wtorek, 4 sierpnia 2020

The Opium Cartel - Valor (2020)


Przenosimy się do Norwegii i zmierzamy na spotkanie z art-popową grupą z obsesją na punkcie lat 80tych i ówczesnego podejścia do rocka progresywnego okraszonego dużą ilością klawiszy i dyskotekowej elektroniki. Ma to tym razem stanowić tło do naiwnych, ale pełnych odwagi marzeniach, młodości i dziecięcych marzeniach, wreszcie rozczarowaniu, że pewne rzeczy w życiu mogą potoczyć się inaczej niż byśmy tego chcieli.

Wpierw jednak garść szczegółów o norweskiej grupie. "Valor" to trzeci pełnometrażowy album formacji The Opium Cartel, której twórca Jacob Holm-Lupo udziela się również w grającej rock progresywny White Willow oraz instrumentalnym projekcie wykonującym giallo-rock (!) Telepath. Do stworzenia najnowszej płyty The Opium Cartel zaprosił z kolei wokalistkę Silję Huleboer (znaną z akustycznego duetu Ole & Silje Huleboer), jej współpracownika Ole Øvstedala, który zagrał na basie i gitarze, gitarzystę Bjørna Riisa z Airbag* (!), perkusistę Larsa Fredrika Frøisliego znanego głównie jako klawiszowca grupy Wobbler, swoją córkę Ina A, izraelską wokalistkę Leah Marcu z grupy Tillian, rosyjską skrzypaczkę Marię Grigoryevę, rosyjsko-izraelskiego saksofonistę Ilię Skibinskyego oraz wokalistę Alexandera Stenerunda z którym współpracował przy poprzednim wydawnictwie. Za okładkę z kolei odpowiedzialny jest Glen Wexler, twórca grafik między innymi dla Van Halen i Rush. Zdjęcie przedstawiające skok przez ognistą obręcz Wexler wykonał w swoim studio przy pomocy wykonawców słynnego Cirque du Soleil. Z takim składem nic nie może pójść źle - prawda?

Zaczynamy od "In the Streets" (którego tytuł skojarzył mi się rock-operą "Streets" Savatage) który otwierają ejtisowe brzmienia AOR o lekkim tempie i sympatycznym żeńskim wokalu oraz finałowej, cudnej saksofonowej solówce. W drugim, zatytułowanym "Slow Run" również jest łagodnie i radiowo, choć bardziej elektronicznie. Po nim pojawia się instrumentalny "A Question of Re-entry", który rówież został utrzymany w lekkich, radiowych brzmieniach, delikatnej elektronice i stopniowym rozwijaniu do progresywnych, nieco ostrzejszych rytmów. Ejtisy pełną gębą do bardzo przyjemny synthwave'owy "Nightwings" z wokalami córki Holma-Lupo. "Fairground Sunday" nieco przypomina swoim klimatem "Behind Blue Eyes" The Who, choć absolutnie nie można mówić o jakiejkolwiek kopi. Odrobinę szybszy o bardziej rockowym zabarwieniu jest "Under Thunder" i jest to naprawdę fajny kawałek, tylko mam wrażenie, że brzmi trochę za sucho. Powolniej i bardziej klimatyczniej robi się ponownie w "The Curfew Bell", by następnie wrócić do gitarowego grania w naprawdę dobrym instrumentalnym "A Malestorm of Stars". Na zakończenie wskakuje cover kawałka hair/glam metalowej grupy Ratt "What's It Gonna Be" w zaskakującej formie, bo dostosowanej do stylistyki całego albumu i z najciekawszym wokalem z całej płyty. 

Ocena: Pierwsza Kwadra
Nie należy się niestety spodziewać po tej płycie mocnego uderzenia czy szczególnie porywających melodii, choć sam koncept jest bardzo przyjemy. Numery są utrzymane w raczej lekkim, niespiesznym brzmieniu, a kilka ostrzejszych fragmentów wypada przez to dość sucho, bo wyraźnie brakuje tutaj większego pazura. Najciekawsze na niej są te numery w których gra Riis, czyli instrumentalne, ale najwyraźniej w ostatnim czasie zdążyłem na tyle zasmakować w jego grze, że rozpoznam ją wszędzie.To przyjemny album, ale dla mnie raczej taki do przesłuchania, puszczenia w tle i odstawienia. Na pewno jednak zainteresuje tych, którzy szukają nowoczesnych radiowych piosenek osadzonych w starym ejtisowym klimacie. 


* O nowej płycie Airbag napiszemy już niedługo! 

Płytę przesłuchałem i zrecenzowałem dzięki uprzejmości Creative Eclipse PR.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza