Dryfując na krze pośród najintensywniejszej śnieżycy...
Gdański Diatom wraca z drugim albumem studyjnym, ale tym razem zrealizowanym w całości w języku angielskim i nie jest to żadne nagranie poprzednika w innej wersji językowej, a całkowicie nowy, premierowy materiał. Przypomnę, iż Diatom to gdańska formacja poruszająca się w stylistyce post metalu, alt rocka oraz klimatów okołoprogresywnych Zespół powstał w 2018 roku jako trio instrumentalne, debiutując rok później wydawnictwem „Diatom”. Od 2021 roku skład współtworzy wokalista Michał Kulniew. Debiutowali albumem „Sól” z 2022 roku, wydanym nakładem Lynx Music. W cztery lata od debiutu, Diatom powraca z albumem zatytułowanym „Low Light”, który miał swoją premierę trochę nietypowo, bo w niedzielę 26 marca. Grupa dwukrotnie pojawiła się w Ostrowie Wielkopolskim na patronackim Ostrów Rock Festival, najpierw w 2024 roku w Strefie Promo, a następnie rok później jako gwiazda festiwalu. Ponadto mieliśmy przyjemność patronować ich występowi w ramach Skowyt Fest.
Jak sami piszą o najnowszym wydawnictwie jest to melancholijna, poetycka płyta, na której pojawia się wiele różnych wątków, takich jak utracona miłość, fanatyzm, poświęcenie czy wizja końca świata. Nowy album według słow zespołu stanowi odejście od dotychczasowych struktur progresywnych w stronę kompozycji łączących rockową melodykę z elementami muzyki metalowej. Na płycie „Low Light” rozbudowane aranżacje instrumentalne kontrastują z sekcjami o dużym ciężarze dźwiękowym, tworząc przestrzeń dla różnorodnych form wyrazu. Całość materiału powstała w pełnej swobodzie twórczej, co pozwoliło grupie na opracowanie najbardziej rozbudowanych utworów w ich dotychczasowej dyskografii.
Płytę zamknięto w dziewięciu kompozycjach o łącznym czasie niespełna trzech kwadransów, a konkretnie czterdziestu dwóch minut i czterech sekund. Na okładce znalazło się robiące niesamowite wrażenie zdjęcie wykonane przez Jakuba Kolana, gitarzystę grupy, które przedstawia zamglone niebo i lodowe masy (czyżby torosy?). Znakomicie łączy się to z nieco chłodną, wietrzną, śnieżną atmosferą drugiej płyty grupy, niemal zupełnie różnej od gęstego, ciężkiego debiutu.
Zaczynamy od "Silver" w którym panowie najpierw kapitalnie usypiają czujność czymś w rodzaju uwertury, bo kinematyczny utwór zdaje się klimatem być wyrwany z twórczości Vangelisa przywołuje ścieżkę dźwiękową z "Blade Runnera" czy muzykę z "Interstellara" Hansa Zimmera albo przypomina stylizowane na lata 80te retrowave'y Carpentera Bruta. Po nim wchodzi z kolei ostrzejszy i cięższy, pulsujący "For Mercy". Na pierwszy plan wysuwa się perkusja Sokołowskiego, a gitary i syntezatory uzupełniają całość. Tu także zwraca uwagę na siebie niesamowity klimat - jest mroźno, pozornie powolnie, ale jednocześnie marszowo i gęsto. Nieznacznie mocniej zwalniamy w kolejnym świetnym numerze, mocniej opartym na pulsie basu, numerze zatytułowanym "Until", który może wręcz kojarzyć się z Massive Attack podlanym sosem w stylu przywodzącą na myśl lata 80te, twórczość Davida Bowiego, czy gotyk w estetyce Bauhaus. Panowie umieją zaskakiwać, bo kolejny noszący tytuł "Below" może z kolei skojarzyć się z początku trochę z Muse (wysokie wokale Kulniewa), ale wszystko również zostało nagrane w nieco chłodniejszej formie. Tu również ważna jest pulsacja i niesamowita atmosfera.
Filmowy klimat wraca w "Everlasting", który wyłania się syntezatorowo-orkiestrowym, nieco orientalnym motywem, by następnie fantastycznie rozwinąć się o perkusyjny bit i gitarowe riffy. Tu znów dużą rolę odgrywa pulsacja, sprawiająca wrażenie jakbyśmy przedzierali się z coraz mocniej bijącym sercem przez szalejącą wokół śnieżycę (przez którą zresztą przebijają się muzycy na zdjęciach dołączonych do książeczki). W "Riverbeds" zwalniamy na początek znacznie bardziej aniżeli na całym albumie, ale atmosfera stopniowo narasta, gęstnieje i staje się wręcz duszna. Doomowe tempo, powolne riffy, sunąca perkusja i znakomity wokal Kulniewa, robią ogromne wrażenie. Do kompletu niemal black metalowy finał. Po prostu petarda. W "Met", panowie ponownie serwują duszną, powolną, ale narastającą, pulsującą formę. Świetny jest też przedostatni "The Northern Veil" gdzie panowie znów doskonale bawią się chłodną atmosferą, jakby gotyckimi, dusznymi klimatami rodem z twórczości Bauhaus, The Cure czy nawet Katatonii. Na koniec pojawia się zaś równie udany, bodaj najbardziej niepokojący z całej płyty "From Here". Powolny, sunący gitarowy numer z przejmującym wokalem Kulniewa dosłownie wywołuje ciarki na plecach. Wrażenie to intensyfikuje się, gdy panowie przełamują całość cięższym rozbudowaniem riffu i perkusją o zdecydowanie doomowym charakterze, by następnie znów wrócić, do delikatnego, smutnego i niespiesznego motywu tym razem wygrywanego na klawiszach i nim, z lekkim niedopowiedzeniem zakończyć krążek.
Z początku miałem trochę żal, że panowie zrezygnowali z języka polskiego, ale szybko idzie się przyzwyczaić do angielskojęzycznego oblicza Diatomu. Podobnie jak w przypadku ich debiutu, drugi album nie należy do tych płyt, które wchodzą gładko i przyjemnie za pierwszym odsłuchem. Zdecydowanie jest to wydawnictwo, któremu trzeba poświęcić trochę skupienia i czasu, bo całość dojrzewa wraz z kolejnymi odtworzeniami. Nadal jest mocarnie i gęsto choć już nie tak ciężko czy intensywnie jak na "Soli". Nowa płyta jest oczywiście nadal gęsta, ciężka i intensywna, o ile jednak "Sól" była wykrzyczana prosto z trzewi, o tyle "Low Light" niemal zdaje się niespiesznie płynąć, porażać rezygnacją, smutkiem i bólem. Diatom jest grupą, którą naprawdę ciężko sklasyfikować i przyporządkować do jednej stylistyki, bo choć nadal jest to granie rozpięte między szeroko pojętą progresywą, to na "Low Light" podobnie jak na "Soli" Gdańszczanie sprawnie mieszają inne naleciałości. "Low Light" to bowiem nagranie bardzo sprawne, bardzo równe, wyróżniające się klimatem oraz podejściem i z pewnością jeden z najważniejszych tegorocznych polskich albumów. Panowie swoim drugim albumem udowodniają, że mają na siebie pomysł i warto się nimi zainteresować, bo w podobnym graniu są jednymi z nielicznych w Polsce zespołów, które mają coś do powiedzenia.
![]() |
| Ocena: Pełnia |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz