Balans, konsekwencja, upór i ewolucja. Te cztery słowa jako pierwsze przychodzą mi do głowy, gdy myślę o rozwoju Ostrów Rock Festival odbywającym się nad Zalewem Piaski Szczygliczka w Ostrowie Wielkopolskim. Doskonale oddają też to, co działo się nie tylko na Dużej Scenie festiwalu, ale także na tegorocznej Małej Scenie, która pojawiła się drugi raz. Tegoroczne relacje z Ostrów Rock Festival podzieliłem na pięć odsłon - po dwie z Dużej Sceny, dwie z Małej Sceny i na tę poświęconą wydarzeniom towarzyszącym. Sprawdźmy jak było pierwszego dnia na Małej Scenie!
Zaraz po mocnym otwarciu Dużej Sceny przez izraelski Scardust, sobotnie koncerty na tak zwanej Małej Scenie otworzyła grupa Merdu, choć pierwotnie zapowiadano występ zespołu Rusty Pine. Niestety ten drugi z wymienionych nie mógł się pojawić na Ostrów Rock Festival więc przeprowadzono ankietę, która wyłoniła dwóch zwycięzców zaciekłej rywalizacji. W ankiecie wygrała młoda formacja z Warszawy o nazwie Merdu, a tuż za nim uplasował się 17 'n' Half Passenger z Ostrowa Wielkopolskiego, który w tym roku został wyróżniony przez Roberta Wojcieszaka, jednego z organizatorów Ostrów Rock Festival, podczas tegorocznej edycji przeglądu Wszyscy Śpiewamy na Rockowo. Przypomnijmy, że w związku z tym 17 'n' Half Passenger został ogłoszony jako pierwszy wykonawca przyszłorocznej edycji na Małej Scenie. Warszawski Merdu choć z opisu sugerowali, że grają muzykę z pogranicza rocka alternatywnego i progresywnego z domieszką folku, dali raczej czadu w kierunku hard rocka i psychodeli w klimacie Led Zepellin, co dodatkowo było podkreślane przez fajnego wokalistę zespołu, który przypominał mi młodego Roberta Planta, także manierą wokalną, choć może nie naśladując czy imitując go w takim stopniu jak robi to Josh Kiszka z Greta Van Fleet. Ten nieznany szerzej młody zespół zasługuje na rozgłos i zwrócenie uwagi. Jeśli tylko będą grali gdzieś w Waszej okolicy to warto pójść ich zobaczyć i posłuchać. Potrafią porwać, a przy tym nie tylko znakomicie otworzyli tegoroczną Małą Scenę, świetnie wpisali się pomiędzy żywiołowy, energiczny występ Scardust, a wyciszony, choć wcale nie pozbawiony emocji i pazura występ Francuzów z Esthesis. Gradacja ciężaru i właśnie energii, była tutaj także fantastycznym posunięciem.
Już po Esthesis na Małej Scenie zagościła trójmiejska Haasta, zdecydowany czarny koń pierwszego dnia festiwalu na Małej Scenie. Instrumentalny, lekko progresywny post-rock w wykonaniu utalentowanej gitarzystki Aleksandry Ciesielskiej, basisty Jana Banasia oraz perkusisty Igora Augustynowicza zebrała liczną publiczność i zachwyciła wielu gości namiotu Małej Sceny oraz festiwalu. Co ciekawe, nie była to ich pierwsza wizyta na Ostrów Rock Festival, bo trzy lata temu, podczas czwartej edycji festiwalu byli już gośćmi Strefy Promocji, prekursora koncertów na Małej Scenie. Tym razem, mogli zaprezentować swoją muzykę i najlepszą rekomendacją tej grupy, jeśli jeszcze jej nie znacie i nie słyszeliście, jest to, iż gitarzysta formacji Atan, Andrzej Czaplewski powiedział mi, że Haasta zwaliła go z nóg i absolutnie zachwyciła. Osobiście Haastę wspieram i kibicuję od niemal samego początku, do tego stopnia, że w gdańskiej Klubokawiarni Tartaczna 2, w której pracuję, grupa występowała dwukrotnie, a gitarzystka Aleksandra Ciesielska oprócz tego zrobiła w lokalu swój solowy koncert dyplomowy. To zespół, który tworzy za pomocą samej muzyki niesamowite historie, czaruje i zaskakuje pomysłowością, a także z całą pewnością taki, o którym powinno być głośno, będzie głośniej i nie mam wątpliwości, że daleko zajdą. I nie mówię czy też raczej piszę tego tylko po znajomości czy z lokalnego patriotyzmu. Genialnie też swoją stylistyką i muzyką wpisali się w estetykę Norweskiego Avkrvst, który na Dużej Scenie wystąpił tuż po nich.
Występy na Małej Scenie zamknęła poznańska grupa Aion, grająca gotyckiego rocka i będąca jedną z legend tego gatunku na polskiej scenie muzycznej. Po technicznie doskonałym, choć może nieco sztywnym występie Avkrvst, a jeszcze przed fenomenalnym koncertem Johna Portera, byli może z nieco innej bajki, ale potrafili to wykorzystać. Reaktywowana w 2024 roku grupa wybudziła co niektórych i nie mówię tu o sobie, ale też znakomicie nastroiła przed finałem, zarówno w postaci Portera, jak My Dying Bride, która zamknęła pierwszy dzień na Dużej Scenie. Ich gotycki, nieco operowy występ miał w sobie coś z wdzięku Scardust, mroku My Dying Bride, a nawet szaleństwa Merdu czy Johna Portera. Momentami wydał mi się może nieco przerysowany, ale to uroki tego grania. Oczywiście to nie tak, że czegoś było za dużo, ale jednocześnie po chwili byłem trochę zmęczony ich muzyką. Był to z pewnością mocny występ, który rozładowywał emocje, potrafił wstrząsnąć, a na pewno mógłby być przyrównany do odbezpieczonego granatu przed moim osobistym czarnym koniem pierwszego dnia festiwalu czyli Johnem Porterem.
Balans - podobnie, jak w przypadku Dużej Sceny w tym roku na Małej Scenie kapitalnie zestawiono występujące na niej grupy. Łączyły się z wykonawcami Dużej Sceny, często w dość nieoczekiwany sposób, a czasami niezwykle subtelnie. Tu także sprawdziła się wspomniana przy okazji relacji z Dużej Sceny z pierwszego dnia zasada Hitchcocka. Najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie cały czas rośnie.
Konsekwencja, upór i ewolucja - organizatorzy Ostrów Rock Festval rozmawiają, słuchają i czytają opinie odwiedzających festiwal. Trzy lata temu zainteresowanie drugim namiotem festiwalowym było nikłe, żeby nie powiedzieć, zerowe. Dwa lata temu, było już lepiej, choć zaczęły się pojawiać głosy, że szkoda, że promujące się (często) młode, polskie zespoły nie mają szansy żeby się zaprezentować choćby przez chwilę swoimi dźwiękami. Promyczkiem nadziei, była mini scena na której zagrała grupa Parter, a potem jammowali sobie najmłodsi uczestnicy festiwalu. Rok temu, na piątej edycji na której z powodów osobistych nie mogłem się pojawić, powstała już Mała Scena z prawdziwego zdarzenia, na której między głównymi gwiazdami prezentowały się właśnie młode zespoły i mimo to muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Tegoroczna Mała Scena z całą pewnością to udowodniła. Promocja i rozmowy z najczęściej młodymi zespołami są super, ale nic tak nie przedstawia tych grup, jak ich dźwięki, twórczość i to, jak prezentują się na scenie, a także jak i w tym wypadku pomiędzy dużymi zespołami z całego świata.
Nasze zdjęcia z pierwszego dnia Małej Sceny znajdziecie w stosownym folderze na naszym facebooku. Zdjęcia własne. Kopiowanie i dalsze udostępnianie bez zgody zabronione.
Część I (tutaj)
Część II (tutaj)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz