym zaraz), a całość stawia bardziej na wokale niż na gitarowe zagrywki. No właśnie - gitary. Jednym z zarzutów jakie mam do nowego wydawnictwa Godsmack jest brzmienie i sposób użycia gitar. Płyta nie brzmi źle, jednak gitarom przydałoby się trochę więcej mocy. W niektórych miejscach brzmią zwyczajnie płasko. Mało tutaj także solówek (chociaż te które są sprawdzają się świetnie - zwłaszcza w "Eye Of The Storm"). Brakuje tutaj jednak riffów które zapadają w pamięć. Całość jest poprawna i przyjemna dla ucha, jednak nie miałem ochoty chwycić za gitarę i rozpracowywać kolejnych kawałków, tak jak miałem w zwyczaju robić to z poprzednimi wydawnictwami Amerykanów. Wokal na albumie jest ważniejszy niż kiedykolwiek i to on ciągnie cały album. Głos Erny dostał o wiele więcej miejsca w miksie, co zdecydowanie wychodzi na plus w porównaniu ze starszymi płytami, gdzie czasami był przytłoczony przez masywną ścianę gitar.

Wróćmy jednak do udziwnień. Pierwszy raz w historii grupy pojawiła się rockowa ballada. Choć grupa miała na koncie już akustyczne utwory pokroju "Serenity", czy akustycznej EP "The Other Side" to na najnowszym krążku pojawiła się balladowa kompozycja z prawdziwego zdarzenia. "Under Your Scars" to oparta na pianinie i wiolonczeli piosenka, która chwyta za serce już od pierwszych nut. Smaku dodaja jej perkusja i gitara, odpowiednio stonowane i nie przytłaczające reszty kompozycji. Co prawda utwór silnie przywodzi na myśl solowe dokonania Erny (zwłaszcza płytę "Hometown Life") jednak słychać w nim pierwiastek Godsmack.

Pierwsza kwadra
Krótki, bo liczący sobie zaledwie lekko ponad 38 minut album ani przez chwilę się nie nudzi. Każda piosenka ma coś ciekawego do zaoferowania. Znajdą się spokojniejsze utwory lub rozpędzone, nawiązujące bardziej do przeszłości grupy kompozycje. I choć płyta prezentuje równy poziom od początku do końca, to znajdują się na niej utwory znacznie wybijające się ponad resztę. Wspomniany wcześniej "Bulletproof" i "Under Your Scars", zawierający świetny riff na zwrotkach oraz dopełniony przez dziecięcy chór "Unforgettable", posiadający kaputalny refren "Take It To The Edge", czy zamykający płytę "Eye Of The Storm". Jest jednak pewne ale. Album zdecydowanie nie jest dla każdego i część osób odbije się od niego. Nie jest to też coś czego oczekiwałem po tej formacji. "When Legends Rise" jako całość zdecydowanie mi się podoba i często będzie gościć w moim odtwarzaczu. Nie chciałbym jednak, by bostońska formacja porzuciła swoje cięższe brzmienia i brnęła głębiej w kierunku jaki obrał ten album. Jedno jest pewne, tak jak część osób ta płyta kompletnie odrzuci, tak znajdzie się sporo osób, które zakochają się w muzyce grupy Sully'ego Erny właśnie dzięki temu albumowi.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza