środa, 9 maja 2018

Enob - La Fosse Aux Débiles (2018)

Miron Białoszewski "Bajka o wielorybie" Mignął w szybie.

Pierwsze skojarzenie po spojrzeniu na okładkę jest ważne. Miron Białoszewski i powyższy króciuchny, jednozdaniowy wiersz dźwiękowo nie ma wiele wspólnego z francuskim Enob, ale pasuje do grafiki na okładce. Wieloryby raczej nie migają w szybach, chyba że posiadają skrzydła jak ten paryski kwartet, który ma na swoim koncie dwa pełne albumy, dwie epki i splita. Najnowszy krążek jest ich trzecim pełnometrażowym wydawnictwem, a moim pierwszym. Co znalazło się na latającym wielorybie, a właściwie kaszalocie i czemu nie jest to płyta odpowiadająca skojarzeniu?

Muzyczny kaszalot ze skrzydłami składa się z dziewięciu numerów o łącznym czasie niespełna trzech kwadransów. Zaczynamy od utworu "Gibier Potence", który początkowo wytacza się z ciszy, po czym uderza surowym gitarowym riffem i powolną perkusją o nieco przydymionym punkowym charakterze. Sam utwór nie jest ani za szybki, ani nerwowy, blisko tutaj do alternatywnego rocka w rodzaju Garbage. Całość niestety nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia. Lepiej wypada "De la viande", który został oparty na nieco post-rockowej przestrzeni - gitary robią szumiący hałas, perkusja buduje atmosferę i nakręca rytmikę, która po chwili rozkręca się w punkowej przeróbce dźwięków które kojarzyć się mogą z muzyką z filmu z Loisem de Funesem "Człowiek-Orkiestra". Efekt psuje rozwrzeszczany francuskojęzyczny wokal, który średnio pasuje mi do grania, które w tym numerze prezentuje Enob. "Amour" to pozycja trzecia której perkusyjno-gitarowy wstęp może skojarzyć z "A View to a Kill" Duran Duran - szkoda tylko, że jest to przeróbka w bardzo złym stylem, która następnie przechodzi w przyjemne, lekkie alternatywne granie nie mające nic wspólnego ze wspomnianym przetykanym hałaśliwym, awangardowym w duchu punkowym przerywnikiem. Tu wokal nie przeszkadza, bo nie krzyczą, a śpiewają na czysto. Niestety na mnie takie granie nie wywołuje dobrego wrażenia.

W niespełna półtora minutowym kawałku tytułowym czeka na nas odrobina gitarowej ściany i hardcore'owego darcia mordy. Przeskakujemy do "Chante Bébé" wracającego w alternatywne rejony z pogranicza Garbage, Deftones i punkowych naleciałości. Wydaje mi się, że Enob znacznie lepiej czuje się właśnie w takich klimatach niż rozdygotanych, rozwrzeszczanych numerach, zwłaszcza że fajnie bawią się przestrzenią gdzie perkusja przez kilka chwil jest jedynym instrumentem, ciekawie rozwijanym partią basu. Numer szósty nosi tytuł "Le Supplice de Damien" w którym ponownie bardzo fajnie wybija się na pierwszy plan perkusja i nisko strojone przejazdy gitar. Tu także wyraźniej bawią się przestrzenią, atmosferą i niespiesznym, kroczącym tempem. Niestety wraca rozkrzyczany wokal, który nieco psuł mi efekt klimatycznego nastroju budowanego przez instrumenty. Następny zatytułowany "Damien & la Bailene" pod względem stylistycznym i budowania atmosfery kontynuuje poprzednika, robi się nawet ciekawiej, bo wyraźnie zwalniają tempo, grają powolnie, smutno i dość przytłaczająco. Przedostatni kawałek to "Hyper Hibou" w którym wracamy do bardziej żywiołowego, rwanego gitarowego grania z pogranicza punk rocka, alternatywy i hardcore'a. Nie brakuje w nim także klimatycznych zwolnień i rozwrzeszczanych wokali o których mogę powiedzieć tylko tyle - że nie przepadam za tym typem frazowania i modulacji głosu. Finałowy "Azül" ponownie bardzo przyjemnie bawi się przestrzenią, lirycznym budowaniem atmosfery i niespiesznym tempem. Panowie moim zdaniem doskonale czują się w takich klimatach, a wszelkie gitarowe ściany i krzyki są po prostu zbędne. Naturalnie, to także kwestia gustu, bo na pewno są tacy którzy wolą przester, chaos i nieład - zwłaszcza w tej stylistyce.

Ocena: Pierwsza Kwadra
Dla kogoś kto lubi noise'owe granie z naleciałościami z alternatywy i punk rocka nowa płyta Enob na pewno może się wydać warta uwagi. Dla mnie, czyli dla osoby która za takim graniem nie przepada, a już zwłaszcza nie znającej wcześniejszych nagrań grupy, najwłaściwszym określeniem byłoby wzruszenie ramion. Da się tego słuchać, jest kilka naprawdę dobrych rozwiązań i zabaw atmosferą, ale nie ma tutaj miejsca na poszukiwania czy przesuwanie granic, wręcz odwrotnie ma się wrażenie, że wszystko się już gdzieś słyszało.Tragedii co prawda tutaj nie ma, ale nie będę też owijał w bawełnę, że są ciekawsze płyty z bardziej angażującymi dźwiękami - bo przecież są.  Wieloryb, czy też raczej kaszalot w tym wypadku, a przynajmniej u mnie, nie mignąłby w szybie bo zwyczajnie by mu się nie chciało.


Płytę przesłuchałem i zrecenzowałem dzięki uprzejmości Creative Eclipse PR i Atypeek Music.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza