niedziela, 9 sierpnia 2026

R213: Ostrów Rock Festival'26 (25-26.07.2026, Zalew Piaski Szczygliczka, Ostrów Wielkopolski) Wydarzena towarzyszące i podsumowanie


 

Ostrów Rock Festival nad Zalewem Piaski Szczygliczka w Ostrowie Wielkopolskim to nie tylko spotkania z muzyką, czy to na Dużej, czy to na Małej Scenie. To również spotkania ze sztuką, literaturą, a także z urbexem ekstremalnym jak na tegorocznej edycji patronackiego festiwalu. W tym roku można było oglądać prace Marty Hołdernej w ramach wystawy zatytułowanej "Skin Sound", a jeden z wystawców, Krystian Machnik, twórca projektu Napromieniowani.pl miał w namiocie Małej Sceny krótką prelekcję o swojej książce, pasji i podróżach do strefy wykluczenia w Czarnobylu. Relacje z tegorocznej edycji Ostrów Rock Festival podzieliłem tym razem na pięć odsłon - dwie z Dużej Sceny, dwie z Małej Sceny i jedną dotyczącą wydarzeń towarzyszących. Dziś przyszedł czas na tę ostatnią - sprawdźmy zatem jak było, a na koniec dorzucam ogólne podsumowanie tegorocznej, szóstej edycji Ostrów Rock Festival.

 

1. Wystawa prac Marty Hołdernej "Skin Sound"

Jak co roku w drugim namiocie festiwalowym można oglądać różnego rodzaju sztukę - obrazy, artystyczne okładki płyt czy zdjęcia. Tym razem zaproszono Martę Hołderną, która pokazała swoje prace zatytułowane "Skin Sound". Przypomnijmy opis wystawy jaki podano przy jej ogłoszeniu: (...) to wystawa grafik stworzona specjalnie na potrzeby Ostrów Rock Festival. Prace powstają jako połączenie wydruków z ręczną ingerencją: tuszem, farbą i różnymi mediami. Część grafik jest precyzyjna i linearna, inne pozostają bardziej surowe, zabrudzone gestem i przypadkiem. To obrazy budowane warstwowo - gdzieś pomiędzy ilustracją, obiektem i szkicem pod tatuaż.

Skądinąd intrygujące grafiki można było oglądać przez oba dni festiwalowe, ale nie jestem pewien czy cieszyły się zainteresowaniem. Nie jestem pewien, kto właściwie miałby być ich odbiorcą i co właściwie artystka chciała nimi przekazać. Jeśli mam być szczery, dla mnie były one po prostu brzydkie, nawet jeśli interesujące. Nie byłem jednak zdecydowanie grupą docelową, bo jeśli miałbym decydować się na tatuaż z pewnością nie zdecydowałbym się na wzory proponowane przez Martę Hołderną, ale prawda jest też taka, że nigdy nie zdecyduję się na jakikolwiek tatuaż, bo kompletnie mnie to nie kręci. Lubię swoje ciało i swoją skórę takim jakim jest i taką jaką jest, nie potrzebuję na niej takich upiększeń. Mam też zupełnie inne poczucie estetyki jeśli chodzi o grafiki czy sztukę jako taką, ale ocenę jakości pozostawiam tym, którym mogły się one podobać bardziej. Mi niestety tak średnio.

Nie jestem też pewien, czy wystawa Marty Hołdernej została też należycie potraktowana. Nie zauważyłem żeby jej prace były właściwie oznakowane, czy choćby raz wspomniane z którejkolwiek ze Scen festiwalowych. Stały samotnie z boku i z tego co widziałem, to raczej nie wzbudzały entuzjazmu, zainteresowania, ani zażyłych rozmów na temat formy, tematyki i użytych technik. Nie było też jak sądzę jakiegokolwiek wstępu do niej czy ceremonii odsłonięcia czyli wernisażu. Nie zauważyłem też nigdzie autorki prac, a przynajmniej w momencie kiedy im się przyglądałem nikt, kto mógłby być Martą Hołderną, do mnie nie podszedł i nie zapytał co sądzę o grafikach, nie przedstawił jako autorka prac i nie porozmawiał na ich temat, tak jak zdarzyło mi się porozmawiać dwa lata temu z Natalią Śmiechowicz, autorką nietuzinkowych okładek płytowych. Szkoda.

2. Spotkanie z Patrykiem Machnikiem, twórcą projektu Napromieniowani.pl 

O ile w poprzednich latach można było na terenie festiwalowym spotkać autorów książek o różnej tematyce na przykład literatury kryminalnej, o tyle w tym roku zdecydowano się bardzo ciekawy i nietypowy krok, bo zaproszono blogera, podróżnika i społecznika, Patryka Machnika, twórcę projektu Napromieniowani.pl, autora książek, organizatora wypraw do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia oraz człowieka, który od lat dokumentuje jej historię i pomaga mieszkańcom wciąż żyjącym na terenach dotkniętych katastrofą. Krystian Machnik odwiedził Czarnobyl ponad sto razy, prowadzi działania edukacyjne, organizuje pomoc humanitarną dla tzw. samosiołów - ludzi, którzy po katastrofie wrócili do swoich domów - i jest jednym z największych polskich autorytetów w tematyce Strefy Wykluczenia.

Przez dwa dni festiwalowe można było spotkać Patryka Machnika przy jego punkcie wystawienniczym,  a na drugi dzień festiwalu przewidziano z nim krótkie spotkanie w namiocie Małej Sceny. Początkowo planowane na sam początek niedzieli, jeszcze przed występem łódzkiego Let See Thin, na całe szczęście zostało przeniesione na późniejsze wieczorne godziny, między występ Swallow the Sun, a Tiamat, kończąc tym samym definitywnie wydarzenia na Małej Scenie. Przeniesienie spotkania z Patrykiem Machnikiem z godzin popołudniowych na wieczorne z całą pewnością przełożyło się na większe zainteresowanie i większą ilość słuchaczy niezwykle interesujących opowieści ze strefy wykluczenia w Czarnobylu. Autor książki "Ostatni ludzie Czarnobyla", którą można było nabyć na jego stanowisku, również z autografem, opowiadał nie tylko o szczegółach jego pasji, ale także fascynujące, często śmieszne i straszne, ale przede wszystkim jednak smutne i gorzkie historie związane z jego wyprawami do miasta Prypeć i okolic Czarnobyla, gdzie w 1986 roku doszło do stopienia reaktora, który przyczynił się do katastrofy elektrowni jądrowej. 

Dla wielbicieli takiej tematyki, urbexu, w tym wypadku także ekstremalnego, czy nawet tych, którym podobał się miniserial "Czarnobyl" z całą pewnością było to spotkanie niezwykle interesujące. Z kolei dla tych, którzy taką tematyką się nie interesują, mogło okazać się równie ciekawe i poszerzające horyzont, spojrzenie oraz zainteresowanie tematem. Mój przyjaciel Drzewiec z kolei żałował, że nie wziął swojego egzemplarza "Ostatnich ludzi Czarnobyla" z domu w Gdyni do podpisu, bo umknęło mu, że Patryk Machnik pojawi się na festiwalu.

Redaktor Lupus pozdrawia z parowozu wąskotorowego Las47 (fot. Drzewiec, 26.07.2026)

3. Podsumowanie szóstej edycji Ostrów Rock Festival

Częściowo starałem się podsumować tegoroczną edycję patronackiego festiwalu w Ostrowie Wielkopolskim już przy okazji relacji z Dużej i Małej Sceny, ale pewne rzeczy trzeba powtórzyć jeszcze raz, a inne dodać. 

Szóstą edycję festiwalu z całą pewnością należy uznać za bardzo udaną. Widać w niej ogrom pracy organizatorów, pasję i serducho wkładane w to, aby Ostrów Rock Festival się rozwijał i stawał się jeszcze ciekawszym miejscem spotkań wielbicieli rocka i metalu pod różną postacią. Każdy zespół, nawet te z Małej Sceny, miały zapewnione dobre nagłośnienie i nikt nie był traktowany po macoszemu. Każdy zespół był bardzo dobrze oświetlony i choć był moment, że mój aparat się trochę pogubił, to była to wyłącznie kwestia techniczna po stronie mojego sprzętu. Każdy zespół dał z siebie wszystko, co najlepsze (tak, podkreślmy to raz jeszcze: Tiamat też!) i każdy zagrał solidne koncerty. Nie sądzę, żeby ktokolwiek wyszedł z festiwalu w tym roku niezadowolony, a nawet jeśli był ktoś taki, to raczej były to jednostki. Bardzo podobało mi się też to, jak zostały ze sobą zestawione poszczególne występy - przenikały, łączyły i uzupełniały, pozwalały na oddech, ale też dociążały wzajemnie jeśli taka była potrzeba. Nikt nie odstawał poziomem, ani umiejętnościami (także jak sądzę najmłodsi w tym całym zestawieniu czyli Merdu). Kolejna sprawa to punktualność. W tym roku nie było prawie w ogóle odczuwalnych obsuw i nawet przy minimalnych korektach wszystko odbywało się jak w zegarku. Brawa! Nawet przy minimalnych niedociągnięciach w rodzaju nie włączonego mikrofonu Noy Gruman na samym początku występu Scardust, rzadko kiedy można powiedzieć, że było naprawdę dobrze i solidnie. Sama Noa szybko się zorientowała i pokazała palcem na swój mikser, a sama z sytuacji wybrnęła szerokim uśmiechem, a nie przerwaniem występu czy widocznym obruszeniem. Zdarza się, a to moi mili nazywa: profesjonalizm i szacunek do publiczności.

Wraz z rozwojem idzie też zaufanie do publiczności, bo już w niedzielę poznaliśmy czterech artystów Dużej Sceny przyszłorocznej edycji Ostrów Rock Festival - Sólstafir, Lazuli, The 69 Eyes i bydgoski Art of Illusion. Tak zwane bilety Early Bird wyprzedały się zaś w niespełna trzy dni. Coś jeszcze? A tak, byłbym zapomniał! Najlepsza ekipa fotograficzna pod przewodnictwem Krzyśka "Jestera" Barana jak co roku była w Ostrowie Wielkopolskim! Dodatkowo wspomagana w tym roku przez młodzież, która od razu wrzucała relacje z festiwalu do internetu, kręciła relacje publiczności, a przed festiwalem sama zaangażowała się w promocję Ostrów Rock Festival za pomocą filmików i spontanicznych akcji reklamowych w mediach społecznościowych. Jak już też wspomniałem, był to mój trzeci Ostrów Rock Festival z pięciu edycji, którym miałem przyjemność patronować i przyznam, że w tym roku wyjeżdżaliśmy z Drzewcem z żalem, bo naprawdę nam się podobało. Jak wiadomo, wszystko co dobre kiedyś się kończy, ale przyszłoroczna edycja zapowiada się równie niesamowicie i kto wie, czy znów nie będzie lepiej? Wiem jedno, że w przyszłym roku, na siódmej edycji Ostrów Rock Festival nad Zalewem Piaski Szczygliczka w Ostrowie Wielkopolskim mnie z pewnością nie zabraknie. Hotel już zarezerwowany! Do zobaczenia za rok!

Nasze zdjęcia z wydarzeń towarzyszących znajdziecie w stosownym folderze na naszym facebooku. Zdjęcia własne. Kopiowanie i dalsze udostępnianie bez zgody zabronione. 

Część I (tutaj)

Część II (tutaj)

Część III (tutaj

Część IV (tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz