czwartek, 31 sierpnia 2017

Jakub Żytecki - Feather Bed EP (2017)


Napisał: Jarek Kosznik

Zaledwie kilka miesięcy po premierze trzeciej pełnowymiarowej płyty zespołu Disperse pod tytułem „Foreword”, Jakub Żytecki postanowił podzielić się ze światem muzyki swoim drugim solowym wydawnictwem „Feather Bed”. Tym razem w przeciwieństwie do pierwszej autorskiej płyty „Wishful Lotus Proof” mamy do czynienia, z dość krótką, trwającą nieco ponad dwadzieścia minut ep-ką. Bardzo malownicza i równie kreatywna jak poprzednio okładka płyty na pewno zachęca do przesłuchania nowego materiału. Czy na tej płycie mamy do czynienia ze zmianą stylu o, której opowiadał w wywiadach Kuba?  Jak wypada ona względem „Wishful Lotus Proof”? Czy Jakub odkrył jakieś kompletnie nowe, nie występujące wcześniej horyzonty muzyczne? Czy można ją traktować jako przedłużenie myśli z ostatniej płyty Disperse „Foreword”? Postaram się odpowiedzieć na te pytania.


„Feather Bed” rozpoczyna się utworem „Mandala”, wprowadzając bardzo pogodny wręcz bajkowy klimat , po czym wchodzą niesamowicie radosne i bardzo świeże melodie, chociaż o dziwo nie słychać tutaj jakiś mocno zaawansowanych technicznych szarż(może poza jedną krótka wstawką). W środku następuje zwolnienie z jedną z bardzo wielu występujących na „Feather Bed” wstawek rodem z „muzyki ziemi”. Może to przywoływać na myśl spacer po polu przy zachodzącym, letnim słońcu. Około trzeciej minuty wchodzi trwający właściwie do końca numeru, niezapomniany, nieziemsko rytmiczny riff, przy którym nie da się spokojnie siedzieć. Kolejnym ciekawym elementem jest granie głównych melodii z początku na tle powyższego riffu. Następny „Opened”, posiada brzmienie dość mocno zakorzenione w muzyce retro z lat 80-tych, a także przypomina klimatem brytyjski zespół The 1975. Muzycznie jest to połączenie kaskadowych gitarowych riffów, sprawiających wrażenie dźwięków wodospadu, dubstepowych(!) uderzeń, a wszystko utrzymane jest w bardziej refleksyjnym klimacie. 

Kolejny, a zarazem mój ulubiony na płycie „Letters” posiada wszystkie elementy genialnego stylu gry Kuby. Bardzo widoczne są tutaj inspiracje wirtuozem gitary Eric’em Johnsonem i muzyką japońską, szczególnie w stylu melodii  i frazowaniu. Spokojne melodie przeplatają z niesamowitymi, szybkimi pasażami gitarowymi, gdzie Jakub Żytecki pokazuje swój kunszt i niebanalne podejście do technik gitarowych. Do tej kompozycji powstał autorski teledysk utrzymany w sielskiej, beztroskiej, a zarazem tajemniczej atmosferze. Po nim wchodzi „The Drum”, utrzymany w podobnym, łagodnym klimacie, tutaj również powstał materiał wideo opowiadający pewną historię. Bardzo ciekawy, wręcz perkusyjny styl wydawania dźwięków przez gitarę, jest elementem niesłyszanym przeze wcześniej na żadnej płycie Żyteckiego. Podejście jest zdecydowanie bardziej ambientowe niż metalowo-djentowe. Słyszymy tutaj również kolejną próbkę umiejętności wokalnych Jakuba, wzbogacającą emocjonalnie utwór. Ciepła i przyjemna barwa głosu młodego polskiego geniusza gitary zdecydowanie pasuje do całości obrazu malowanego dźwiękami pozostałych instrumentów. 


Tytułowy „Feather Bed” jest rzeczywiście leciutki jak piórko. Spokojny, przestrzenny, lekko senny klimat daje słuchaczowi dalsze chwile relaksu. Jest to moim zdaniem jeden z niewielu utworów na  Ep-ce, gdzie słychać motywy przywołujące na myśl pierwszą solową płytę Kuby czy utwór „Aum” z płyty „Living Mirrors”, chociaż     z nieco pogodniejszym podejściem. Podobnie jak w poprzednich utworach nie znajdziemy tutaj pełnowymiarowego, klasycznego sola gitarowego, a jedynie poszczególne wstawki i mniejsze pasaże. Zaskakujące jest zakończenie przypominające styl Bono i zespołu U2, zwiastujące powolny koniec tej radosnej podróży. Kończący album „Per Fley” jest króciuteńką mieszanką atmosferycznych sampli elektronicznych  i głosów ludzkich, po czym wszystko nagle się  kończy.



„Feather Bed” jest niezwykle nowatorskim i śmiałym projektem muzycznym, całkowicie nie podobnym do poprzednich wydawnictw Kuby. O ile już płyta „Foreword” zwiastowała odejście w nieco lżejsze klimaty, to drugie solowe wydawnictwo jest całkowicie pozbawione metalowo-djentowych riffów czy wstawek. Nowe inspiracje Kuby w postaci takich ambientowo-elektronicznych wykonawców jak Bonobo czy Tycho są mocno słyszalne, tworząc kompletnie nowe przestrzenie muzyczne. Nadal mamy do czynienia z ogromnym bogactwem ciekawych, nowych dźwięków, jednakże w przeciwieństwie do „Wishful Lotus Proof” utwory na nowej Ep-ce są  do siebie dość podobne, a mianowicie utrzymane w bardzo łagodnym, odprężającym klimacie. Mi osobiście ten eksperyment przypadł do gustu, jednak z drugiej strony brakuje mi trochę tego „pazura” i przede wszystkim pełnowymiarowych, rozbudowanych solówek w stylu „Yellow” z pierwszego solowego wydawnictwa. Jakub Żytecki konsekwentnie kontynuuje poszukiwanie własnego „ja” eksplorując te nieco spokojniejsze horyzonty. Moim zdaniem nowa ep-ka nie przebiła swojej poprzedniczki, aczkolwiek jest to na pewno pozycja godna polecenia, a wielbiciele spokojniejszej muzyki będą w siódmym niebie. Ocena: 4/5

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza