czwartek, 7 grudnia 2017

Intervals - The Way Forward (2017)




Napisał: Jarek Kosznik

Dopiero co, bo 1 grudnia bieżącego roku miała miejsce premiera najnowszego, trwającego prawie trzydzieści osiem minut albumu  kanadyjskiego projektu muzycznego Intervals pod tytułem „The Way Forward”. Jest to drugi z kolei, właściwie solowy projekt Aarona Marshalla, po odejściu pozostałych członków zespołu. Ten 28-letni kanadyjski gitarzysta przebojem wdarł się do ścisłej czołówki nowoczesnej sceny progresywnego metalu/rocka. Jego znakiem rozpoznawczym jest krystaliczny czysty, wręcz lewitujący styl frazowania na gitarze, zamiłowanie do tworzenia utworów w stylu „śpiewającej” gitary, przekładania wartości melodii nad popisy techniczne, chociaż  w historii zespołu nigdy nie brakowało wstawek technicznych. Czy „The Way Forward” jest kontynuacją lżejszej strony  Intervals rodem z „The Shape of Colour” czy jednak powrotem do djentowych korzeni?  Jak wypada względem poprzedników? W jakim kierunku zmierza zespół?

Podobnie jak na poprzedniej płycie wszystko zaczyna się dość dynamicznie utworem „Touch and Go”. Słuchacz ma od samego początku to czynienia z klimatem rodem „The Shape of Colour”. Uwagę przykuwają tradycyjnie bardzo melodyczne wstawki gitary prowadzącej, chociaż niestety dość wtórne. Najmocniejszym punktem jest znakomite solo, wchodzące bardzo niespodziewanie, gdzie następuje natychmiastowa zmiana klimatu, niesamowite frazowanie wywołuje efekt gęsiej skórki. Kolejny „Impulsively  Responsible” rozpoczyna się prawdopodobnie moim ulubionym riffem na całej płycie. Potem wkraczają „gitarowe wokalizy” a po pierwszym refrenie wchodzi motyw trochę inspirowany starym amerykańskim popowym boysbandem N’ Sync (!), jednakże jest on tak chwytliwy i ciekawy, że moje nogi same rwą się do tańca. Druga część utworu nie jest już niestety tak znakomita, ale  też jest wszystko w porządku, niczego jej nie brakuje. Bardzo mocna inspiracja starym i współczesnym popem jest tutaj bardzo mocno wyczuwalna. Następny „A Different Light” stanowi swego rodzaju mieszankę wszystkich poprzednich płyt, lecz oczywiście w nieco lżejszym wydaniu. Ciekawe, momentami lekko jazzowe akordy, piękne wstawki klawiszowe, pasaże melodyczne przypominają szczególnie epkę „In Time”. Mocny punkt albumu. 


Po nim wchodzi mój absolutny faworyt czyli „By Far and Away”. Jest to niesamowicie ciekawa i zabójczo precyzyjna kooperacja Aarona i znakomitego norweskiego klawiszowca Owane’a, który gra na keyboardzie w wielu momentach na „The Way Forward”. Doskonały, niebywale trafny dobór dźwięków pasaży gitarowych, idealnie współgrający z klawiszami. Mamy do czynienia z pasażami wspólnymi grającymi unisono,  a Owane momentami gra sam, jeszcze bardziej podnosząc poziom wysublimowania utworu za pomocą fraz silnie inspirowanych muzyką jazz-fusion. Prawdziwa uczta dla uszu, a pozytywny klimat towarzyszący przez całość trwania utworu, rozweseli nawet w najgorszy dzień. W „Belvedere” słuchacz styka się z klimatem rodem z muzyki R'n'B, jednakże jest on dość smutny. Niektóre frazy są dość mdłe, nie przypadły mi do gustu. Należy wyróżnić niezłe, lekko jazzowe wstawki w środku utworu, i całkiem udane solo na zakończenie. Następny w kolejności  nieco bardziej techniczny „Rubicon Artist” łączy wszystkie zawarte wcześniej motywy, ale podobnie jak to się już na „The Way Forward” wcześniej zdarzało, ma się wrażenie pewnego „recyklingu” motywów podlanych nieco zbyt popowym, przesłodzonym sosem. Zdecydowanie nie przypadł mi do gustu „Waterfront”, tutaj wszystkie melodie są sztampowe do bólu. Ciężko mi jest powiedzieć cokolwiek dobrego o tym kawałku. Kończący płytę „Leave No Stone” troszkę przypomina „Sure Shot” z „The Shape of Colour”. Ciekawy, lekko falujący klimat, zostaje niestety zaburzony w środku, po raz kolejny mdłą melodyjką. Jednak zabójcze zakończenie płyty to wynagradza. Właściwie jedyny na płycie, a’la djentowy, bardzo radosny i dynamiczny riff, przeplatany klawiszami , mocno porusza słuchacza i sprawia, że pragnie on więcej. Dlaczego w przekroju albumu nie było więcej takich motywów?

Ocena: Pierwsza Kwadra
„The Way Forward” jest zdecydowanie płytą dobrą, chociaż mam do niej pewne zarzuty i związane z tym poczucie niedosytu. Ta płyta jest w ogólnym rozrachunku nawet lżejsza niż „The Shape of Colour”, zniknęły niemalże całkowicie jakiekolwiek sążniste riffy gitarowe. Postawiono jeszcze bardziej na melodyjność i piosenkowy charakter numerów. Największym minusem tej płyty jest to, że przynajmniej w połowie utworów mamy ciągłą przeplatankę w stylu: „fajny riff, wtórna melodia, fajna melodia, kiepska melodia”. O ile w pierwszych czterech utworach czuć większą konsekwencję melodyczną i wierność ciekawym rozwiązaniom, o tyle cztery następne są już dość mocno nasączone powyższą „przeplatanką” i takim trochę „wypaleniem kompozycyjnym”. Widać, że Aaron Marshall wytyczył swoją ścieżkę w świecie nowoczesnej sceny muzycznej, idąc już bardzo śmiało w lżejsze klimaty, co mnie osobiście trochę martwi i rozczarowuje, tym bardziej mając w pamięci pierwsze trzy, iście genialne wydawnictwa. Niestety „The Way Forward” wypada moim zdaniem najsłabiej względem dotychczasowej dyskografii zespołu, jednakże oczywiście jest to płyta dobra, przyjemna, a także jedna z lepszych muzycznych premier roku 2017.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza