wtorek, 9 marca 2021

Weekend Węgierski: Thy Catafalque (17): Erdgeist SP (2021)


Pod koniec zeszłego roku przyjrzeliśmy się specjalnej epce zatytułowanej "Zápor", która towarzyszyła pełnemu wydaniu płyt węgierskiej formacji Thy Catafalque, a w tym, choć Tamas Katai nie wypuścił jeszcze kolejnego, pełnego albumu, to wraz z reedycjami dwóch pierwszych albumów oraz nowego wydania Darklight i jedynego albumu tego projektu "Theatrum October", postanowił wypuścić mały bonus - nową wersję "Erdgeist', pierwszego utworu jaki powstał pod szyldem Thy Catafalque, jeszcze w 1998 roku. Znalazł się on później na "Sublunar Tragedies", a my w siedemnastej odsłonie Weekendu Węgierskiego poświęconemu twórczości Thy Catafalque i projektów powiązanych, przyjrzymy i przysłuchamy, właśnie tej najnowszej wersji. Co się zmieniło? Co wnosi ona do światów Tamasa Katai?

 

Najnowsza wersja "Erdgeist" to utwór, który Tamas Katai udostępnia wyłącznie w wersji cyfrowej, choć towarzyszy ona reedycjom (wraz z nowymi grafikami okładkowymi) debiutanckiego "Sublunary Tragedies" (o którym pisaliśmy tutaj), następującego po nim "Microcosmos" (o którym pisaliśmy tutaj) oraz dotychczas będącego prawdziwym białym krukiem jednopłytowego, niesamowitego projektu Darklight "Theatrum October" (o którym pisaliśmy tutaj). "Duchowi Ziemi" towarzyszy także osobna grafika okładkowa, którym jest zdjęcie góry, najprawdopodobniej wulkanu. Jego czubek zdaje się być spowity chmurami, ale i tak wygląda on(a) majestatycznie, niemal tak, jakby zaraz miała nastąpić erupcja. Ta, istotnie następuje, choć w tym wypadku jest ona wyłącznie dźwiękowa. Zaskakujące jest to, że na zdjęciu mimo zamknięcia go w czarnej antyramie, nie ma ani tytułu, ani nazwy Thy Catafalque, co doskonale podkreśla ów majestat, ale też wygląda bardzo ascetycznie i estetycznie jednocześnie. Samo zdjęcie jest tak genialne, że chciałbym je mieć w dużym formacie na ścianie mojego pokoju, bo efekt jest naprawdę porażający.

Nowy "Erdgeist" jest krótszy od wersji, która znalazła się na "Sublunary Tragedies" o dwie minuty i sześć sekund, co wcale nie oznacza, że jest przez to mniej ciekawy. Tak jak sugerowałem przy okazji recenzji pierwszej płyty Thy Catafalque w lepszym i pełniejszym brzmieniu numer ten może tylko zyskać i tak się też stało. Tamas pominął w niej wietrzne klawisze z początku i od razu rzuca nas w sam środek blackowej zawieruchy. Jest potężnie, szybko, a ciężkie, uwydatnione brzmienie kapitalnie oddaje ogrom okładki i monumetalizm kompozycji. Ściany gitarowych riffów są wyraźniejsze, a klawisze uzupełniające tło bardziej przestrzenne. Nie zmienił się praktycznie tylko szorstki, gardłowy growl i ogólny ciężar numeru, który przez nowe brzmienie zyskuje również w inną stronę - bliżej tutaj bowiem do nowszych albumów Thy Catafalque czy do produkcji znanej z twórczości Ihsahn. Jest to wersja bardzo udana i tylko szkoda, że jest to tylko jeden numer, bo chciałoby się jednak takich czystszych, wyraźniejszych i lekko zmienionych wersji usłyszeć więcej, nawet jeśli nie jestem zwolennikiem takich zmian czy ponownych nagrań starszych utworów.

Singiel ten nie zmienia status quo światów Tamasa Katai, ale stanowi współczesny łącznik między początkami Thy Catafalque, a miejscem, gdzie obecnie znajduje się ten węgierski projekt. Zmiany podobnie jak te w przypadku "Wystawy Znikającego Czasu" na epce "Zápor" są tak naprawdę minimalne i polegają głównie na skróceniu długości, poprawieniu jakości brzmienia, ale nie są całkowitą rekonstrukcją aranżacyjną. To wciąż utwór fantastyczny, może nawet z racji sterylności, doskonalszy i bardziej przystępny dla potencjalnego słuchacza, choć zdecydowanie bym wolał, by Thy Catafalque mnie zaskakiwał rozwojem i pomysłami, jak ma to miejsce na każdym albumie projektu czy osobnych wydawnictwach Tamasa, a nie nowymi wersjami starszych utworów, które praktycznie niczym się nie różnią od oryginałów. Chętnie bym też usłyszał jakąś wersję koncertową, zwłaszcza taką, która by odbiegała od wersji studyjnej, rozbudowaniem, szaleństwem i radością fanów znajdujących się na widowni, choć wiem, że w wypadku Thy Catafalque prawdopodobnie nigdy się koncertowych wersji nie doczekamy. Wreszcie, to kolejny po "Zápor" miły suplement, który fajnie uzupełnia dotychczasową dyskografię Thy Catafalque i w intrygujący sposób łączy ze sobą wszystkie okresy i projekty poboczne tej w znacznej mierze jednoosobowej formacji w jedną niezwykłą i dość spójną całość. Sprawdźcie sami... Ocena: Bez oceny

 

Tamas Katai jak zawsze spieszy z wyjaśnieniami i dokładnymi informacjami odnośnie konceptu i grafiki (tutaj oryginał): 

Buachaille Etive Mòr (co oznacza „wielki pasterz Etive”) to góra na czele Glen Etive w szkockich Highlands. Jego prawie idealna piramidalna forma, widziana z drogi A82 podczas podróży w kierunku Glen Coe, sprawia, że jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych gór w Szkocji. 

Buachaille Etive Mòr ma postać grzbietu o długości prawie pięciu mil (8 km), prawie całkowicie otoczonego przez rzekę Etive i jej dopływy. Grzbiet składa się z czterech głównych wierzchołków: od północnego wschodu do południowego zachodu są to Stob Dearg (1022 m), Stob na Doire (1011 m), Stob Coire Altruim (941 m) i Stob na Bròige (956 m).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza