piątek, 13 września 2019

Ghost - Seven Inches Of Satanic Panic EP (2019)


Papa Emeritus Zero, znany także jako Papa Nihil wspomina jak to drzewiej bywało...

... ale po kolei. 12 września pojawił się nowy utwór szwedzkiego Ghost, który zapowiedział wypuszczenie nowego wydawnictwa, jednakże nie piątej pełnej płyty, a nowej epki pomiędzy. Tym razem na siedmocalowym winylu ukazującym się dzień później (także na platformach streamingowych) znalazły się dwie premierowe kompozycje, które kontynuują popową stylistykę z poprzednika, czyli krążka "Prequelle". Nowością jest jednak nie tylko to, że tym razem nie ma na nim żadnych coverów, ale także kolejny element układanki w postaci "sięgnięcia do archiwów" grupy. W roli wokalisty tym razem występuje bowiem nie Cardinal Copia, a "odmłodzony" Papa Nihil wspominający końcówkę lat 60tych i jeden z koncertów podczas którego zagrali między innymi kawałek "Kiss The Go-Goat". Nawet okładka wyraźnie nawiązuje do tamtych czasów użyciem barw, psychodeliczną otoczką i w pewnym sensie do pierwszej płyty grupy, wtedy jeszcze owianą tajemnicą.


Na pierwszy ogień wpada świetny, bardzo chwytliwy, wspomniany już "Kiss The Go-Goat" oparty na pogłosach, klawiszach, melodyjnych gitarach i dość szybkim, tanecznym tempie. Młodszy Papa Nihil z włosami opadającymi na oczy wygląda i brzmi niemal jak Ozzy Osbourne, a sam utwór mógłby znaleźć się w repertuarze wczesnego Black Sabbath na chwilę przed pójściem w cięższe granie i nagranie debiutanckiego albumu. A skoro mamy końcówkę lat 60tych to wprawne oko wyraźnie zaobserwuje w teledysku nawiązania do "Rosemary's Baby" Polańskiego czy nazwę grupy Spooky Tooth (sam wygląd Papy Nihila także może być tu inspirowany aparycją Mike'a Harrisona). Do tego to wszystko zostało podlane trochę ejtisową atmosferą znaną już z "Prequelle", ale jednocześnie bliżej tu do "Opus Eponymus", czyli pierwszego albumu szwedzkiej formacji. Drugi numer, "Mary On The Cross" jest równie udany i równie skoczny, choć zdecydowanie lżejszy, bardziej balladowy. Ponownie ważne są tu klawisze i świetna melodyka, która znów potrafi porwać w tany i dla mnie jest nawet jeszcze ciekawszy i jeszcze bliższy pierwszej płycie. Szczerze nie obraziłbym się gdyby w takim klimacie była utrzymana cała nadchodząca pełna płyta i do tego też opatrzona informacją, że to wcale nie są nowe nagrania, tylko pochodzą z archiwów grupy - a nóż mają gdzieś w przepastnych szafach staromodny hard/doom/stoner rock oparty na Black Sabbath albo soczysty heavy metal bliski Mercyful Fate czy King Diamonda?

Ocena: Pełnia
Popowa ścieżka obrana na "Prequelle" wyraźnie jest tutaj kontynuowana, choć Ci, których ów rozczarował i pozostawił w niedosycie z zaledwie paroma dobrymi kawałkami odzyskają zainteresowanie Ghost. Dwa nowe numery być może nie zwiastują tego, co znajdzie się na ich nadchodzącym pełnym albumie, ale napełnia charakterystyczną dla lat 60tych psychodelą i autentyczną radochą, której trochę brakowało na"Prequelle". Ta epka, a właściwie osobny singiel (jak go opisuje grupa), to tylko niecałe siedem i pół minuty muzyki utrzymanej w charakterystycznej stylistyce formacji, ale za to wprawiające w dobry nastrój i stanowiące taką kwintesencję tego, czym jest Ghost. Szkoda tylko, że to tylko dwa numery. Mimo to także wydawnictwo w sam raz na piąteczek i na dobrą imprezę gdzie nie brakuje osób z groteskowym i wisielczym poczuciem humoru jakie przecież reprezentuje grupa nie od dziś i nie od wczoraj.

Całość również na oficjalnym youtubie grupy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza