środa, 13 czerwca 2012

Amethyst – Time Of Slaughters (2011)



Améthystos – dosłownie znaczy po grecku „niepijany”, czyli po prostu „trzeźwy”*. To greckie słowo oznacza też przejrzysty minerał, odmianę kwarcu mlecznego o lekko fioletowej barwie. Wreszcie, jest to nazwa włoskiego thrashera należącego do nurtu revivalu heavy metalu w stylu lat 80. I to wcale nie jest trzeźwa muzyka, wręcz przeciwnie…

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Kill Devil Hill - Kill Devil Hill (2012)



Współczesne supergrupy mają to do siebie, że albo są niespójne i nie bardzo wiedzą co chcą grać, mimo, że są świetne (Them Crooked Vultures), albo są niewypałami zupełnymi i zbędnymi powrotami do współpracy niektórych muzyków  z innymi muzykami(Unisonic), albo istnieją zbyt krótko przerwane nagłą śmiercią ważnego w zespole człowieka (Heaven & Hell), albo zachwycają tym co robią od pierwszego do ostatniego numeru i idą za ciosem rok w rok wydając płyty fantastyczne (Black Country Communion)…

niedziela, 10 czerwca 2012

RIX: Metalurgia stosowana


Muzycy zespołu Stonehenge

Tytuł dziewiątej części cyklu „Retrospekcja” to oczywiście mały żart słowny, ale pasuje do tematu, który chcę tym razem przedstawić. Jakiś czas temu z impetem wskoczyliśmy  w lata 80 i heavy metalowe zespoły zapomniane niesłusznie w historii tego gatunku. Kontynuując wątek kilka krótszych opowieści o grupach, które nie zdążyły wydać pełnometrażowego materiału, a ich twórczość zamyka się w kilku zaledwie, rozproszonych utworach. Oto opowieść, trochę dłuższa niż zazwyczaj, o trzech zespołach: Oxym, Stonehenge oraz Vikkyd Vikker.

sobota, 9 czerwca 2012

Rush - Clockowork Angels (2012)



Tegoroczne, słabe wydawnictwo UFO „Seven Deadly” nie zachwyca kompletnie i spokojnie można je przemliczeć, najnowszy album Rush jest jednak zupełnie inny. Udowadnia, że Rush to zespół genialny i swobodnie mogący konkurować z większością współczesnych grup, zespół po którym nie widać, ani nie słychać absolutnie żadnego upływu czasu. Wstyd nie znać tej grupy i wstyd nie posłuchać jej najnowszego dzieła. I to dosłownie – dzieła…

piątek, 8 czerwca 2012

RVIII: Surf Rock


Podobnie jak w muzyce klasycznej, również w rocku pewne nurty i gatunki szybko przeminęły wypchnięte przez inne lub ewoluowały tak bardzo, że nie przypominały już swojego poprzednika, czy prekursora w żaden sposób. I tak kiedy symfonie zaczynały być coraz dłuższe i bogatsze, aż do osiągnięcia apogeum w twórczości Gustava Mahlera i Ludviga Van Beethovena, podobnie sprawy miały się z muzyką bluesową i rockową. Nurt zwany surf rockiem był jednym z takich gatunków, które istniały, rozwijały się i szybko zniknęły.

wtorek, 5 czerwca 2012

Joe Bonamassa - Driving Towards The Daylight (2012)



W zeszłym roku wydał dziewiąty solowy album “Dust Bowl”, drugą płytę supergrupy Black Country Communion i koncertówkę tegoż oraz zrealizował projekt z Beth Hart, wyśmienitą płytę „Don’t Explain”. W tym roku bynajmniej nie postanowił spocząć na laurach – najpierw kompilacja „No Hits, No Hype, Just The Best”, następnie koncertówka „Beacon Theatre Live From New York”, wreszcie dziesiąta solowa produkcja „Driving Towards The Daylight”, a podobno na jesień tego roku planowana jest trzecia płyta BCC – po prostu człowiek jest niemożliwy. A nowa płyta jest cudowna!

sobota, 2 czerwca 2012

By Million Wires - Letters to the Absent (2012)


Raczej sceptycznie podchodzę do rockowego grania z kobiecym wokalem, ostatnio jednak trafiaja mi się rzeczy, które z jakiegoś powodu nie chcą się nie podobać. Z jakiegoś równie dziwnego powodu nie chcą też wyjść z odtwarzacza – płyty, które uzależniają są właśnie najgorsze, i nie dlatego, że są złe, tylko dlatego, że zostają na dłużej i zastępują inne…