piątek, 13 lutego 2015

Northern Plague: Stopniowa Ewolucja - wywiad

Northern Plague A.D 2015
Białostocki Northern Plague to jeden z najciekawszych zespołów black/death metalowych jaki w ostatnim czasie pojawił się w naszym kraju. Ekstremalne granie jakim parają się chłopacy z całą pewnością nie wszystkim wchodzi jednakowo, ale trzeba przyznać, że robią to w sposób oryginalny i bardzo intrygujący. Jest to zespół, który zdobywa coraz większą popularność i który sporo jeszcze może w tych gatunkach namieszać. Z Damianem "Damyenem" Gwardzikiem, perkusistą grupy, rozmawiam o debiutanckim albumie "Manifesto" z zeszłego roku, o dwóch międzynarodowych trasach koncertowych w ramach których będzie można ich zobaczyć i usłyszeć w ciągu najbliższych trzech miesięcy oraz o ich planach na przyszłość.


Lupus: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy byliście jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu „Manifesto”, który wyszedł na początku ubiegłego roku. Powiedzcie jakie recenzje zbierał i zbiera Wasz debiutancki pełnometrażowy materiał?

Damyen: Mówi się, że z wiekiem czas szybciej mija i coś w tym musi być, bo jeszcze bardzo wiele chcemy zrobić w związku z promocją tego krążka, a to już ponad rok od premiery. Recenzji jest naprawdę dużo, płyta szeroko wypłynęła poza granicę naszego kraju, co jest sukcesem samym w sobie. Przeważają recenzje pozytywne, bardzo pozytywne, znajdzie się też kilka „perełek”, gdzie muzyka, która znajduje się na krążku minęła się z gustem recenzenta (ciężko trafić we wszystkie gusta niestety...). Zresztą filozofia stojąca za tym krążkiem była taka, by ten album był „NASZ” aż do bólu. Nasze pomysły, nasze inspiracje, nasza wizja, bez celowania w konkretnego słuchacza. Tylko w taki sposób mogliśmy być szczerzy w tym co robimy. 

L: Zakładając, że wciąż są osoby, które o Was nie słyszały, ale chciałyby się Northern Plague zainteresować -  opowiedzcie krótko o zawartości „Manifesto” – o warstwie tekstowej, brzmieniu i grafice. 

D: „Manifesto” było pod wieloma względami czystą kartą. „Blizzard of the North” był pierwszym krokiem, wiele osób mogło by powiedzieć, że to był ten prawdziwy debiut. Jednak chwilę po wydaniu EP-ki zmienił się skład, zmieniła się nieco koncepcja działania. Zespół zaczął dużo występować, uczyliśmy się jak wygląda i działa scena muzyczna i rynek jako taki. Wiedzieliśmy, że pierwsza „pełnometrażowa” płyta jest tym materiałem, do którego każde przyszłe nagranie będzie porównywane. Zrobiliśmy co w naszej mocy, by ta płyta pod każdym względem była nagrana najlepiej jak potrafiliśmy.

Brzmienie w wielu przypadkach jest tym, co definiuje album. Chcieliśmy, by było masywnie, ciężko, ale też selektywnie. Dziś wiele produkcji jest zbyt „wygłaskana”, brzmi „plastikowo”. Gdy siedziałem z Arkiem „Maltą” Malczewskim nad miksem bębnów,  chcieliśmy uniknąć wszelkiej sztuczności w brzmieniu. Tak samo mikro-niestroje przy gitarach, jakieś delikatne nierówności, takie szczegóły, które normalnie byłyby usuwane, celowo zostawialiśmy, by płyta zabrzmiała jak najbardziej „ludzko”. Większość materiału z tej płyty gramy na żywo, więc nie chcieliśmy w studiu robić czegoś, czego na scenie nie będziemy technicznie w stanie powtórzyć. Teksty na „Manifesto” to domena Fen'a i biegną niejako dwutorowo. Z jednej strony masz wizję człowieka, który obserwuje otaczający świat, pełen konfliktów na tle rasowym, religijnym, politycznym...  Świat, w którym ideologie i systemy stworzone przez człowieka obracają się przeciwko niemu.  Z drugiej strony jest to emanacja siły, nasz manifest jako zespołu. O to jesteśmy i idziemy po swoje. 

Okładka to dzieło artysty Łukasza Radziszewskiego, który połączył nasze pomysły z własną interpretacją tekstów i muzyki. Myślę, że sprawdza się doskonale. Jest integralną częścią całości. Jest wyrazista, ostra, z przekazem.  Można by powiedzieć, że stanowi preambułę naszego Manifestu. 

L: Na szczególną uwagę zasługuje świetne brzmienie perkusji, które dodaje całemu materiałowi dużej mocy i tworzy gęstą atmosferę. Jak powstawało nowe brzmienie i co było inspiracją dla jego intensyfikacji? 

D: Dość ważne było to, że w momencie gdy wchodziliśmy do studia, pomysł na brzmienie jakie chciałem uzyskać, był już gotowy. Mocno, akustycznie, szorstko, bez niepotrzebnego upiększania. Malta szybko podłapał pomysł i wymienialiśmy się różnymi ideami: jakie naciągi użyjemy, jakich mikrofonów, ustawianie tych mikrofonów... Postanowiliśmy ukręcić jak najlepsze brzmienie na zestawie, zanim w ogóle zaczęliśmy nagrywać. Dzięki temu słyszymy prawdziwe bębny przy pracy, a nie komputerowe próbki. 

L: Zmieniła się też Wasza stylistyka – teraz gracie jak to określacie modern death metal, a wcześniej było u Was więcej black metalu. Czy była to naturalna ewolucja czy może postanowiliście przedefiniować swój styl pod wpływem chwili? Jak bardzo w Waszym odczuciu zmieniła się Wasza muzyka w stosunku do epki „Blizzard of the North”.

D: Była to stopniowa ewolucja. Wiesz, tak naprawdę tego typu łatki nie pasują do naszej muzyki, bo puryści by mogli się sprzeczać, że więcej jest elementów takiej, a nie innej odmiany metalu. Moim zdaniem ludzie niepotrzebnie próbują wszystko szufladkować. My łączymy ze sobą pomysły, które według nas stworzą ciekawą całość, a czy to bardziej pasuje w black metalu, czy death metalu czy czegokolwiek innego - to jest tak naprawdę podrzędna sprawa. Gramy muzykę ekstremalną. Powiedziałbym że „Manifesto” jest jednocześnie bardziej death metalową płytą niż „Blizzard...”, a z drugiej strony też bardziej „blackową”. Jest brutalniejsza, jest szybsza, jest bardziej przemyślana, co często cechuje death metal, ale ma też bardziej upiorny klimat, ma bogatsze instrumentarium, w tle grają trąby, smyki, wykorzystujemy sample, cyfrowo zniekształcane wokale - elementy, które częściej widuje się w black metalu. Wokal Fena też się zmienił, jest dużo bardziej „blackowy”. Ta płyta wyprzedziła w moim odczuciu „Blizzard of the North” w każdym możliwym kierunku. 

L: Ostatnio zaszła u Was zmiana na stanowisku basisty - Ghorakha bowiem zastąpił Svach. Co się stało z Ghorakhem i kim jest Svach? Jak wpłynęło to na zmianę brzmienia, a może wcale nie wpłynęło?

D: W pewnym momencie widać, że zespół zaczyna być czymś więcej niż hobby i sprawą pomiędzy studiami, wyjściem do pubu i spotkaniem z rodziną. W pewnym momencie, gdy przekroczysz jakiś pułap i chcesz się dalej rozwijać, zespół zaczyna być strasznie czasochłonnym „stworem”. Całkowicie naturalne jest, że czasami priorytety w życiu się zmieniają i tak też było w tym przypadku. Ghorakh uprzedził nas, że chce się wycofać i pomagał nam, gdy go potrzebowaliśmy, zanim znaleźliśmy zastępce. Z żadnej ze stron nie ma mowy o jakimś żalu, czy negatywnych odczuciach, świetnie się dogadujemy i za wszystko co wniósł do zespołu jesteśmy mu wdzięczni.  Svach był basistą jednego z supportujących nas zespołów na trasie Baptizing Europe in Blood w 2013, jak również koncertów „Live Manifesto” w 2014. Początkowo plan był taki, że udzielałby się u nas sesyjnie, byśmy mogli wywiązać się z planów koncertowych do momentu, gdy znajdziemy stałego zastępcę. Los jednak chciał, że sprawy potoczyły się inaczej i to Svach dołączył do stałego składu. 


L: Lada moment wyruszycie w dwie duże międzynarodowe trasy. Na początku skupmy się na pierwszej z nich, czyli na Rites Over Europe.  Z kim na niej zagracie, co to za zespoły i ile koncertów jest planowane?

D: Jest to europejska trasa brazylijskiego zespołu Unearthly, z którym mieliśmy przyjemność dzielić już scenę w 2013 roku w Polsce. Podczas tamtej trasy były zasiane pierwsze ziarna, by pojechać na wspólną europejską trasę i oto półtora roku później  - jedziemy.  Cała trasa trwa 31 koncertów, z czego 16 koncertów w  Polsce i Europie Zachodniej będziemy mieli przyjemność grać jako direct support.  

L: Po zaledwie dwudniowej przerwie, 16 marca rozpoczynacie jej dalszy ciąg, a mianowicie Tau World Tour. To samo pytanie: z kim zagracie, co to za zespoły i ile koncertów jest planowane?

D: Niestety o 2 dniach przerwy moglibyśmy tylko pomarzyć. 14 marca gramy ostatni koncert z Unearthly i 15 marca poświęcamy na podróż z południa Polski do Rumunii. Tym razem będziemy wspierać legendę black metalu – Negura Bunget. Trasa jest absolutnie ogromna i będzie z pewnością ogromnym wyzwaniem dla nas jako zespołu i ludzi. Odwiedzimy 16 krajów i zagramy około 50 koncertów. Szaleństwo. Tym bardziej, że przejedziemy od miejsc takich jak Rumunia, Serbia, Bośnia, przez Polskę, Czechy, po Francję, Hiszpanię, Wielką Brytanię. Będzie to też z pewnością świetna przygoda i szansa, by poznać wiele historycznych miejsc.  Jesteśmy najbardziej „stałym” supportem na tej trasie, a poza nami takim „regularnym” punktem na tej trasie będzie rumuński zespół Grimegod. Reszta supportów gra raczej regionalnie, jak np. w Polce zespół Lacrima. 


L: Po raz pierwszy będziecie uczestniczyli w tak dużym przedsięwzięciu koncertowym. Opowiedz jak doszło do współpracy z tymi grupami i do zorganizowania dwóch dużych tras?

D: Nasza znajomość z Unearthly sięga roku 2011, kiedy to w białostockim studiu HERTZ nagrywali swoją poprzednią płytę „ Flagellum Dei”. Muzycy z Brazylii pojawili się wtedy na naszym premierowym koncercie dla „Blizzard of the North”, który był jednocześnie moim pierwszym występem z NP. Od tamtego czasu jesteśmy w dobrym kontakcie i było to raczej nieuniknione, że pewnego dnia pojedziemy razem w trasę. Jak już mówiłem, najpierw odbyła się trasa „Baptizing Europe in Blood” w 2013 roku, gdzie graliśmy na wszystkich polskich koncertach. Ruszyliśmy w tą trasę miesiąc po opuszczeniu studia, gdy jeszcze trwały pracę nad miksem „Manifesto”.  Pokazaliśmy kilka wczesnych nagrań ze studia i które spodobały się muzykom Unearthly. Po kilku wspólnych występach zaczął się temat wspólnej międzynarodowej trasy. Plan zakładał, by zrobić to gdy oba zespoły wydadzą nowe albumy. Jak widać, plan udało się zrealizować i za 2 tygodnie od tego momentu, ruszymy wspólnie podbijać Europę (śmiech).

Co do trasy z Negura Bunget - absolutnie ukłon należy się szefowi wytwórni Folter Records. Joerg Schroeder wyszedł z propozycją do Negury Bunget, by wysłać nas jako support na zdecydowaną większość ich europejskiego tournée. Dla nas jest to ważny sygnał, że wytwórnia mocno wierzy w nas  i w materiał, który pod swoim szyldem wydała.

L: Na obu trasach będziecie promować materiał z „Manifesto”. Czy oprócz tego dla fanów przygotowujecie jakieś niespodzianki – starszy materiał, a może zupełnie nowy, który jeszcze nie został wydany?

D: Playlista jest dość długa, ponieważ na obie trasy mamy około 40-minutowe sety. Przy 3 miesiącach i ponad 65 koncertach, granie tych samych utworów byłoby dość monotonne, dlatego przygotowaliśmy kilka kawałków, które słuchaczom zza granicy będą zupełnie obce, ponieważ nie były wydane. Będziemy też czasami wymieniać niektóre utwory z obu wydawnictw. W zanadrzu są też 2 covery. Łącznie mamy ponad godzinę muzyki, co daje pewną plastyczność przy układaniu 40-minutowego występu.

L: Obie trasy zamkną się w czasie niemal czterech miesięcy, to mnóstwo czasu. Czy związku z tym planujecie realizację wydawnictwa koncertowego, filmu dokumentującego koncert lub wybrane koncerty? 

D: Jeżeli odliczymy 2 dni lutego, to tak naprawdę są to 3 miesiące. Tak, zaplanowaliśmy coś szczególnego z okazji tej trasy. Pomysł już jest w trakcie realizacji i będzie pewnego rodzaju podsumowaniem naszej dotychczasowej działalności. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale będzie to materiał warty sprawdzenia. 

L: Jakieś obawy przed taką trasą, czy może jesteście pełni energii do działania i odsuwacie na bok wszelkie czarne myśli?

D: Przygotowania trwały od dłuższego czasu. Osoba grająca sporadyczne koncerty w swoim regionie, czy nawet krajowe trasy, nie spodziewa się, jak dużo rzeczy trzeba „ogarnąć” przed tak potężną wyprawą. Zapoznawanie się z przepisami obowiązujących we wszystkich krajach, ogarnięcie logistyki... Jest dużo problemów i spraw, które na poziomie trasy w jednym kraju nie mają znaczenia i dopiero przy tej skali przedsięwzięcia stają się naprawdę istotne. Wydaje się, że wszystko będzie zapięte na ostatni guzik w momencie wyjazdu, więc  staramy się zachować zimną krew.

L: Jakie macie plany po zakończeniu trasy? Dłuższy urlop, czy może idąc za ciosem już przygotowujecie trzecią część i zamierzacie wybrać się do Stanów?

D: Nie ma takiej opcji, byśmy odpuścili. Obecnie plan wygląda tak, że po powrocie dajemy sobie chwilkę oddechu, ale jeszcze w czerwcu ogłosimy jesienne plany koncertowe. Latem mamy kilka festiwali i koncertów do zagrania. W międzyczasie będziemy pracować nad nową muzyką.

L: Macie już jakiś nowy materiał? Jeśli tak, kiedy można się spodziewać drugiej płyty? Jeśli nie, czy macie już jakieś pomysły, co miałoby się znaleźć/w którą stronę byście chcieli pójść na kolejnym krążku?

D: Są pojedyncze pomysły, jeden – dwa „utwory”, które są tylko szkieletem, na którym będziemy bazować podczas późniejszej pracy nad materiałem. Temat kolejnej płyty został już poruszony w zespole, jest w miarę spójna wizja tego, w jakim kierunku chcemy iść.  Niewątpliwym wyzwaniem jest to, żeby pod kątem muzycznym, pod kątem brzmienia i produkcji, była to płyta lepsza niż „Manifesto”. Poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko. Druga płyta będzie inna, koncepcja tego, jaki efekt byśmy chcieli uzyskać już się wyklarowała. Z pewnością nie pokusimy się o „Manifesto 2”. Każde kolejne wydawnictwo ma mieć swój charakter i to jest niekwestionowany cel. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że nowy album pojawi się nie wcześniej niż wiosną 2016, możliwe, że później. 

L: Kończąc: Czego Wam życzyć i co chcecie dodać od siebie?

D: Owocnych podbojów. Wytrwałości. Dzięki Lupus za wsparcie i wywiad, a czytelników zapraszamy na koncerty.

L: I tego Wam życzę. Dzięki za wywiad i być może do zobaczenia na trasie! Trzymajcie się!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza