niedziela, 4 listopada 2018

R13/173: Carnage, Wredrock, PNX (3.11.2018, Drugi Dom, Gdynia)


Czasu powrotów do przeszłości ciąg dalszy i to niemal dosłownie. W pierwszy sobotni wieczór listopada odbył się kolejny koncert organizowany przez Roadhog Booking i jednocześnie będący pierwszym związanym z trasą koncertową gdyńskiej grupy Carnage, która zaprezentowała się w odświeżonej formule. Dodatkowo w gdyńskim Drugim Domu po dziesięciu latach wróciła i swój pierwszy koncert po długiej przerwie zagrała znana i lubiana trójmiejska formacja Wredrock oraz zaprezentował się stołeczny zespół PNX...


PNX
Z lekką obsuwą na scenę wskoczył jako pierwszy warszawski zespół PNX, który zagrał kilka własnych kompozycji oraz wybór coverów, w tym "Ace of Spades" Motӧrhead czy "Nóż" Illusion. Autorskie kompozycje oparte były w znacznej mierze o hard rock, choć tu i ówdzie przebijał się też punk rock, zwłaszcza ten ze szkoły polskiej końcówki lat 80tych. Słychać to było także w abstrakcyjnych, moim zdaniem trochę niesmacznych, tekstach mogącymi kojarzyć się z grupą WC, której numery wykorzystano w filmie "Wszystko, co kocham". Najbardziej interesująco prezentował się gitarzysta i wokalista grupy, i wcale nie dlatego, że występował z nagim torsem, a z racji kapelusza, który kojarzył mi się ze Steviem Rayem Vaughanem. Po przyjemnej, ale niezbyt odkrywczej rozgrzewce w klubie zaczęło pojawiać się więcej osób, aż w końcu na scenę wskoczyli panowie z Wredrock. 

Pamiętam tę grupę przez mgłę, ale słyszałem ich na żywo 12 listopada 2006 roku w gdyńskim Uchu kiedy grali przed Comą kiedy ta grała trasę promującą album "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków". Wiem też jakim statusem cieszyła się ta formacja i jeszcze długo po rozwiązaniu w 2008 roku wiele osób z trójmiejskiego środowiska muzycznego wspominało tę grupę ze sporym rozrzewnieniem. Krzyśka Wredre miałem okazję poznać jakoś w 2009/10 roku kiedy jeszcze nie zajmując się prowadzeniem LU sam próbowałem sił w stworzeniu zespołu, a Wredre przyszedł na dwie albo trzy próby próbując z nami do naszych wypocin. Naturalnie nic z tego nie wyszło, choć do dziś mam jedną nagrywkę, którą Krzysiek nagrał jako sugestię w jakim kierunku powinien pójść jeden z naszych numerów. Tymczasem mijały lata, a o Wredrocku było coraz ciszej, a w ostatnich dwóch latach dochodziły mnie słuchy, że grupa zamierza wrócić.  Tak się też stało i Wredrock zagrał w niemal niezmienionym składzie, bo oprócz nowego drugiego gitarzysty, skład pozostał ten sam, co dawniej. Grupa Krzyśka Wredre, który poza krótszymi włosami, nic się nie zmienił zagrała garść autorskich kompozycji, w tym także jeden zupełnie nowy utwór, oraz kilka coverów, w tym "Nie tylko dla Ciebie" Comy. Nie ulega wątpliwości, że Wredrock zaprezentował się znakomicie, energetycznie i słychać było, że znają się na rzeczy, a niektórzy mogli się poczuć zupełnie tak jak to kiedyś bywało w gdyńskim Uchu czy w Anawie (późniejszy, również już nieistniejący, klub Rockz).

Wredrock
Na koniec zagrała tak zwana gwiazda wieczoru, która zebrała najliczniejszą publiczność, bo na nich w Drugim Domu było już gęsto. Carnage, bo o nich mowa, to grupa z dziesięcioletnim stażem, niestrudzenie dowodzona przez Borka, również twórcę Roadhog Booking, mająca za sobą wiele koncertów, w tym także występ na jednym z moich LupusFestów do których być może kiedyś uda się jeszcze wrócić. W odświeżonym składzie Carnage zabrał się bez ceregieli do pracy nad nowym wizerunkiem zespołu czego efektem jest zarówno nowy utwór i teledysk "Divet to Hell" jak i trasa, którą zaczęli panowie właśnie w Drugim Domu. Seria autorskich, mocno przerobionych i przebudowanych kawałków, razem ze wspomnianym "Dive to Hell" pokazała, że Carnage naprawdę stał się zupełnie inną grupą. Solidne brzmienie z mocno wysuniętą na przód rolą basu i szaloną perkusją, okraszone równie mocnymi partiami gitar obok łatwo wyczuwalnych inspiracji (Pantera, Suicidial Tendencies, Sepultura czy wczesny Soulfly) porządnie rozkręciło imprezę. Naturalnie, nie jest to granie odkrywcze czy wielce wybitne, ale z całą pewnością grane z wyczuciem, energią i sporym zaangażowaniem, które z większą ilością nowych kawałków dorównujących jakością nowemu singlowi zrobi jeszcze lepsze wrażenie, bo ten koncert u wielu zapewne tylko wzbudził apetyt na więcej soczystego groove'u na jaki stawiają panowie z Carnage.

Carnage
Wszystkie trzy zespoły zagrały bardzo udane występy prezentując zbliżone do siebie gitarowe granie, stopniując jednak napięcie. PNX jako rozgrzewka wypadł ciekawie, choć jak wspomniałem teksty oceniam jako dość żenujące i kompletnie nieśmieszne. Wredrock wracając do gry dał koncert solidny i w porządnym, przypominającym trochę licealno-studenckie czasy stylu, a żaden (oprócz nowego drugiego gitarzysty) studentem już raczej nie jest. Carnage z nieco śmieszkowatego alkoholowego zespołu wreszcie pokazał pazury ostro biorąc się do roboty i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Wreszcie, na poważnie można się też zastanowić nad faktem, że jest jeszcze szansa na rozruszanie trójmiejskiego środowiska muzycznego, które w ciągu ostatnich kilku lat mocno się przerzedziło i ucichło, a był przecież moment kiedy w koncertach lokalnych grup można było przebierać.

Zdjęcia własne, więcej zdjęć na naszym facebooku
(Na plakacie przy gdyńskiej dacie jest 2 listopada, jednakże jest to błąd w druku).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza